poniedziałek, 10 kwietnia 2017

miszmasz aprilowy


O kwietniu.
Nieco karczemnie, ale prawdziwie. ;-) 

[rys. A. Milewski]

________________________

Tak się właśnie zastanawiam: przy założeniu, że świat będzie istniał przez kolejne wieki, milenia, z czego będą się śmiać ówcześni ludzie. Nie śmiać w ogóle, ale... z nas. Które nasze wynalazki, teorie, zachowania, dzieła, metody leczenia czy wychowania będą ich oburzać, a które wywołają pobłażliwe westchnienie? Czy czymś się zachwycą? Co z rzeczy, myśli, koncepcji, wydarzeń zwróci ich uwagę? Będzie zapewne tego całe mnóstwo, o ile komuś zechce się w ogóle zerkać - kto wie, może nawet dosłownie - w przeszłość, która jest nam teraźniejszością. Przecież w czasach kolei parowej wydawało się, że to już szczyt nowoczesności - i było to apogeum, i jednocześnie był to szczebel. Wszak święcie wierzono w płaskość ziemi, w skuteczność terapii Charcota czy w słuszność czarnej pedagogiki. Toż hipoteza o twarzy przestępcy, nieraz już krytykowana, odżywa co ileś lat, a i co do żywiołów nie jesteśmy zupełnie zgodni. Ludzie przeświadczeni są o wyjątkowości czasów, w których żyją, o niepowtarzalności i niepodważalności swoich odkryć. I każde czasy są niezwykłe, bo wnoszą do świata nowe, często nawet niespodziewane, bo badają przeszłość, tworzą teraźniejszość i robią krok ku przyszłości. I pewnie bez poczucia wyjątkowości, bez twórczego zapamiętania, bez pewnej dozy arogancji człowiek nie dotarł by tu, gdzie jest. A potem się okazuje, że - w najlepszym wypadku - wszystko jest tylko szczeblem. 

________________________

Wyimki z niedawnych lektur:

{Czekanie to grzech przeciw czasom, które dopiero nadejdą, jak również przeciw obecnym, zlekceważonym chwilom.} 
Neil Gaiman "Nigdziebądź"

{Trzeba wierzyć poecie, poeta zna prawdę bardziej.} 
Wit Szostak "Zagroda zębów"

{Twój umysł wierzy w pocieszające kłamstwa, znając jednocześnie bolesne prawy, które sprawiają, że kłamstwa stają się konieczne. I twój umysł w końcu ukarze cię za to, że wierzyłeś w jedne i drugie.}
Patrick Ness "Siedem minut po północy"

{W pociągu jest wszędzie i nigdzie równocześnie, skądś odjeżdżasz, dokądś się udajesz, nie jesteś ani tu, ani tam, pociąg to żaden czas ani żadna przestrzeń.}
Zośka Papużanka "Szopka"

{Jeszcze zanim zaczęła się rzeź przeciwników politycznych, ponure październikowe ranki spędzała w oknie swego pokoju, współczując umierającym i myśląc, że gdyby Bóg nie pozwolił sobie na niedzielny wypoczynek, miałby czas, żeby lepiej wykończyć świat.}
Gabriel Garcia Marquez "Opowiadania"


Czytałam również "Panią Einstein" Marie Benedict oraz "Szarańczę"  i "Nie wygłoszę tu mowy" Gabriela Garcii Marqueza, ale nic nie wycytatowałam. 


________________________


Czy ktoś z Was, drodzy Czytacze, był może na "Milczeniu" M. Scorsesego? Czy coś ten film w Was poruszył, dręczył refleksjami, nie pozwalał zasnąć? Bo mnie pozostawił obojętną, w sensie: nie wniósł nic nowego, nie zrobił przewrotu (mam na myśli taką rewolucję wewnętrzną, a nie, na przykład, poruszenie okrucieństwem). Choć to dobry film i piękny obrazowo, to niewiele po sobie zostawił. 




niedziela, 9 kwietnia 2017

muzyka (nie tylko) na Wielki Tydzień




Stabat Mater od ok.42:20



wtorek, 28 marca 2017

tyle?


