niedziela, 25 września 2016

ażetki i wachlarze


By nie przedawkować rzeczywistości*, czasem rozwiązuję krzyżówki (ot, taka słabostka). Tylko jeden rodzaj, mianowicie od A do Ż (dla niewtajemniczonych: krzyżówki, gdzie obok objaśnienia podana jest ilość liter odgadywanego wyrazu oraz ujawniona jest jedna litera, najczęściej pierwsza, ale bywa druga czy ostatnia, natomiast nieznane jest miejsce odgadywanego wyrazu). Wśród nich najbardziej lubię baśkę A-Ż (nie ma podanej ilości liter, nieznane jest miejsce wpisania wyrazu, ale są oznaczone miejsca wszystkich samogłosek) a że taka zwykle jest jedna z całym bloczku, to zwykle ją podpisuję "MOJA!" :-), by nikt nie ważył się jej tknąć (wszystkie inne rozwiązywane mogą być przez każdego domownika czy gościa :-)). Zerkam dziś na krzyżówki,  a tam podpis "BAŚKA - TWOJA!" i zamazana ilość liter obok haseł do odgadnięcia a w krzyżówce miejsca samogłosek oznaczone narysowanymi długopisem kółeczkami. Mężul spreparował mi baśkę (aż szkoda mi ją rozwiązywać ;-)). Mój wewnętrzny uśmiech nie znał w chwili jej ujrzenia granic.
AŻetki żyją u nas swoim życiem, na marginesach często powstają rebusy, które sobie rysujemy i rozwiązujemy, piszemy liściki etc. 

__________________

A wczoraj pouczestniczyliśmy czynnie w obchodach Dnia Instytutu Konfucjusza i Kultury Chińskiej. I uczyliśmy się chińskich liczebników, chińskiej kaligrafii, obserwowaliśmy ceremonię parzenia herbaty (chińskiej, rzecz jasna), dekorowaliśmy maskę na wzór tych z Opery Pekińskiej i malowaliśmy chińskie wachlarze. Wesołe a i trochę twórcze było to popołudnie.


__________________

Bywają dobre rocznice trudnych dni i przeżyć. Ja mam taką dziś.  



__________________________
*Śpiewała o tym K. Nosowska

piątek, 23 września 2016

letnie źdźbła



Wplątałam się wczoraj w babie lato i choć kalendarz przypominał mi, że to pierwszy dzień jesienny, choć żółci się coraz bardziej mijany co dzień jesion, to jakoś nie dopuszczałam do siebie tej wiadomości. Wiem, wiem, niektórzy ubóstwiają jesień, ale ja - podobnie jak Jeremi Przybora - "zawsze jestem za wiosną. Bez względu na porę roku." ;-)



[il. Jesuso Ortiz]

Jesień jesienią, ale letnie źdźbła zasuszyć trzeba. 

Snopki dźwięków powiązałam. A w nich między innymi: kwartet wiolonczelowy w pałacu, który z zewnątrz nie zwiastuje uroków wnętrza, cudny koncert orkiestry kameralnej w barokowej sali i koncert poezji śpiewanej w klubowym ogródku. 

Tuż przed wakacjami wybrałam się na "Bramy raju" w reż. P. Passiniego (w sumie drugi raz, ale szansa się nadarzyła, to czemuż nie skorzystać) i już po wakacjach na pantomimę "Hydrokosmos" K. Dworakowskiego (z Córą). I warto było.

Wyjątkowo często gościłam w różnych muzeach i zawsze jakiś zachwyt stamtąd wynosiłam. Całkiem więc pokaźną wiązkę mam.

I - jak co roku - MSA. I spotkania z: Jakubem Małeckim (pełne dobrej, pokornej energii oraz styczności myśli i poglądów), Jackiem Hugo-Baderem (obfitujące we wspaniałe gawędy, jakie dziś rzadkością), Sylwią Chutnik (byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby słyszalność była lepsza) i Michałem Witkowskim (pierwsze i ostatnie).

Przeczytałam: "Dostatek", "Pobojowisko", "Sweetland" i "Rzekę złodziei" Michaela Crummeya i zachwyciłam się każdą z tych książek (każdą!) i wrócić bym do nich chciała, wciągającą "Tajemną historię" Donny Tartt, smutnego i zabawnego jednocześnie "Wybranego" Bernice Rubens, "Projekt: prawda" Mariusza Szczygła (i tych, których o ich prawdy wypytywał). 
"Te chwile" H. Wassmo odłożyłam (w czasie), "Uczeń Gutenberga" A. Christie czeka na kontynuację, "Grę anioła" C. Ruiza Zafona zdążyłam zacząć czytać latem (choć dobra do czytania w komunikacji miejskiej, to strasznie ciąży w torebce). 

Radowałam się ciepłem letnich dni, soczystością arbuzów i scrabble'ami w niedzielne popołudnia na kocu w parku (i tym, że miałam z kim dzielić to ciepło, jeść arbuzy i grać w scrabble). Przechadzałam się po pięknych bulwarach, trawie w parkach, piasku na plaży i nierównych chodnikach. Z Córą bywałam na najróżniejszych warsztatach (ale jako obserwator niż uczestnik) od porcelanowych, poprzez laboratoryjne, ossolińskie, kulinarne... na teatralnych skończywszy. Kąpielisko nawet zaliczyłam, ale tam za głośno na czytanie, za brudno na kąpanie i w ogóle nuuuuda a tłok i zgiełk gorszy niż w centrum miasta. 


[il. Jesuso Ortiz]


____________________

Martwią i smucą decyzje, które zapadają nie tyle po coś, ile wbrew komuś i czemuś. To, co się dzieje na różnych - bliższych i dalszych mi - płaszczyznach napełnia dosłowną grozą.

____________________


Mały to fibulowy zakątek i choć niezwykle miło, gdy ktoś tu zagląda, to nie potrzebuję kontrolować kto i kiedy (miałam jakiś czas Google Analytics, ale tak rzadko korzystałam, że wyłączyłam). Jednak na bocznym pasku jakiś czas temu umieściłam gadżet "ostatnio czytane" i pojawiają się tam czasem moje dawne wpisy, które ktoś/coś otworzy. Dziś, gdy tu zajrzałam, by odpowiedzieć na komentarze, z prawej strony ujrzałam bluesa. Nie wiem, kto nań trafił ani czy w ogóle czytał (nie wiem nawet czy to człowiek, robot, siła niższa czy wyższa), ale wpis aktualny jakby był dzisiejszy, więc tajemniczemu ktosiowi/cosiowi dziękuję za odświeżenie mej pamięci.


____________________

Nic ostatnio nie oglądałam, poza "Artystami", których polecam, bardzo polecam. I nie tylko dlatego, żem słabo obeznana w serialowym świecie, więc nic innego polecić nie mogę, i nie tylko dlatego, że znam i podziwiam większość występujących tam aktorek i aktorów ze sceny wrocławskiej, i nie dlatego, że choć tło teatralne, to o ludziach to opowieść, a nie (tylko) o artystach. Tylko po prostu: dobry pomysł, świetne dialogi, niesamowite kreacje aktorskie... Uwiodło mnie to wszystko, po prostu. ;-)



ostatnio czytane