Posty

Wyświetlanie postów z 2017

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Obraz
W sobotę wyposażyliśmy się - każdy według własnego uznania - w niezbędne akcesoria (ja - w książkę i czereśnie, duuużo czereśni) i - siup! - na plażę (nadodrzańską). Tuż za nami przybyły chmury. I wiatr. I ulewa. Gdyby nie zdjęcia, które pstryknęłam w pierwszych minutach pobytu, trudno by uwierzyć, że chwilę wcześniej świeciło słońce. I tak to plażowanie zakończyło się domowaniem: suszeniem ubrań i zjedzeniem upieczonych pod lazurową pierzynką portobello nadziewanych zielona i czerwoną papryką, mozzarellą, bakłażanem i cebulką (z cyklu: co w lodówce było). ;-) 

[Karyna Piwowarska, Przekrój]


A poza czereśniami? Trwa Miesiąc Spotkań Autorskich i w sobotę wybrałam się tam pierwszy raz (w tej edycji). W okularach przeciwsłonecznych (bo słońce przygrzewało na całego), ale z parasolem (bo a nuż znowu zadżdży). Przeszłam ledwie 200 m, gdy nagle - znowu bez żadnego ostrzeżenia - ulewa. I to taka, że ta popołudniowa wydała mi się przy niej małympikusiem. Parasol niewiele pomógł. Jeśli Mariuszowi…

rozkaz

Wąsaty pan w białym fartuchu, niosący tajemnicze pakunki spojrzał rano na mnie, wskazał palcem i rozkazał: - Uśmiech! I nie wiem, czy to ten ton, komizm tej sytuacji, czy już sam pan (bo zdarzało mi się go widywać w innych strojach - zawsze oryginalnych - i z innymi pakunkami, zwykle licznymi) sprawił, że całą drogę przeszłam z uśmiechem. Szczerym. ;-)

rozmaitości powszednie

Obraz
Czwarty raz w ciągu dwóch dni odbieram telefon od kogoś (pani, pana, pana, pani), kto dzwoni w imieniu operatora sieci (wiem, taka ich praca, więc gdy mogę, odbieram, rozmawiam kulturalnie) i za każdym razem tłumaczę i proszę, by nie dzwonili, bo to akurat numer dziecka i że jestem zadowolona z oferty, którą mam i innej nie chcę. Nie, dziękuję, na pewno nie chcę skorzystać z wyjątkowej oferty przygotowanej specjalnie dla mnie (i wcale nie jest lepsza od tej, z której korzystam obecnie). Nie, nie mam czasu słuchać tego po raz kolejny. A dlaczego ona do mnie podniesionym tonem mówi, krzyczy prawie (mimo że jej za rozmowę ze mną płacą, a mnie za rozmowę z nią - nie!), gdy przekazuję, że z tą ofertą już trzy raz dzwonili (w ciągu dwóch dni) i nie mam ochoty wysłuchiwać jej w całości po raz czwarty (w ciągu dwóch dni!)? Rzuciła słuchawką. No proszę, i czymś mnie jednak zaskoczyła. Jutro pewnie znowu zadzwonią. 
A poza tym: wiatr, ulewa, grad wielkością i kształtem wprawiający w oniemienie (g…

u

Obraz
Mazaju sobiu akwarelu i słuchaju po cichu, choć trochu po głośnu. ;-)

{Każdy istnieje, jeśli pozostaje w związku z innymi, a więc to więzi są najbardziej rzeczywistym objawem istnienia.} Andrzej Muszyński

Obraz
Piję herbatę zaparzoną w kamionkowej filiżance, podskubuję muffinę z białego maku, płatków jaglanych i jabłek. Nie tylko ciastka i napoju ubywa, nie tylko czerwiec mija. I nie umiem się pogodzić z tym! Że na Tych dwóch parach dłoni, które mnie głaskały, przewijały, karmiły, wspierały gestami, opadały bezradnie, klaskały dumnie i radośnie coraz bardziej widać ciężar przeżytych lat. Że na Tych ciałach więcej miejscboli niż nie i że coraz bardziej. Że po wielu latach ciężkiej pracy, nędzne grosze. Że, idąc razem, zawsze ledwo nadążałam, a teraz odwrotnie... 



