piątek, 13 maja 2016

coś z: Polski, Francji i Chin


Doprawdy, zadziwiam się, ileż to można ciekawych obraz(k)ów znaleźć w internetach
podczas jedzenia (małego) jogurtu czereśniowego. 





(O)błędny rycerz od Serge'a Blocha.



I taka przyjemna (powiedzmy że majowa) scenka od Oamula.




Zatem, zainspirowana i posilona,
 ruszam duszę 
i... "na wiatrak!"*
licząc na chwile wytchnienia.




______________________

*Jak wołało przez wieki (literatury) wielu, 
a niedawno też bohaterowie "Ścieżek Północy".





piątek, 6 maja 2016

wiwat maj!

Panowie trzej. 

Może nie mają tyle wdzięku, co Helene (występowała tu 2 maja ;)), ale grają świetnie.

_________________

Maj zaczął się czytelniczym przepychem. ;-) Najpierw długo oczekiwane w bibliotece (ktoś postanowił sobie siedem tygodni tę książkę w domu potrzymać) "Klaśnięcie jednej dłoni" Richarda Flanagana. Może do "Ścieżek Północy", a nawet do "Williama Goulda księgi ryb", trochę mu brakuje, ale i tak czytałam z nieskrywaną przyjemnością, gdyż ów australijski pisarz potrafi sprawić, że wczuwam się i rozumiem bohaterów, nawet jeśli coś tam zgrzyta między literami. I druga książka, którą wypożyczyłam, można by rzec, przypadkowo, to "Góra Tajget" Anny Dziewit-Meller. I tu wielkie zaskoczenie, bo choć początek wydawał mi się taki sobie, to im dalej, tym lepiej. Bardzo przystępnie i całkiem ciekawie (każdy rozdział - to trochę jakby opowiadania, które coś, ktoś ze sobą splata - ma inny sposób narracji) napisane o sprawach bolesnych. Lektura obowiązkowa - powiedziałabym - podobnie jak "Mała zagłada" Anny Janko, jak "Uśpiony głos" Dulce Hacon. Wiem, wiem, każdy rodzaj i gatunek literacki dziejów ludzkości dotykał, były już setki książek na podobne tematy, ale... kobiety jednak piszą o wojnie inaczej. I choć to nie są reportaże, a powieści, to oparte na wydarzeniach, niestety, prawdziwych.
Dla odmiany i złagodzenia drgań wewnętrznych wypożyczyłam teraz "Rachunek" Jonasa Karlssona.*

Czasem książka fascynuje mnie ze względu na treść, opowiadaną historię, czasem na sposób przekazu, formę, czasem, bo odnajduję w niej coś bliskiego a czasem, bo jest mi coś tak obce, że nigdy bym na to tak nie spojrzała, czasem, bo czymś absolutnie zaskoczy, a czasem, bo o oczywistościach opowie inaczej. Tak czy owak, musi wytarmosić wewnętrznie, rozzłościć, zasmucić albo zachwycić, rozbawić, zauroczyć i porwać w swój nurt. Czy to o tematach radosnych, czy bolesnych ma być tak, by mi się chciało wyjąć książkę z torby - choćby na trzy minuty - i przeczytać kilka zdań. 

_________________

Uwielbiam język polski pełen chrzęszczeń, szeleszczeń i dżdżystości. A że wiosna i że maj, i że akurat wpadło mi w ucho, to polecam posłuchać (audycji) co wiosną brzmi w trzcinie, czyli o żukach, trzmielach, biedronkach, ważkach i o tym, dlaczego zwą się tak a nie inaczej.:-)


_________________





______________________

* Sprawdził się znakomicie w tej roli.

poniedziałek, 2 maja 2016