wtorek, 14 czerwca 2016

"Piesek" Miłosza



Jakiś czas temu, utrudzona splotami nieszczęśliwych okoliczności, w mejlu do przyjaciela napisałam:  I coraz częściej marzę sobie, żeby po śmierci nie było nic. Absolutnie nic, bo chwilami już mam tak dość życia, że żadnego wiecznego nie chcę. Jak sobie pomyślę, że życie mogłoby się ciągnąć w nieskończoność, to chyba byłaby najgorsza kara z możliwych. Odpisał mi - jak zawsze, umiejętnie gładząc mnie rozsypaną - między innymi to, że na pewno nie jestem w tym "marzeniu" odosobniona.
Dziś wypożyczyłam Miłoszowego "Pieska przydrożnego" - jeszcze w bibliotece otworzyłam na przypadkowej stronie, a tam: "Jej herezja"
{Spostrzegłam - powiedziała - że nie myślę o Zbawieniu, i że te dwa bieguny, Nieba i Piekła, są u mnie inne: albo po śmierci nic, co już dobrze, albo kara za zło we mnie.}
No dobrze, troszkę naciągam zbieżność, ale - tak czy owak - jest na czym refleksję rozwiesić.
A po takich (jak ten mejlowy wyrywek) myślach przychodzą inne, podobne do tej:
{Co roku myślał o tym, czego uniknął i dosyć było tej myśli, żeby doznawać szczęścia.}
I jeszcze to (co też nie moje, a jakby moje):
{Następstwa naszych uczynków. Najzupełniej nieznane, bo każdy wchodzi w wielorakie związki z okolicznościami i z uczynkami innych.}
I to: 
{Mało podobieństwa pomiędzy tym, czym dla mnie były tamte ulice, i tym, czym były dla ludzi chodzących obok mnie, tymi samymi chodnikami. Gdybym choć był przekonany, że nie istnieje nic prócz wielkiej ilości indywidualnych, wzajemnie niekomunikowalnych wrażeń i obrazów! Ale ja szukałem jednej, człowieczo widzianej, wspólnej dla nas wszystkich prawdy o rzeczach...}

A Ty co widzisz? :-)



17 komentarzy:

  1. To pewne uproszczenie, ale każdy ma swój styczeń sryczeń i luty sruty - miewam takie myśli, że już nie chcę nic, a później, żeby też nic nie było, bo nie. I obiecuję sobie, że już nie będę pomagała ludziom, bo zawsze z tego rodzą się problemy, bo w końcu dobrymi uczynkami piekło jest wybrukowane - czy jakoś tak. Przepraszam Fibulo, że w takim tonie ten mój komentarz. Bardzo Cię lubię, i nawet ostatnio gapiłam się na nasze wspólne zdjęcie u Pawła na picassa, wspominałam sobie dobre chwile, by przyćmić te paskudne. Kisses

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie masz za co przepraszać. Znam ten stan, czasem go mam (no jasne, jasne, pewnie nieco inny, ale i jakoś podobny).
      Bez tych małych radości i bez tych dobrych uczynków świat by runął (a tak padamy my, ale świat trwa i jakimś echem dobro się gdzieś odbija... chyba). ;-)

      Usuń
  2. Przybiegnę jeszcze jutro, na spokojnie.
    Uściski tymczasem zostawiam na progu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. i już zaczynałam się martwić, że za długo Cię nie ma.
    Czasem wszystkich nas męczy zwariowany świat, I jak tu żyć żeby nie zwariować? Łapać te wszystkie drobinki dobra, okruchy wartości, strzępki czułości i tworzyć z nich witraże. I jeszcze pozwolić innym w nich się przeglądać.
    Ściskam Cię:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak staram się czynić, choć nie da się uniknąć słabości i wątpliwości. Życie!
      Dzięki za Twą słoneczną moc!

      Usuń
  4. W pierwszej chwili widzę dłonie, a dopiero po chwili ptaszka przycupniętego. I tak pewnie też mam w życiu, najpierw widzę to, COŚ, a dopiero potem jego piękny cień, drugie dno, wartość mimo wszystko dodaną.