Szekspir i Radek zupełnie bez związku, ale uwielbiam od lat.




o chodzeniu tyłem

Obraz
Bo ładne.
[fot. Jerzy Rajecki; stąd]
________________________

Lubicie chodzić tyłem? Nie ulegać tendencjom? Robić coś inaczej niż większość? Na przekór, mimo wszystko, albo: bo tak mi się podoba? ;-)  Bohaterowie literaccy i ich twórcy też lubią - co rusz trafiam na jakieś o tym wzmianki.

{Czyż nie jest sensowniej iść naprzeciw żywiołom - wiatrowi, deszczowi, słońcu, atakującym owadom, ponurości obcych, niepewnej przyszłości - z tarczą, jaką jest tył własnej głowy, tył płaszcza, siedzenie spodni? Przecież są one naszą osłoną, naszą zbroją. Służą temu, by znosić przeciwności losu. Kiedy idzie się tyłem, wszelkie delikatne części - twarz, pierś, atrakcyjne elementy ubioru - są chronione przed okrutnym światem i człowiek może je pokazywać tylko wtedy, gdy chce, tylko osobom, którym zechce, za pomocą prostego odwrócenia się odbierającego anonimowość. By nie wspomnieć o argumentach bardziej fizycznej natury.

(...) jego chodzenie tyłem, plecami do świata, plecami do Boga, nie jest żałobą. To jes…

"ziębi, gnębi, moczy, mroczy, mży i dżdży"

Obraz
{Taka wiosna, jak w tym roku, to do kitu! Taką wiosnę wyszydzimy raczej my tu. Ziębi, gnębi, moczy, mroczy, mży i dżdży - taką wiosnę, to unieważniamy my!} *
Starsi Panowie Dwaj i ja
___________





Rui Palha, którego fotografie bardzo lubię, wychwytuje nie tylko deszczowe chwile, ale do tegorocznej quasi-wiosny mi nie pasują.Warto jednak je obejrzeć.

___________
Jednak maj to wciąż mój ulubiony miesiąc. Jest możliwość poznania go bliżej słuchając nie długiej, nie krótkiej, lecz w sam raz audycji Nasz język współczesny.

racja (nie)bytu ;-)

Obraz
Każdemu się wydaje, że ma rację i często ma, zazwyczaj każdy własną. Moja racja jest najmojsza, wiadomo ("jeźdźcy są brązowi", "nieprawda! są beżowi"), a gdzie dwóch się bije, tam (chaos, albo) trzeci sam sobie jeźdźców pokoloruje. ;-) I tak od zarania dziejów. 
[Maurits Cornelis Escher, Jeźdźcy]
________________
ENL. Kolejna edycja, kolejne (lub te same) tłumy, nowe miejsca, wysłuchane (dobre i lepsze) czytania i te, na które wejść się nie udało (bo tłumy). Znowu deszcz, znowu ziąb (i tak sobie przetuptaliśmy z 10 km, bo chodzić lubimy) i - najważniejsze -  niespotykane gdzie indziej doznania.  ________________
{Życie trwa tak długo, jak długo trwają nasze wzruszenia.} Emil Cioran


tup, tup, tup...