wtorek, 28 lutego 2017

pień i rdza



Dziwne rzeczy dzieją się wokół i niewiele dobrego. Blogger świruje, chrome oświadczył, że nie będzie się aktualizował na moim poczciwym kompusiu (pewnie dlatego blogger świruje). Mój teatr najbliższy i niegdyś lubiany w rozsypce - mam voucher, a od kilku miesięcy nie mogę go wykorzystać, bo zwyczajnie nie ma na co pójść*. Nie do wiary: niemanaco! Trzy sceny i tylko gościnne występy lub quasipremiery (grane już gdzieś-kiedyś, ale jeszcze nie tu, czyli... gościnne występy). Co tam zobaczyłam (kilkanaście spektakli i kilka czytań), to moje (choć liczyłam na co najmniej drugie tyle) . Wycinka ze sceny przeniosła się do rzeczywistości - i metaforycznie (w teatrze), i dosłownie (nie tylko w teatrze) zostają pnie. Na nic zebrane wcześniej pienia i nagrody. Miast dbać, podlewać, flancować, sadzić..., wszystko wycięte w pień, każdy ma z kimś na pieńku, a na widzów wióry lecą i smog okala. Za przyzwoleniem miasta, regionu, kraju i ludzi bez kultury. Pieńkowisko - ładne słowo, brzydkie znaczenie. Ale nie ma co się pienić, pieniądz rządził zawsze, nic nowego. Gwoli jasności - mnie jest wszystko jedno, kto jest nadleśniczym, kto gajowym (nie mam upodobań personalnych, ale znać się na leśnictwie i szanować ludzi powinien), byle wszyscy nie byli możnowładczymi drwalami.


Tak to już bywa, jedni niszczą, ale są tacy, którzy potrafią wykorzystać to, co zniszczone. Jest chociażby Denice Bizot, która zardzewiałej łopacie potrafi dać drugie "życie". Czy ciekawsze niż pierwsze, tego nie wiem, ale piękne.











*Nie da się do T[pl, to dziś idziemy na dyplomowy "Szantaż" do Teatru PWST.
A w marcu na "Umwukę" do TM Capitol. :-)





niedziela, 26 lutego 2017

niedzielne kąski


Niedzielne późne, pyyyyszne śniadanie było (u mnie: starty batat z solą, pieprzem, oliwą podpieczony przez kwadrans w 200ͦ C, w kolejnej warstwie jajko, następnie szpinak z czosnkiem i pieprzem cytrynowym oraz cukinia skropiona sosem sojowym, na wierzch cheddar i kolejny kwadrans w tej samej temperaturze). Mniam, mniam. 


Wspaniała (ach! ach!) książka jest. 
Zaczyna się tak: 
"Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy. Wszystko było przed nami i nic nie mieliśmy przed sobą."
A dalej:  
ostre gilotyny i wyrafinowane pogawędki,
zmiażdżone kołami powozów dziecko i czterech służących do wypicia czekolady,
głód wytłoczony na twarzach i przepych ściekający po brodach...



I niech sobie leje, wieje. W sumie mi to dzisiaj nie przeszkadza.
Ale pogodne jutro już by się przydało. :-)


środa, 22 lutego 2017

filmownik


Jaki to jest dooooooobry film!
Błyskotliwy.
Zmyślny.
Prawdziwy.


Byliśmy dziś popołudniową porą w kinie. Film grany drugi miesiąc i niemal pełna sala. 
Na widowni śmiech do łez, choć bohaterom nie było do śmiechu - taki trik. 
Być może gorycz serwowana podczas kolacji grona przyjaciół byłaby ciężkostrawna 
bez uśmiechu, który zapewniły świetnie doprawione dialogi. 

"Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" 
reż. P. Genovese
_______________

W ubiegłym tygodniu wygrałam bilety na film "PolandJa" (reż. C.T. Olencki). 
I miło spędziliśmy sobotnie południe, bo to film zabawny i jakąś refleksję za sobą ciągnie (może chwilami zbyt dosłowną), i zagrany twarzami (wszak to Polaków portret własny)
Ale to jednak nie to, co dzisiaj... 
_______________

A że planowany na ferie wyjazd nagłe choróbsko skutecznie wstrzymało, trzeba było po ponad tygodniowym przymusowym włóżkuleżeniu zastosować choć doraźne umilacze. Zatem wczoraj z Córą do kina na film "Za niebieskimi drzwiami", a dziś na "Balerinę" się wybrałam. I o ile zwykle na filmach dla dzieci nudzę się niemiłosiernie, wiercę się w fotelu dumając, ile to można w tym czasie stron książki przeczytać (na przykład), o tyle tu całkiem znośnie było i nawet trochę bałam ;-) (wczoraj) i śmiałam (dzisiaj).
I tak to bywam - raz na rok w kinie albo cztery razy w tygodniu. ;-)




środa, 8 lutego 2017

fAkty


Jest taki blog o książkach, na który lubię zaglądać (bo ładny, bo nieoczywisty, bo są tam książki, które mnie interesują, bo teksty nie są dłuższe niż książki, o których traktują i pewnie parę innych bo jeszcze by się znalazło) i który mi się nie znudził (w przeciwieństwie do większości blogów "książkowych", na które zdarzało mi się trafiać). Jeszcze pod koniec ubiegłego roku, co odkryłam na początku bieżącego, jego autorka zaproponowała mi - acz bez przymusu - zabawę pt. "10 faktów o sobie". A że Zaczytaną Owcę lubię i że wyznaczyła akurat mnie, to jednak jakoś zobowiązuje, nawet, jeśli równocześnie przeraża. Postanowiłam przełamać wewnętrzne opory i spróbować coś wystukać.
Pierwszym razem próbowałam napisać z rozpędu, jak to zwykle czynię. Nie wyszło. Kolejne razy miały być z doskoku - to, co akurat przyjdzie do głowy, zanotuję. Innym razem usiadłam do biurka wyposażona w kubek pełny gorącej kawy zbożowej na mleku i domowe sezamki (nazwa tyleż myląca co naprowadzająca, bo chodzi uprażone ziarna słonecznika, dyni i sezamu zalane na patelni miodem i wystudzone) i kawa wystygła, przekąskę zjadłam i nic. Pustka, pustynia, nic - że tak sobie powtórzę za tytułem spektaklu Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Nijak mi się nie udało, bo też nic ciekawego o sobie nie potrafiłam z siebie wydobyć (myślę, że w tej sytuacji zdecydowanie łatwiej jest osobom prowadzącym blogi tematyczne, mój jest blogiem z potrzeby duszy, wiele w nim mnie; jak tu napisać o sobie coś, czego jeszcze nie było, skoro ten blog to ja ;-)). Ale, ale - skoro nie można napisać nic ciekawego, to może spisać to, co nieciekawe, nudne, banalne, wygrzebane z dawnych lat... Wszak idealni nie jesteśmy. Fakty kryją w sobie akty, więc się tu obnażę, akt odwagi bądź głupoty, dokumentalny akt sceniczny trafi do blogowych akt. 
Kolejność bardzo przypadkowa.

"Detektyw Monk" to serial, który darzę sympatią do dziś (#1). A skąd ten sentyment? Podobno niemowlęta i małe dzieci lubią spać. Podobno, bo moje nie lubiło i to nie lubiło bardzo; rano, wieczór, we dnie, w nocy chciało światem się zachwycać (a ja nie śmiałam burzyć tej naiwnej wiary w piękno i powody do zachwytów) i spać jeno kwadransami. Z zazdrością podpatrywałam na spacerach inne mamy, które mogły sobie poczytać, albo zwyczajnie nie robić nic, tylko posiedzieć na ławce w parku. Z niedowierzaniem słuchałam (nie)znajomych mówiących o przespanych nocach, o wolnym wieczorze od dziewiętnastej etc. Kiedy więc moje dziecię zasypiało po 22:30 (po to, by się i nas kilkanaście razy w nocy zbudzić) mój mózg było stać już jedynie na oglądanie "Detektywa Monka" - to była moja chwila relaksu w ciągu doby. To było coś, co  pozwalało mi odpocząć, co nawet mnie śmieszyło, ale najczęściej po prostu dobrze przy tym zasypiałam. Do dziś potrafię sobie czasem do prasowania (by zerkać jednym okiem, nic nie tracąc z treści) włączyć jakiś odcinek. ;-) 