    Czytam , choć to rzecz do połknięcia w jeden wieczór, ale warta wczytania, a może nawet rozczytania, Zvi Kolitz`a "Josela Rakowera rozmowa z Bogiem" wraz z posłowiem, i zastanawiam się nad własną kondycją i nad tym, pod jak małymi "krzyżykami" upadam, widząc w nich wielkie potwory, zamiast zwykłych ptaszków. Jak się tak bardziej cieniom zdarzeń widzę, że nic mi w tym życiu nie brakuje. Musi być noc, żeby było światło dnia, smutek, żeby była radość. I jestem ciekawa wieczności :)
    Uściśnień krocie Fibulo ślę :) i kwakanie ciche :)
    BB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa refleksja! Dziękuję Ci za nią. :-)
      Czasem coś przesłania, czasem - za różną przyczyną - nie chce się szukać tego, co głębiej.

      Usuń
    2. Przepraszam Fibulo za błędy :( Oczywiście miało być "zamiast zwykłe ptaszki", i też przyjże cieniom zdarzeń. Byłam u okulisty ponad pół roku temu, a okularów nowych sobie nie sprawiłam.

      Właśnie, nasze chęci są często i powodem i usprawiedliwieniem.

      Usuń
    3. Ale ja Cię doskonale zrozumiałam i myślę, że każdy, kto to czytał, również. :-)
      Niestety, bloggerowe komentarze nie mają możliwości edytowania, ale to też pewien urok ma - nudnie by było, gdybyśmy byli idealni.

      Usuń
  5. Długo błąkałam się po innych sprawach, innych niż internetowy świat, bo tyle ważności rzeczywistych wokół, bo tyle rzeczy poza ekranem laptopowym...czasem zdołałam wskoczyć tu na chwilę, pobieżnie przejrzeć świat po drugiej stronie satelity, bezemocjonalnie raczej... i dopiero dziś - siedząc na chwilę w kaszubskim zakątku - nadrabiam niektóre zaległości. I widzę, że coś było "nie tak" u Ciebie. I czytam, że może naciągasz zbieżności... och, ile myśli znów bardzo podobnych (Twoim i Miłoszowym) do mnie wtargnęło. I myślę sobie, że są wydarzenia i ludzie uprzykrzające nam egzystencję, a my poturbowani idziemy dalej, bo przecież ile okropieństw uniknęliśmy. I to jest szczęście. I tych zbieżności raczej nie naciągasz. Ten (wszech)świat tak ma, że nam zbiega różne sprawy, byśmy czuli, że wszytko jest zawsze "w temacie". Chyba. Tak wnoszę po wieloletnich obserwacjach i osobistych badaniach na sobie i bliskich.
    Mam nadzieję, że jest lepiej, że lato, że słońce (także w sercu i duszy) dla Ciebie zaświeca częściej...
    I niech ta nadzieja nie będzie nadzieją. Niech się urzeczywistnia. Niech trwa taka rzeczywistNość.
    Pozdrawiam Cię, fibulo droga, serdecznie z mojej podróży, w której ciągle jestem pełna wiary, że ona się nie skończy. Nawet po śmierci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje słowa mają jakąś niezwykłą moc, Beato dobra. I zawsze są mi tak bliskie i potrzebne, i zawsze prowokują mój kolejny myślaciąg. Dziękuję za wszystkie!

      Oby Ci się podróżowało nieskończenie i w zachwycie, a i drobinek szczęścia niech na Twych drogach nie brakuje!

      Usuń
  6. Znów wpadłam jak przeciąg do wielkiego zamczyska internetu. Nie wiem od czego zacząć, gdzie przewrócić wazonik z kwiatkiem, gdzie trzasnąć oknem, a gdzie drzwiami, powiewam zasłonami, rozrzucam papiery... a tu rozrzucone myśli :)
    Energię dobrą, radosną i nadziejną znów posyłam, zadowolona, że ona nakręca czyjś (Twój) mechanizm. Życzenia wszelkie garścią pakuję do kieszeni. I już nie obiecuję, że niedługo napiszę. Chcę w końcu przysiąść do zapisków swoich licznych... ale chcę tylko... jeszcze w chęci w czyny zamienić - może zawieje z innej strony i odmieni(ę) ten stan...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemny to przeciąg; taki powiew energii i świeżości.

      Jakimikolwiek prawami życie się rządzi, to "ę", choć nawiasem powiedziane/napisane, jest jednak istotne.

      Usuń
    2. O tak. "Ę" tajemnicę wszechrzeczy w sobie niesie.

      Usuń
    3. I "ą", i "ę", jak wszystko potrzebne, byle nie były nadużywane. ;-)

      Usuń

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane