piątek, 17 czerwca 2016

środa, 15 czerwca 2016

z cyklu: Dzieje się


By się troszkę połudzić, że nie jest tak źle jak jest, łapię się równie pięknej co nietrwałej peonii w wazonie, książki, muzyki, teatru... 
_____________

Gdzie "On" ze mną nie był! I w Malibu nie był (ani ja), i w Puszczy Białowieskiej nie był, ale był na zamku Książ, był w poczekalni, w tramwajach i w szkole, i na basenie był. O! 
I warto było go ze sobą zabierać, zaprawdę. 



_____________

W maju w Europejskiej Stolicy Kultury 2016, w ramach Koalicji Miast dla Kultury, gościł Lublin. Zawładnął ulicą Szajnochy - ubarwił ją i udźwiękowił. Nam udało się obejrzeć spektakl akrobatyczny "Sen o mieście", pośpiewać z Orkiestrą Świętego Mikołaja i posłuchać Lublin Street Band. A działo się znacznie więcej.
_____________

I trudno nie wspomnieć o Flow (gdyby znalazł się ktoś zainteresowany, to widowisko zaczyna się od ok. 45 minuty). Dałam się ponieść "Wrocławskiej kantacie" (zapewne przez to połączenie z obrazem, który współtworzył opowieść o mieście).



_____________

Na chwilę przed pożegnaniem z tytułem, obejrzeliśmy "Trans-Atlantyk" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. I dobrze, że zdążyliśmy! 

_____________

I teatr, jak co roku, przysłał przedwakacyjne pozdrowienia. :-)


_____________

No i są truskawki! ;-) Truskawkowy rysunek był tu, więc nie będę wklejać ponownie, a te, które mam właśnie są zjadane. ;-)



wtorek, 14 czerwca 2016

"Piesek" Miłosza



Jakiś czas temu, utrudzona splotami nieszczęśliwych okoliczności, w mejlu do przyjaciela napisałam:  I coraz częściej marzę sobie, żeby po śmierci nie było nic. Absolutnie nic, bo chwilami już mam tak dość życia, że żadnego wiecznego nie chcę. Jak sobie pomyślę, że życie mogłoby się ciągnąć w nieskończoność, to chyba byłaby najgorsza kara z możliwych. Odpisał mi - jak zawsze, umiejętnie gładząc mnie rozsypaną - między innymi to, że na pewno nie jestem w tym "marzeniu" odosobniona.
Dziś wypożyczyłam Miłoszowego "Pieska przydrożnego" - jeszcze w bibliotece otworzyłam na przypadkowej stronie, a tam: "Jej herezja"
{Spostrzegłam - powiedziała - że nie myślę o Zbawieniu, i że te dwa bieguny, Nieba i Piekła, są u mnie inne: albo po śmierci nic, co już dobrze, albo kara za zło we mnie.}
No dobrze, troszkę naciągam zbieżność, ale - tak czy owak - jest na czym refleksję rozwiesić.
A po takich (jak ten mejlowy wyrywek) myślach przychodzą inne, podobne do tej:
{Co roku myślał o tym, czego uniknął i dosyć było tej myśli, żeby doznawać szczęścia.}
I jeszcze to (co też nie moje, a jakby moje):
{Następstwa naszych uczynków. Najzupełniej nieznane, bo każdy wchodzi w wielorakie związki z okolicznościami i z uczynkami innych.}
I to: 
{Mało podobieństwa pomiędzy tym, czym dla mnie były tamte ulice, i tym, czym były dla ludzi chodzących obok mnie, tymi samymi chodnikami. Gdybym choć był przekonany, że nie istnieje nic prócz wielkiej ilości indywidualnych, wzajemnie niekomunikowalnych wrażeń i obrazów! Ale ja szukałem jednej, człowieczo widzianej, wspólnej dla nas wszystkich prawdy o rzeczach...}

A Ty co widzisz? :-)