piątek, 10 listopada 2017

{To, czy traktujemy otwór w obwarzanku jako próżnię czy jako byt, jest tylko kwestią metafizyczną i ani trochę nie wpływa na smak obwarzanka.} Haruki Murakami



Gdy zdarzy mi się zapatrzyć w autobusowy ekran(ik) wrocławskiego MPK, dowiaduję się, że imieniny obchodzą Sewer, Ernestyna, Gotfryd, Sydoniusz, Benita, Eufemia, Żytomir, Baldwin, Mścisława... Z jednej strony dobrze, bo te, dość osobliwe, imiona w kalendarzach pojawiają się rzadko, z drugiej trochę dziwnie, bo imiona popularniejsze nie są wyświetlane wcale, tylko te nietypowe. Może to taka misja MPK - popularyzowanie imion? Skoro Katarzyny i Zygmunty są wszędzie, to trzeba dać szansę Borysławom i Damazym. Ciekawi mnie, czy to zamysł wrocławski, czy ogólnopolski. 


_______________________________


Czasem od zapaści egzystencjalnej dzieli jedno słowo czy dwa czyny.
Podobnie od rozkwitu.
Szalę łatwo przeważyć.
{Zło doznane i dobro zdarzone na wagę wspomnień kładę i szale jej godzę}
napisał niegdyś Leopold Staff.

niedziela, 29 października 2017

wtorek, 24 października 2017

daj, ać ja pozrzędzę, a ty poczywaj ;-)


Na nieumiejętność czytania ze zrozumieniem i brak kompetencji.

#1 Pytanie esemesowe od mamy koleżanki z klasy mojej córki o to, o której dzieci mają wyjście na DFN (dodam, że na zebraniu dostaliśmy pisemną o tym informację, także godziny wyjścia i powrotu, potem dzieci miały w dzienniczkach notatkę przypominającą, ale mogło się zapomnieć, zagubić, mniejsza z tym). Odpisałam dokładnie tak: jest pierwsza lekcja (i na niej sprawdzian), potem dzieci wychodzą na DFN i wracają na dwie ostatnie lekcje. I po chwili dostałam pytającą odpowiedź: "Czyli dwóch ostatnich lekcji nie ma?". Ja w takiej sytuacji zaczynam się zastanawiać, co jest ze mną nie tak, czy piszę niezrozumiale czy coś pomyliłam i zaczynam dopytywać kogo mam na podorędziu, czy mój przekaz był jasny, no bo skąd tak opaczne jego zrozumienie. To tylko jeden z najkrótszych przykładów, znacznie więcej mam mejlowych, gdy w dyskusji bierze udział kilkanaście osób (po pewnym czasie połowa obrażona na drugą połowę) i każdy czyta to, co chce przeczytać a nie to, co jest napisane. Wiem, takie czasy, wszystko w biegu, czytane z telefonu w tramwaju, pod ladą, w garażu czy biurowej kuchni, ale ileż tego czasu i stresu by zaoszczędzono sobie i innym, gdyby czytać kilka sekund dłużej a dokładniej przed odpisaniem. 

