Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2017

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Obraz
W sobotę wyposażyliśmy się - każdy według własnego uznania - w niezbędne akcesoria (ja - w książkę i czereśnie, duuużo czereśni) i - siup! - na plażę (nadodrzańską). Tuż za nami przybyły chmury. I wiatr. I ulewa. Gdyby nie zdjęcia, które pstryknęłam w pierwszych minutach pobytu, trudno by uwierzyć, że chwilę wcześniej świeciło słońce. I tak to plażowanie zakończyło się domowaniem: suszeniem ubrań i zjedzeniem upieczonych pod lazurową pierzynką portobello nadziewanych zielona i czerwoną papryką, mozzarellą, bakłażanem i cebulką (z cyklu: co w lodówce było). ;-) 

[Karyna Piwowarska, Przekrój]


A poza czereśniami? Trwa Miesiąc Spotkań Autorskich i w sobotę wybrałam się tam pierwszy raz (w tej edycji). W okularach przeciwsłonecznych (bo słońce przygrzewało na całego), ale z parasolem (bo a nuż znowu zadżdży). Przeszłam ledwie 200 m, gdy nagle - znowu bez żadnego ostrzeżenia - ulewa. I to taka, że ta popołudniowa wydała mi się przy niej małympikusiem. Parasol niewiele pomógł. Jeśli Mariuszowi…

rozkaz

Wąsaty pan w białym fartuchu, niosący tajemnicze pakunki spojrzał rano na mnie, wskazał palcem i rozkazał: - Uśmiech! I nie wiem, czy to ten ton, komizm tej sytuacji, czy już sam pan (bo zdarzało mi się go widywać w innych strojach - zawsze oryginalnych - i z innymi pakunkami, zwykle licznymi) sprawił, że całą drogę przeszłam z uśmiechem. Szczerym. ;-)