{Każde zdarzenie, nawet najmniejsze, pozostaje w intymnym i rozumnym związku z innymi.} Mark Helprin




W zamierzchłych czasach, w miejscowości, z której pochodzę była biblioteka, z całkiem niezłym księgozbiorem. Pracował w niej mój wujek ("wujek" to pojemne słowo, w tym przypadku znaczy: mąż siostry mojej babci). Witał wchodzących słowami "moje uszanowanie", na dziękuję, odpowiadał: "cała przyjemność po mojej stronie" (tego akurat nie rozumiałam: czemu ktoś chce zawłaszczyć sobie całą przyjemność, która i mnie się należy ;-)) etc. Lubiłam tam chodzić i pomagać szarym (czemu mówi się "szarym" skoro on był raczej beżowy?) papierem opatulać książkowe okładki (zostało mi to do dziś; ponieważ książki często noszę w torbie, przywdziewam je w szatki ochronne, także książki biblioteczne, co pewnie jest niezłym odchyłem). Lubiłam wypożyczać i czytać książki (też mi zostało do dziś ;-)). Ale nie tylko ja lubiłam tam chodzić i nie tylko po książki. Było to miejsce otwarte trzy dni w tygodniu; po lekcjach szliśmy tam całą zgrają, by z zachwytem a czasem niezrozumieniem przejrzeć "Przekrojowe" rozmaitości oraz by poczytać humor z ostatniej strony "Kobiety i Życia" (nie żeby to jakieś szczególnie interesujące, czy śmieszne było, ale rytuały rytmizują życie) czy przekartkować inne gazety w kąciku czytelnianym. Co pewien czas niemal wszystkie dzieci i młodzież brały udział w konkursach czytelniczo-plastycznych (do dziś pamiętam niektóre moje nagrody). Może dlatego, że trudniej było o różne drobiazgi, może dlatego, że nie było zbyt wielu rozrywek, ale komuś się jednak chciało przeczytać i narysować (a nie można było narysować cokolwiek, gdyż trzeba było uzasadnić swoją interpretację). Nie ma biblioteki, nie ma wujka (chronologicznie) już od wielu lat. Nie ma już biblioteki szkolnej, nie ma nawet szkoły. Jest samoobsługowy sklep. Jest siłownia. 


Skoro już jakieś sentymentalne wątki mi się nasunęły, to aż dziw, że dotychczas nie pojawiły się tu "Czarne słowa". Od kiedy pierwszy raz obejrzałam koncert "Farat", wysłuchałam tej piosenki z tysiąc razy i zawsze z niezmiennym zachwytem.


______________

Początek lipca rocznicowy. Nie wszystkie oczywiste, niektóre pozornie nie są najweselsze (bo choć sam dzień sprzed dekady był wówczas najtrudniejszym w moim życiu, to bez niego byłoby tylko wielkie NIC). I czternaście lat minęło jak... czternaście lat; może nie łatwych, ale dobrych. :-)
Jest tyle powodów do wdzięczności!

Za ilustrację D. Huynh dziękuję Sunrise. :-)




Komentarze

  1. Cześć :)
    Piosenkę uwielbiam, za muzykę i słowa, które są poezją. Zbieg okoliczności, bo ostatnio przysłuchiwałam się Marii Jopek w piosenkach o Lizbonie.
    Sentymentalnie u Ciebie dziś. Mądrze pisze Malk Helprin. Optymistycznie też, "bo jest tyle powodów do wdzięczności":):):) Też nigdy nie rozumiałam, dlaczego cała przyjemność miałaby być tylko po jednej stronie, nie można by było zamienić zwrotu na " podzielmy przyjemność na pół, bo to bardzo przyjemna chwila?" :)

    To jeszcze odrobina muzyki, może Ci się spodoba:)
    https://www.youtube.com/watch?v=kY2evrkfbiM


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja zamieniam ten zwrot i mówię:

      Podzielmy przyjemność na pół :)

      Usuń
    2. Ja też uwielbiam ten utwór, od wielu lat. Nie ma w nim żadnego zbędnego dźwięku czy słowa.