#2 Ostatnio miałam okazję zobaczyć świadectwo pracy, na którym oprócz błędnie wpisanych dat zatrudnienia, nieprawidłowego adresu i literówek występowały takie "perełki" jak niewykasowane nawiasy z treścią: (tu należy wpisać pracodawcę), (tu należy wpisać zajmowane stanowisko lub pełnione funkcje). Naprawdę! W bardzo dużej, poważnej firmie, zatrudniającej wiele osób, co do których wymagania są ogromne. Możliwe, że owa wystawiająca dokument osoba hołduje Mironowej zasadzie dobrze jak nie za dobrze a nawet dobrze nie za mądrze, jednak wątpię, by świadomie, gdyż miałam okazję przejrzeć też korespondencję na temat ekwiwalentu za niewykorzystany urlop (oczywiście, wyliczonego źle) - zerowa umiejętność czytania ze zrozumieniem (nawet tego, co się samemu napisało i tego, co się skopiowało i wkleiło). Sama znacznie więcej rzeczy nie potrafię niż umiem, znacznie więcej nie wiem niż wiem, ale nie pcham się tam, gdzie wymagają tego, czego nie wiem, a jeśli już się pcham lub los mnie wprowadzi/wrzuci, to staram się swoje horyzonty wiedzy i umiejętności rozciągnąć. Przecież jeśli się czegoś nie umie i nie wie, to należałoby się poduczyć (tak troszeczkę, dla przyzwoitości), doczytać i dowiedzieć a nie buńczucznie upierać przy swoim, choć wkleja się wyimki z ustaw zdecydowanie temu przeczące. Smutne to bardzo. 

#3 Wydawanie kluczy po wymianie zamka przez panią ze spółdzielni mieszkaniowej.
- Proszę tu podpisać.
- Już. A gdzie drugi klucz?
- Jaki drugi?
- Podpisałam odbiór dwóch kluczy.
- Niemożliwe! Jeden.
- Ale tu jest napisane: dwa.
- Oj, koleżanka mi nie przekazała.
Uparcie sobie tłumaczyłam: może ta pani wróciła po dłuższej nieobecności (ale nie, przecież widziałam ją kilka dni wcześniej odbierając klucz od piwnicy), może dwie godziny od rozpoczęcia pracy to za krótko by się obudzić, może miała ważniejsze lub przyjemniejsze sprawy w myślach niż jakiś klucz od jakiejś tam klatki schodowej, ale nie byłam pierwszą osobą kwitująca odbiór na liście tego dnia i już ileś tych kluczy musiała wydawać a już na pewno w dziale zaopatrzenia nie była to pierwsza wymiana zamków, a ta pani pracuje tam od lat.

#4 Wielu kasjerów nie potrafi teraz wydawać reszty (już nie mówię, że liczyć, jak liczyła kiedyś moja babcia pracując w sklepie), jeśli nie wklika sobie wpłaconej przez klienta gotówki i nie wyświetli się gotowa kwota, którą powinien wydać. Elektronika - oszczędność czasu (i myślenia). I dobrze, potrzebne to; tym bardziej, gdy człowiek musi przyjąć pieniądze od tysiąca osób dziennie. Jednak uważam, że kasjerów powinno się przygotować na sytuacje ekstremalne, gdy na przykład wpisze kwotę źle i nie zauważy tego przed zatwierdzeniem lub gdy klient zauważy, że jednak te 86 groszy ma i da, żeby było łatwiej wydać. Nie ma co się dziwić - kartkówki z tabliczki mnożenia w starszych klasach potrafi nie zaliczyć jedna trzecia uczniów.

Na protekcjonalność.

#1 Tak mi się jakiś czas temu, trochę przez przypadek, przeczytały dwa wpisy na blogach (drugi natchniony pierwszym) o wyższości czytania nad nieczytaniem i o większej wartości jednych książek nad innymi, których czytanie decyduje o wyższości jednych nad niższością drugich (brrr! wzdrygnęło mną i od tamtej pory nie mam ochoty tam zaglądać, choć lektury mam podobne i to one mnie zawiodły w owe blogowe progi). Zresztą, nie tylko o książki chodzi, ale o wszystko*. Nie mam na myśli dzielenia się wrażeniami, smakami, inspiracjami, fotografiami ani rozpowszechniania swoich (wy)tworów, ani zachęcania do czytania, oglądania, podziwiania, rozmawiania etc. (uwielbiam to!), chodzi mi o takie pisanie, by siebie postawić nad innymi. Może to nawet nie jest złośliwe, może jest to robione dla poprawy własnego samopoczucia. Jestem lepsza/-y, bo czytam toito, bo kupuję tuanietam, bo wychowuję dziecko sama albo bo powierzyłam opiekę nad nim specjalistom, bo wnętrze domu urządzam takitak, a ubieram się siak, bo bywam lub bo nie bywam, bo nie tracę czasu na gotowanie albo bo sam(a) gotuję, bo oglądam te filmy albo bo tych nie oglądam, bo słucham tylko tych audycji albo bo ich nie słucham, biorę udział w tymitamtym, leczą mnie prywatnie, jem tylko to, co najdroż... oj!, najzdrowsze. I oczywiście, że - także obiektywnie rzecz ujmując - jedne wytwory ludzkie są cenniejsze czy lepsze od innych, jedne wydarzenia bardziej rozwijają niż inne, choć nie tylko rozwój jest potrzebny, ale i rozrywka i warto chwalić się osiągnięciami, spostrzeżeniami, opiniami. Ale czy od razu trzeba uderzać w protekcjonalny ton wyczuwalny w każdym napisanym słowie? 