Obraz
Nie wiem, jak się tego słucha siedząc,  ale chodzi się przy tym zwinnie i z przyjemnością. 



miszmasz aprilowy

Obraz
O kwietniu.
Nieco karczemnie, ale prawdziwie. ;-) 
[rys. A. Milewski]

________________________
Tak się właśnie zastanawiam: przy założeniu, że świat będzie istniał przez kolejne wieki, milenia, z czego będą się śmiać ówcześni ludzie. Nie śmiać w ogóle, ale... z nas. Które nasze wynalazki, teorie, zachowania, dzieła, metody leczenia czy wychowania będą ich oburzać, a które wywołają pobłażliwe westchnienie? Czy czymś się zachwycą? Co z rzeczy, myśli, koncepcji, wydarzeń zwróci ich uwagę? Będzie zapewne tego całe mnóstwo, o ile komuś zechce się w ogóle zerkać - kto wie, może nawet dosłownie - w przeszłość, która jest nam teraźniejszością. Przecież w czasach kolei parowej wydawało się, że to już szczyt nowoczesności - i było to apogeum, i jednocześnie był to szczebel. Wszak święcie wierzono w płaskość ziemi, w skuteczność terapii Charcota czy w słuszność czarnej pedagogiki. Toż hipoteza o twarzy przestępcy, nieraz już krytykowana, odżywa co ileś lat, a i co do żywiołów nie jesteśmy zupełnie z…

muzyka (nie tylko) na Wielki Tydzień

Obraz
Stabat Mater od ok.42:20



tyle?

Obraz

pień i rdza

Obraz
Dziwne rzeczy dzieją się wokół i niewiele dobrego. Blogger świruje, chrome oświadczył, że nie będzie się aktualizował na moim poczciwym kompusiu (pewnie dlatego blogger świruje). Mój teatr najbliższy i niegdyś lubiany w rozsypce - mam voucher, a od kilku miesięcy nie mogę go wykorzystać, bo zwyczajnie nie ma na co pójść*. Nie do wiary: niemanaco! Trzy sceny i tylko gościnne występy lub quasipremiery (grane już gdzieś-kiedyś, ale jeszcze nie tu, czyli... gościnne występy). Co tam zobaczyłam (kilkanaście spektakli i kilka czytań), to moje (choć liczyłam na co najmniej drugie tyle). Wycinka ze sceny przeniosła się do rzeczywistości - i metaforycznie (w teatrze), i dosłownie (nie tylko w teatrze) zostają pnie. Na nic zebrane wcześniej pienia i nagrody. Miast dbać, podlewać, flancować, sadzić... wszystko wycięte w pień, każdy ma z kimś na pieńku, a na widzów wióry lecą i smog okala. Za przyzwoleniem miasta, regionu, kraju i ludzi bez kultury. Pieńkowisko - ładne słowo, brzydkie znaczenie. …

niedzielne kąski

Obraz
Niedzielne późne, pyyyyszne śniadanie było (moja wersja nieco inna niż na filmiku, mianowicie: starty batat z solą, pieprzem, oliwą podpieczony przez kwadrans w 200ͦ C, w kolejnej warstwie jajko, następnie szpinak z czosnkiem i pieprzem cytrynowym oraz cukinia skropiona sosem sojowym, na wierzch cheddar i kolejny kwadrans w tej samej temperaturze). Mniam, mniam. 

Wspaniała (ach! ach!) książka jest.  Zaczyna się tak:  "Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy. Wszystko było przed nami i nic nie mieliśmy przed sobą." A dalej:   ostre gilotyny i wyrafinowane pogawędki, zmiażdżone kołami powozów dziecko i czterech służących do wypicia czekolady, głód wytłoczony na twarzach i przepych ściekający po brodach...


I niech sobie leje, wieje. W sumie mi to dzisiaj nie przeszkadza. Ale pogodne jutro już by się przydało. :-)

filmownik

Obraz
Jaki to jest dooooooobry film! Błyskotliwy. Zmyślny. Prawdziwy.