Z niespania dziecka nauczyłam się zasypiać w kilkadziesiąt sekund (#2). Mój organizm dostosował się do sytuacji - wiedział, że albo zaśnie w minutę i prześpi dwadzieścia dziewięć kolejnych minut, albo nie wykorzysta tej szansy i pół nocy spać nie będzie. Zostało mi to dziś, potrafię szybko zasnąć, jeśli ktoś mi tej minuty zasypiania nie zburzy (potem już jest znacznie trudniej). Lepiej więc tego nie robić, bo fibula niewyspana to fibula zła (#3). ;-)

W podstawówce zasłuchiwałam się w Wilkach (& Gawlińskim) oraz w Aerosmith, potem dołączył G. Turanu (#4). Nie było łatwo, bo to były czasy mydełekfa. ;-) 

Poznałam wiele niezwykłych osób dzięki internetowi i blogowaniu (#5). Kilka znajomości (i małżeństwo) kontynuowanych jest poza blogiem (na różne sposoby: spotkania, listy elektroniczne i papierowe, zaskakiwajki...) i to jest naprawdę wspaniałe. 

Gotuję dobre zupy (#6). ;-) 

Mam klaustrofobię pośpiworową (#7). Byłam mała. Mama kupiła śpiwór - dziś to żadne wydarzenie, ale w w czasach mojego wczesnego dzieciństwa to było coś ;-). W ramach prezentacji śpiWora, gdy do niego weszłam, zostałam zasunięta  i z tym śpiworem (w tym worze) podniesiona do góry. Miałam wrażenie, że zaraz umrę i pamiętam to przeraźliwe uczucie do dziś.

W podstawówce, tuż przed zakończeniem roku szkolnego nie odbiłam kiedyś piłki (na pewno nie ten jeden raz), która (podobno z powodu mojego nieodbicia) stłukła okno w zerówce (#8). Wychowawca klasy (czytaj: nie zawsze trzeźwy pan w różowo-czarnych ortalionowych dresach) zagroził mi, że nie wyda mi świadectwa, jeśli mój tato tego okna nie wstawi. Brak świadectwa dla wzorowej uczennicy - ojoj! jakież to były czasy niemądre i przedinternetowe (dziś dziecko by się samo dowiedziało, że bezprawne takie groźby są). Pamiętam do dziś mój strach i poczucie krzywdy (przecież sama sobie tej piłki nie rzuciłam ;-)), taka szkolna trauma. 

Lubię kożuch mleczny (#9). :-D I nie rozumiem, czemu jest tak prześladowany i straszy się nim dzieci. No dobrze, z lubieniem to przesada, ale nie nie lubię. 

Chciałabym pomieszkać w Portugalii (#10). 




Zachęcam do napisania o sobie Tych, którym zdarza się tu zaglądać 
(jeśli się nie zgłosicie, wskażę imiennie/nickowo ;-)). 
Będzie mi miło dowiedzieć się o Was czegoś więcej. 


wtorek, 31 stycznia 2017

z chlebowni i z dźwiękowni


Czas temu jakiś pisałam o ryżowym "deszczu", wczoraj ktoś z czwartego piętra sąsiedniego bloku obficie posypał nam głowy chlebem. Pokrojonym. 
Dziś z góry leci już tylko śnieg.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


czwartek, 26 stycznia 2017

człek w rozsypce


Przybył wczoraj do mnie człek w rozsypce. ;-) 


I to nie byle jaki, bo witruwiański (i vinciański ;-)).
I to nie od byle od kogo, bo od Siostrzyczki mej. :*

_____________________


Oto jest.