Wyliczać przykłady z życia codziennego można bez końca (#2 ociupina władzy, #3 brak szacunku etc.) ale i tak niczego to nie zmieni. 

______________________


A poniżej fotografia Piotra Sadurskiego - rzeźba z niedawno odwiedzonej wystawy 
Heban. Drążenie in tenebris




______________________

{Wszystko -
słowo bezczelne i nadęte pychą. 
Powinno być pisane w cudzysłowie.
Udaje, że niczego nie pomija,
że skupia, obejmuje, zawiera i ma.
A tymczasem jest tylko
strzępkiem zawieruchy.}
/W. Szymborska/






sobota, 23 września 2017

było




Jesień. I nawet świeże figi na to nie pomogą. ;-)


Ale nim nastała...

... były letnie chwile taplane w słodyczy owoców i w czułostkach różnorakich,

...dotarło Wełniaste pudło cudowności



(takie niespodzianki tylko od Owcy Zaczytanej),


... była sobota kinowa, była sobota muzealna, była sobota z grą miejską, była sobota książkowa, była sobota serialowa, była sobota spotkaniowa, była sobota z przewodnikiem, była sobota z ciastem drożdżowym, była sobota z dziką różą, były soboty spacerowe...
I inne dni tygodnia też były. Sobie. I mi.

Ładnie mi w nieładzie na głowie. Podobno. Tak mawiają mi ludzie, znani najczęściej jeno z widzenia. Cieszę się zatem, że dałam się namówić niezawodnej pani Justynie na skrócenie tego, co moim zdaniem i tak już było krótkie, bo czuję się w tym dobrze.




{Kogo obchodzą pachnące pestki, które pękają pod ziemią,
przeobrażając się w energię.}
Małgorzata Południak

poniedziałek, 10 lipca 2017

czereśnie i tajemniczy mierniczy




W sobotę wyposażyliśmy się - każdy według własnego uznania - w niezbędne akcesoria (ja - w książkę i czereśnie, duuużo czereśni) i - siup! - na plażę (nadodrzańską). Tuż za nami przybyły chmury. I wiatr. I ulewa. Gdyby nie zdjęcia, które pstryknęłam w pierwszych minutach pobytu, trudno by uwierzyć, że chwilę wcześniej świeciło słońce. I tak to plażowanie zakończyło się domowaniem: suszeniem ubrań i zjedzeniem upieczonych pod lazurową pierzynką portobello nadziewanych zielona i czerwoną papryką, mozzarellą, bakłażanem i cebulką (z cyklu: co w lodówce było). ;-) 

[Karyna Piwowarska, Przekrój]


A poza czereśniami? Trwa Miesiąc Spotkań Autorskich i w sobotę wybrałam się tam pierwszy raz (w tej edycji). W okularach przeciwsłonecznych (bo słońce przygrzewało na całego), ale z parasolem (bo a nuż znowu zadżdży). Przeszłam ledwie 200 m, gdy nagle - znowu bez żadnego ostrzeżenia - ulewa. I to taka, że ta popołudniowa wydała mi się przy niej małympikusiem. Parasol niewiele pomógł. Jeśli Mariuszowi Szczygłowi i Jackowi Antczakowi przeszkadzał w trakcie rozmowy jakiś chlupot, to - przyznaję pokornie - była to woda w moich butach. 

___________________


I takiego świętego od pomiarów ;-) spotkaliśmy wczoraj w Trzebnicy. Wybraliśmy się tam pierwszy raz zwiedzić miasto. I o ile o sarkofagu św. Jadwigi Śl., o trzebnickich kotach, stawach czy lesie bukowym można sobie wcześniej poczytać, o tyle o tej kapliczce (meteorologicznej) nigdzie wzmianki nie było. 






poniedziałek, 3 lipca 2017

rozkaz


Wąsaty pan w białym fartuchu, niosący tajemnicze pakunki spojrzał rano na mnie, wskazał palcem i rozkazał: - Uśmiech!
I nie wiem, czy to ten ton, komizm tej sytuacji, czy już sam pan (bo zdarzało mi się go widywać w innych strojach - zawsze oryginalnych - i z innymi pakunkami, zwykle licznymi) sprawił, że całą drogę przeszłam z uśmiechem. Szczerym. ;-) 

czwartek, 29 czerwca 2017

rozmaitości powszednie


Czwarty raz w ciągu dwóch dni odbieram telefon od kogoś (pani, pana, pana, pani), kto dzwoni w imieniu operatora sieci (wiem, taka ich praca, więc gdy mogę, odbieram, rozmawiam kulturalnie) i za każdym razem tłumaczę i proszę, by nie dzwonili, bo to akurat numer dziecka i że jestem zadowolona z oferty, którą mam i innej nie chcę. Nie, dziękuję, na pewno nie chcę skorzystać z wyjątkowej oferty przygotowanej specjalnie dla mnie (i wcale nie jest lepsza od tej, z której korzystam obecnie). Nie, nie mam czasu słuchać tego po raz kolejny. A dlaczego ona do mnie podniesionym tonem mówi, krzyczy prawie (mimo że jej za rozmowę ze mną płacą, a mnie za rozmowę z nią - nie!), gdy przekazuję, że z tą ofertą już trzy raz dzwonili (w ciągu dwóch dni) i nie mam ochoty wysłuchiwać jej w całości po raz czwarty (w ciągu dwóch dni!)? Rzuciła słuchawką. No proszę, i czymś mnie jednak zaskoczyła.
Jutro pewnie znowu zadzwonią. 

A poza tym: wiatr, ulewa, grad wielkością i kształtem wprawiający w oniemienie (gdy akurat trzeba wyjść albo - jeszcze ciekawiej - gdy już się wyszło) i słońce (gdy wychodzić nie trzeba). ;-) 

____________________

____________________

Skubię trochę "Agonię dźwięków". Chciałabym połknąć łapczywie, ale jest czas połykania i jest czas skubania. ;-)

_________________________

I Krynicki:
{Nie mijasz godzino próby:
są w tobie lata przestępne,
są w tobie minuty ciszy.}

____________________

No powiem szczerze: jest co czytać - choć prawie nie ma - i jest o czym rozmawiać.


____________________


To może jeszcze flirt z... Leśmianem. Już niemal zapomniałam, że taka gra istnieje, aż trafiłam na poetycką wersję do druku. 





poniedziałek, 26 czerwca 2017

wtorek, 13 czerwca 2017

{Każdy istnieje, jeśli pozostaje w związku z innymi, a więc to więzi są najbardziej rzeczywistym objawem istnienia.} Andrzej Muszyński


Piję herbatę zaparzoną w kamionkowej filiżance, podskubuję muffinę z białego maku, płatków jaglanych i jabłek. Nie tylko ciastka i napoju ubywa, nie tylko czerwiec mija. I nie umiem się pogodzić z tym! Że na Tych dwóch parach dłoni, które mnie głaskały, przewijały, karmiły, wspierały gestami, opadały bezradnie, klaskały dumnie i radośnie coraz bardziej widać ciężar przeżytych lat. Że na Tych ciałach więcej miejsc boli niż nie i że coraz bardziej. Że po wielu latach ciężkiej pracy, nędzne grosze. Że, idąc razem, zawsze ledwo nadążałam, a teraz odwrotnie... 