Byliśmy dziś popołudniową porą w kinie. Film grany drugi miesiąc i niemal pełna sala.  Na widowni śmiech do łez, choć bohaterom nie było do śmiechu - taki trik.  Być może gorycz serwowana podczas kolacji grona przyjaciół byłaby ciężkostrawna  bez uśmiechu, który zapewniły świetnie doprawione dialogi. 
"Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" reż. P. Genovese _______________
W ubiegłym tygodniu wygrałam bilety na film "PolandJa" (reż. C.T. Olencki).  I miło spędziliśmy sobotnie południe, bo to film zabawny i jakąś refleksję za sobą ciągnie (może chwilami zbyt dosłowną), i zagrany twarzami (wszak to Polaków portret własny).  Ale to jednak nie to, co dzisiaj...  _______________
A że planowany na ferie wyjazd nagłe choróbsko skutecznie wstrzymało, trzeba było po ponad tygodniowym przymusowym włóżkuleżeniu zastosować choć doraźne umilacze. Zatem wczoraj z Córą do kina na film "Za niebieskimi drzwiami", a dziś na…

fAkty

Jest taki blog o książkach, na który lubię zaglądać (bo ładny, bo nieoczywisty, bo są tam książki, które mnie interesują, bo teksty nie są dłuższe niż książki, o których traktują i pewnie parę innych bo jeszcze by się znalazło) i który mi się nie znudził (w przeciwieństwie do większości blogów "książkowych", na które zdarzało mi się trafiać). Jeszcze pod koniec ubiegłego roku, co odkryłam na początku bieżącego, jego autorka zaproponowała mi - acz bez przymusu - zabawę pt. "10 faktów o sobie". A że Zaczytaną Owcę lubię i że wyznaczyła akurat mnie, to jednak jakoś zobowiązuje, nawet, jeśli równocześnie przeraża. Postanowiłam przełamać wewnętrzne opory i spróbować coś wystukać. Pierwszym razem próbowałam napisać z rozpędu, jak to zwykle czynię. Nie wyszło. Kolejne razy miały być z doskoku - to, co akurat przyjdzie do głowy, zanotuję. Innym razem usiadłam do biurka wyposażona w kubek pełny gorącej kawy zbożowej na mleku i domowe sezamki (nazwa tyleż myląca co naprowadza…

z chlebowni i z dźwiękowni

Obraz
Czas temu jakiś pisałam o ryżowym "deszczu", wczoraj ktoś z czwartego piętra sąsiedniego bloku obficie posypał nam głowy chlebem. Pokrojonym.  Dziś z góry leci już tylko śnieg.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

człek w rozsypce

Obraz
Przybył wczoraj do mnie człek w rozsypce. ;-) 

I to nie byle jaki, bo witruwiański (i vinciański ;-)). I to nie od byle od kogo, bo od Siostrzyczki mej. :*
_____________________

Oto jest.



15.02.2014


{Znane, ale przypominam: wszystkie zwierzęta, oprócz człowieka, wiedzą, że żyje się dla radości!} Fafik

Obraz
Od kilku dni zachwycam się - wznowionym po ponad trzech latach niebycia - "Przekrojem": treścią, rysunkami, zdjęciami, humorem uabsuradlnionym, przekorą, różnorodnością... całokształtem, rzec można. A także tym, że - ku mej uciesze - nie brak w nim archiwalnych artykułów i rysunków. I jeszcze tym, że reklam niewiele, a jeśli już są, to nie przysłaniają treści. Oraz tym, że taki inny niż większość prasy (to tak trochę nieudokumentowanie piszę, bo żadnych dzienników, (dwu)tygodników, (dwu)miesięczników, kwartalników, roczników etc. nie kupuję i nie czytuję, ale czasem, acz bez wielkiego entuzjazmu, który zwykle słabnie z każdą przewracaną kartką, rzucam okiem w bibliotekach czy salonikach: fryzjerskim, prasowych czy im podobnych). I tym, że można go poczytywać smażąc naleśniki lub siedząc wygodnie z filiżanką herbaty, indywidualnie lub rodzinnie, tu lub tam. Nawet nie przekartkowałam przed kupnem - spojrzałam przez kioskowe okno i nie mogłam oderwać wzroku. Oceniłam pismo po ok…