15.02.2014



niedziela, 15 stycznia 2017

{Znane, ale przypominam: wszystkie zwierzęta, oprócz człowieka, wiedzą, że żyje się dla radości!} Fafik

Od kilku dni zachwycam się - wznowionym po ponad trzech latach niebycia - "Przekrojem": treścią, rysunkami, zdjęciami, humorem uabsuradlnionym, przekorą, różnorodnością... całokształtem, rzec można. A także tym, że - ku mej uciesze - nie brak w nim archiwalnych artykułów i rysunków. I jeszcze tym, że reklam niewiele, a jeśli już są, to nie przysłaniają treści. Oraz tym, że taki inny niż większość prasy (to tak trochę nieudokumentowanie piszę, bo żadnych dzienników, (dwu)tygodników, (dwu)miesięczników, kwartalników, roczników etc. nie kupuję i nie czytuję, ale czasem, acz bez wielkiego entuzjazmu, który zwykle słabnie z każdą przewracaną kartką, rzucam okiem w bibliotekach czy salonikach: fryzjerskim, prasowych czy im podobnych). I tym, że można go poczytywać smażąc naleśniki lub siedząc wygodnie z filiżanką herbaty, indywidualnie lub rodzinnie, tu lub tam.
Nawet nie przekartkowałam przed kupnem - spojrzałam przez kioskowe okno i nie mogłam oderwać wzroku. Oceniłam pismo po okładce i nie żałuję. 


Jest o kaszmirze, "mądrych" tabletkach, byciu ładnym, rozmiazgu kolweńskim, klątwie księżniczki Elsy, kosmitach, kolonializmie, koniach (angielskich, włoskich i amerykańskich), kieszonkowcach, stacji meteorologicznej na północy Rosji, okratku z antypodów, postępie, znużeniu, kuropatwach, kapuście (także czerwonej!), zimie termicznej, pępku świata, nawróceniach, Chucku (ale nie Norrisie), koroterapii, świadomych jeleniach, połowie życia, śnieżnych kulach nad Zatoką Obską, siedzeniu, muzyce i o sprawach bardzo (po)ważnych również. Wszystko podane niekonwencjonalnie, a czasem wspak i do góry nogami, zrozumiale "i dla wyrafinowanej sprzątaczki, i dla prostego ministra". ;-) 
Zaiste, jest jak chciał twórca "Przekroju", Marian Eile: "Celem pisma jest zaciekawić czytelnika, podrażnić go, ale nigdy nie pozostawić obojętnym. Ma być ono dla wszystkich rozrywką, ale dla zainteresowanych sięganiem głębiej - pierwszym wtajemniczeniem i rozrywką."


poniedziałek, 2 stycznia 2017

szary


Jegomość Dwa Tysiące Szesnasty domknął swą zszarzałą klamrę (poszarzeń - jak wiadomo - bywają dwa rodzaje: z białego i z czarnego; jakby się uprzeć, pierwszy można nazwać ciemniejącym, drugi - jaśniejącym). Szary pojemny jest, ładny, pozornie niepozorny i świetnie się łączy z wszystkimi kolorami. 
_________________

Pod koniec grudnia sześciorgiem oczu popatrzyliśmy sobie na świat (niedaleki) z innej perspektywy. I, jeśli mam być szczera, najbardziej mnie zafascynowały chmury.








_________________

A na zakończenie roku, w samo południe - "Paterson". I był to wybór doskonały: i film, i pora. I piękna szarość Patersona (do której bliżej mi niż do czarno-białej Laury). 
W pakiecie był widz siedzący tuż za mną, który prócz tego, że zakładał nogi na sąsiedni fotel, to jeszcze chrząkał i charkał tak samo jak złośliwy buldog angielski w filmie, więc by nie burzyć cudnych chwil w Jarmuschowym świecie, przestałam rozróżniać te dźwięki. 
Zatem jest mi dany nowy rok (lub ileś z niego dni). Carte blanche. A jak powiedział Patersonowi w Paterson w New Jersey pewien miłośnik poezji z Osaki: czasem pusta kartka daje najwięcej możliwości... Aaha!


_________________

PS Uśmiech w zatłoczonym, gwarnym autobusie, gdzie wszelkie wonie świata tworzą niebezpieczną dla samopoczucia hybrydę? To możliwe - wystarczy wyjąć i poczytać "Małe eksperymenty ze szczęściem"Aaha!