Szekspir i Radek zupełnie bez związku, ale uwielbiam od lat.





poniedziałek, 22 maja 2017

o chodzeniu tyłem


Bo ładne.

[fot. Jerzy Rajecki; stąd]

________________________


Lubicie chodzić tyłem? Nie ulegać tendencjom? Robić coś inaczej niż większość? Na przekór, mimo wszystko, albo: bo tak mi się podoba? ;-) 
Bohaterowie literaccy i ich twórcy też lubią - co rusz trafiam na jakieś o tym wzmianki.

{Czyż nie jest sensowniej iść naprzeciw żywiołom - wiatrowi, deszczowi, słońcu, atakującym owadom, ponurości obcych, niepewnej przyszłości - z tarczą, jaką jest tył własnej głowy, tył płaszcza, siedzenie spodni? Przecież są one naszą osłoną, naszą zbroją. Służą temu, by znosić przeciwności losu. Kiedy idzie się tyłem, wszelkie delikatne części - twarz, pierś, atrakcyjne elementy ubioru - są chronione przed okrutnym światem i człowiek może je pokazywać tylko wtedy, gdy chce, tylko osobom, którym zechce, za pomocą prostego odwrócenia się odbierającego anonimowość. By nie wspomnieć o argumentach bardziej fizycznej natury.

(...) jego chodzenie tyłem, plecami do świata, plecami do Boga, nie jest żałobą. To jest protest. Albowiem kiedy tracisz w życiu wszystko, co kochasz, cóż innego pozostaje ci oprócz protestu?}
Yann Martel


{W końcu Tommy spytał:
- Dlaczego szłaś tyłem?
- Dlaczego szłam tyłem? – powtórzyła Pippi. – Czy nie żyjemy może w wolnym kraju? Czy nie wolno chodzić, jak się chce?}
Astrid Lindgren / Pippi Långstrumpf


I mój ulubiony na ten temat wyimek:
{Autorzy tego filmu całe życie próbowali chodzić tyłem, ale naprzód. I wolą to od chodzenia całą parą przodem, ale wstecz.}
Stefan Themerson


a poza tyłem:

wypiłam hektolitry earl greya, nie mniej wody i kilka jeżynowych somersbych| przeczytałam "Amerykańskich bogów" (świetni!), "Miniaturzystkę" (wciągająca), "Ganbare" (poruszające) i czytam "Wysokie góry Portugalii" | stałam w dwóch kolejkach po kulturę ;-) | zmianę drugiej cyfry w moim wieku uczciłam bajglem ze szparagami | malowałam akwarelami, pierwszy raz od czasów podstawówki | miałam blisko Rodziców | wystawiałam twarz do słońca | "Króla Rogera" odwiedziliśmy w operze | obejrzałam mecz | znajdowałam w torbie kwiaty kasztanowca | szykowałam małe niespodzianki i sama byłam miło zaskakiwana | obejrzeliśmy "Moje córki krowy" (film prawdziwy, przekonujący) |


________________________





środa, 10 maja 2017

"ziębi, gnębi, moczy, mroczy, mży i dżdży"



{Taka wiosna, jak w tym roku, to do kitu!
Taką wiosnę wyszydzimy raczej my tu.
Ziębi, gnębi, moczy, mroczy, mży i dżdży -
taką wiosnę, to unieważniamy my!} *

Starsi Panowie Dwaj
i ja

___________






Rui Palha, którego fotografie bardzo lubię, wychwytuje nie tylko deszczowe chwile, ale do tegorocznej quasi-wiosny mi nie pasują. Warto jednak je obejrzeć.