      Baaaardzo mi się podoba Twój zwrot. Pozwolę sobie tak odpowiadać na "całą przyjemność po mojej stronie" (ale czy ktoś jeszcze tak mówi?).

      A tak mi się wpasował ten obraz Huynha w temat wdzięczności (choć, oczywiście, każdy może w nim widzieć coś innego).

      Dziękuję za utwór, właśnie słucham (pewnie jestem jakimś dziwacznym ewenementem, ale nie widziałam ani jednego odcinka, muzyki też wcześniej nie słyszałam.

      Usuń
    3. Też nie oglądam tego filmu, ale do muzyki dotarłam, albo to ona do mnie dotarła:)

      Wszystko się zmienia i zwroty i czasy, najważniejsze aby pamiętać to, co w jakiś sposób poruszało, wydawało nam się bliskie i dobre.
      Właśnie od tego są sentymenty.

      Zapisałam sobie ten cytat z tytułu, bo wydaje mi się trafny i mądry:)

      Miej dobry czas:*

      Usuń
    4. Teraz dotarła i do mnie. :-)

      Pewnie dlatego hołubimy wspomnienia. Dzięki nim ktoś/coś nadal żyje/trwa a i dawni_my dzięki temu jesteśmy.

      Gwoli ścisłości: tytuł wpisu to wyimek z "Zimowej opowieści" MH.

      Usuń
    5. Muszę przeczytać:):) macham do Ciebie już spakowana:)

      Usuń
    6. Miłych wojaży, podróży, przechadzek...

      Usuń
  2. Przemijanie, zmienianie, zamienianie, ciągły ruch. A człowiek , przynajmniej ja, coraz częściej nie patrzy na nie przychylnym okiem. Kiedy stawiam kroki na chodnikowych płytach, po których prawie 50 lat temu szłam pierwszy raz do szkoły, to bardzo się wzruszam. A ostatnio często mam ku temu okazję :*

    Uściśnień krocie ślę,
    BB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszeń nie brakuje, gdy się chce je dojrzeć; podobnie jest z powodami do wdzięczności. Choć pomiędzy tym jest jeszcze wszystko inne.

      I lubię Twoje "uściśnień krocie". :-) Pozwalam sobie odwzajemnić. :-)

      Usuń
  3. Piękne wspomnienie, mimo że biblioteki już nie ma... nawyki zostały. To dobre uczucia. Uściski ciepłe :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nie pomyślałam o tym, a to rzeczywiście dobre uczucia.
      Odściskuję.

      Usuń
  4. Hm, zgadzam się z tytułem-cytatem, całym życiem się z nim zgadzam. Mam te szczególną pamięć do zdarzeń, w której zmysły, obrazy i uczucia pozostają jakby w zawiesinie wspomnień, mimo, iż samo zdarzenie już z pamięci wyparowało. Inne, kolejne, łączą się z poprzednimi jak w mieszaninie, a im ważniejsze, tym głębiej tkwią i ściślej się uzupełnają. Wystarczy sięgnąć po jedno z nich, a inne napływają natychmaist, bliźniacze. Tak mam z książkami. Z ludźmi. Z miejscami, które ukochałam. Są bardzo sobie bliskie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączysz je TY. I to jest właśnie piękne!
      Dziękuję za tę refleksję! :-)

      Usuń
  5. Kocham książki z szelestem kartki, ze światem w jaki mnie wprowadzają z zapachem starości... Najgorzej jak człowiek kupi stos i nie wie od której zacząć...
    Poidrawiam serdecznie
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/tag/gej/
    https://plus.google.com/u/0/100171142089665156203/posts

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie z tym kartek szelestem i światem, w który wiodą książki.

      Usuń
  6. Przypomniałaś mi moje dzieciństwo spędzone w bibliotece :)
    Ja tam prawie nocowałam, choć nie pracował w niej nikt z moich krewnych.
    Ba! Ja nawet w doku karty biblioteczne książkom pozakładałam ;))))

    Uściski :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

Tangram mojej codzienności

Pajęczyna zdarzeń

Jak?

rozkaz