Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2017

pień i rdza

Obraz
Dziwne rzeczy dzieją się wokół i niewiele dobrego. Blogger świruje, chrome oświadczył, że nie będzie się aktualizował na moim poczciwym kompusiu (pewnie dlatego blogger świruje). Mój teatr najbliższy i niegdyś lubiany w rozsypce - mam voucher, a od kilku miesięcy nie mogę go wykorzystać, bo zwyczajnie nie ma na co pójść*. Nie do wiary: niemanaco! Trzy sceny i tylko gościnne występy lub quasipremiery (grane już gdzieś-kiedyś, ale jeszcze nie tu, czyli... gościnne występy). Co tam zobaczyłam (kilkanaście spektakli i kilka czytań), to moje (choć liczyłam na co najmniej drugie tyle). Wycinka ze sceny przeniosła się do rzeczywistości - i metaforycznie (w teatrze), i dosłownie (nie tylko w teatrze) zostają pnie. Na nic zebrane wcześniej pienia i nagrody. Miast dbać, podlewać, flancować, sadzić... wszystko wycięte w pień, każdy ma z kimś na pieńku, a na widzów wióry lecą i smog okala. Za przyzwoleniem miasta, regionu, kraju i ludzi bez kultury. Pieńkowisko - ładne słowo, brzydkie znaczenie. …

niedzielne kąski

Obraz
Niedzielne późne, pyyyyszne śniadanie było (moja wersja nieco inna niż na filmiku, mianowicie: starty batat z solą, pieprzem, oliwą podpieczony przez kwadrans w 200ͦ C, w kolejnej warstwie jajko, następnie szpinak z czosnkiem i pieprzem cytrynowym oraz cukinia skropiona sosem sojowym, na wierzch cheddar i kolejny kwadrans w tej samej temperaturze). Mniam, mniam. 

Wspaniała (ach! ach!) książka jest.  Zaczyna się tak:  "Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy. Wszystko było przed nami i nic nie mieliśmy przed sobą." A dalej:   ostre gilotyny i wyrafinowane pogawędki, zmiażdżone kołami powozów dziecko i czterech służących do wypicia czekolady, głód wytłoczony na twarzach i przepych ściekający po brodach...


I niech sobie leje, wieje. W sumie mi to dzisiaj nie przeszkadza. Ale pogodne jutro już by się przydało. :-)

filmownik

Obraz
Jaki to jest dooooooobry film! Błyskotliwy. Zmyślny. Prawdziwy.

Byliśmy dziś popołudniową porą w kinie. Film grany drugi miesiąc i niemal pełna sala.  Na widowni śmiech do łez, choć bohaterom nie było do śmiechu - taki trik.  Być może gorycz serwowana podczas kolacji grona przyjaciół byłaby ciężkostrawna  bez uśmiechu, który zapewniły świetnie doprawione dialogi. 
"Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" reż. P. Genovese _______________
W ubiegłym tygodniu wygrałam bilety na film "PolandJa" (reż. C.T. Olencki).  I miło spędziliśmy sobotnie południe, bo to film zabawny i jakąś refleksję za sobą ciągnie (może chwilami zbyt dosłowną), i zagrany twarzami (wszak to Polaków portret własny).  Ale to jednak nie to, co dzisiaj...  _______________
A że planowany na ferie wyjazd nagłe choróbsko skutecznie wstrzymało, trzeba było po ponad tygodniowym przymusowym włóżkuleżeniu zastosować choć doraźne umilacze. Zatem wczoraj z Córą do kina na film "Za niebieskimi drzwiami", a dziś na…

fAkty

Jest taki blog o książkach, na który lubię zaglądać (bo ładny, bo nieoczywisty, bo są tam książki, które mnie interesują, bo teksty nie są dłuższe niż książki, o których traktują i pewnie parę innych bo jeszcze by się znalazło) i który mi się nie znudził (w przeciwieństwie do większości blogów "książkowych", na które zdarzało mi się trafiać). Jeszcze pod koniec ubiegłego roku, co odkryłam na początku bieżącego, jego autorka zaproponowała mi - acz bez przymusu - zabawę pt. "10 faktów o sobie". A że Zaczytaną Owcę lubię i że wyznaczyła akurat mnie, to jednak jakoś zobowiązuje, nawet, jeśli równocześnie przeraża. Postanowiłam przełamać wewnętrzne opory i spróbować coś wystukać. Pierwszym razem próbowałam napisać z rozpędu, jak to zwykle czynię. Nie wyszło. Kolejne razy miały być z doskoku - to, co akurat przyjdzie do głowy, zanotuję. Innym razem usiadłam do biurka wyposażona w kubek pełny gorącej kawy zbożowej na mleku i domowe sezamki (nazwa tyleż myląca co naprowadza…