___________

Jednak maj to wciąż mój ulubiony miesiąc. Jest możliwość poznania go bliżej słuchając nie długiej, nie krótkiej, lecz w sam raz audycji Nasz język współczesny.



_____________________
*Jeremi Przybora, mistrz słowa


racja (nie)bytu ;-)



Każdemu się wydaje, że ma rację i często ma, zazwyczaj każdy własną. Moja racja jest najmojsza, wiadomo ("jeźdźcy są brązowi", "nieprawda! są beżowi"), a gdzie dwóch się bije, tam (chaos, albo) trzeci sam sobie jeźdźców pokoloruje. ;-) I tak od zarania dziejów. 

[Maurits Cornelis Escher, Jeźdźcy]

________________

ENL. Kolejna edycja, kolejne (lub te same) tłumy, nowe miejsca, wysłuchane (dobre i lepsze) czytania i te, na które wejść się nie udało (bo tłumy). Znowu deszcz, znowu ziąb (i tak sobie przetuptaliśmy z 10 km, bo chodzić lubimy) i - najważniejsze -  niespotykane gdzie indziej doznania. 
________________

{Życie trwa tak długo, jak długo trwają nasze wzruszenia.}
Emil Cioran



czwartek, 27 kwietnia 2017

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

miszmasz aprilowy


O kwietniu.
Nieco karczemnie, ale prawdziwie. ;-) 

[rys. A. Milewski]

________________________

Tak się właśnie zastanawiam: przy założeniu, że świat będzie istniał przez kolejne wieki, milenia, z czego będą się śmiać ówcześni ludzie. Nie śmiać w ogóle, ale... z nas. Które nasze wynalazki, teorie, zachowania, dzieła, metody leczenia czy wychowania będą ich oburzać, a które wywołają pobłażliwe westchnienie? Czy czymś się zachwycą? Co z rzeczy, myśli, koncepcji, wydarzeń zwróci ich uwagę? Będzie zapewne tego całe mnóstwo, o ile komuś zechce się w ogóle zerkać - kto wie, może nawet dosłownie - w przeszłość, która jest nam teraźniejszością. Przecież w czasach kolei parowej wydawało się, że to już szczyt nowoczesności - i było to apogeum, i jednocześnie był to szczebel. Wszak święcie wierzono w płaskość ziemi, w skuteczność terapii Charcota czy w słuszność czarnej pedagogiki. Toż hipoteza o twarzy przestępcy, nieraz już krytykowana, odżywa co ileś lat, a i co do żywiołów nie jesteśmy zupełnie zgodni. Ludzie przeświadczeni są o wyjątkowości czasów, w których żyją, o niepowtarzalności i niepodważalności swoich odkryć. I każde czasy są niezwykłe, bo wnoszą do świata nowe, często nawet niespodziewane, bo badają przeszłość, tworzą teraźniejszość i robią krok ku przyszłości. I pewnie bez poczucia wyjątkowości, bez twórczego zapamiętania, bez pewnej dozy arogancji człowiek nie dotarł by tu, gdzie jest. A potem się okazuje, że - w najlepszym wypadku - wszystko jest tylko szczeblem. 

________________________

Wyimki z niedawnych lektur:

{Czekanie to grzech przeciw czasom, które dopiero nadejdą, jak również przeciw obecnym, zlekceważonym chwilom.} 
Neil Gaiman "Nigdziebądź"

{Trzeba wierzyć poecie, poeta zna prawdę bardziej.} 
Wit Szostak "Zagroda zębów"

{Twój umysł wierzy w pocieszające kłamstwa, znając jednocześnie bolesne prawy, które sprawiają, że kłamstwa stają się konieczne. I twój umysł w końcu ukarze cię za to, że wierzyłeś w jedne i drugie.}
Patrick Ness "Siedem minut po północy"

{W pociągu jest wszędzie i nigdzie równocześnie, skądś odjeżdżasz, dokądś się udajesz, nie jesteś ani tu, ani tam, pociąg to żaden czas ani żadna przestrzeń.}
Zośka Papużanka "Szopka"

{Jeszcze zanim zaczęła się rzeź przeciwników politycznych, ponure październikowe ranki spędzała w oknie swego pokoju, współczując umierającym i myśląc, że gdyby Bóg nie pozwolił sobie na niedzielny wypoczynek, miałby czas, żeby lepiej wykończyć świat.}
Gabriel Garcia Marquez "Opowiadania"


Czytałam również "Panią Einstein" Marie Benedict oraz "Szarańczę"  i "Nie wygłoszę tu mowy" Gabriela Garcii Marqueza, ale nic nie wycytatowałam. 


________________________


Czy ktoś z Was, drodzy Czytacze, był może na "Milczeniu" M. Scorsesego? Czy coś ten film w Was poruszył, dręczył refleksjami, nie pozwalał zasnąć? Bo mnie pozostawił obojętną, w sensie: nie wniósł nic nowego, nie zrobił przewrotu (mam na myśli taką rewolucję wewnętrzną, a nie, na przykład, poruszenie okrucieństwem). Choć to dobry film i piękny obrazowo, to niewiele po sobie zostawił. 




wtorek, 28 lutego 2017

pień i rdza


Dziwne rzeczy dzieją się wokół i niewiele dobrego. Blogger świruje, chrome oświadczył, że nie będzie się aktualizował na moim poczciwym kompusiu (pewnie dlatego blogger świruje). Mój teatr najbliższy i niegdyś lubiany w rozsypce (tak kończy się piąty miesiąc urzędowania nowego dyrektora) - mam voucher, a od kilku miesięcy nie mogę go wykorzystać, bo zwyczajnie nie ma na co pójść*. Nie do wiary: niemanaco! W TYM teatrze, który jeszcze chwilę temu gościł na kilku kontynentach ze swoimi spektaklami. A teraz - trzy sceny i tylko gościnne występy lub quasipremiery (grane już gdzieś-kiedyś, ale jeszcze nie tu, czyli... gościnne występy). Co tam zobaczyłam (kilkanaście spektakli i kilka czytań), to moje (choć liczyłam na co najmniej drugie tyle). Wycinka ze sceny przeniosła się do rzeczywistości - i metaforycznie (w teatrze), i dosłownie (nie tylko w teatrze) zostają pnie. Na nic zebrane wcześniej pienia i nagrody. Miast dbać, podlewać, flancować, sadzić... wszystko wycięte w pień, każdy ma z kimś na pieńku, a na widzów wióry lecą i smog okala. Za przyzwoleniem miasta, regionu, kraju i ludzi bez kultury. Pieńkowisko - ładne słowo, brzydkie znaczenie. Ale nie ma co się pienić, pieniądz rządził zawsze, nic nowego. Gwoli jasności - mnie jest wszystko jedno, kto jest nadleśniczym, kto gajowym (nie mam upodobań personalnych, ale znać się na danej dziedzinie i szanować ludzi powinien!), byle wszyscy nie byli możnowładczymi drwalami.

Tak to już bywa, jedni niszczą, ale są tacy, którzy potrafią wykorzystać to, co zniszczone. Jest chociażby Denice Bizot, która zardzewiałej łopacie potrafi dać drugie "życie". Czy ciekawsze niż pierwsze, tego nie wiem, ale piękne.















*Nie da się do T[pl, to dziś idziemy na dyplomowy "Szantaż" do Teatru PWST.

A w marcu na "Umwukę" do TM Capitol. :-)



ostatnio czytane