piątek, 29 kwietnia 2016

Józef, Zara i mapka dłoni


Przeczytane u J. Tischnera:
{Doświadczenie wolności nie na tym polega, żeby móc robić to i tamto; doświadczenie wolności polega na tym, żeby się czuć w świecie jak u siebie. Świat, który na początku jest w sobie, zmienia się na świat „dla mnie” dzięki myśleniu. Wolność nie polega na wyborze, ani na braku wyboru. Wolność jest sposobem bycia.}
{Jest jakieś koło, które wcale nie jest błędnym kołem, choć stwarza takie pozory. Aby być wolnym, trzeba myśleć; i z drugiej strony, aby myśleć, trzeba być wolnym. Prawdziwy myśliciel nigdy nie będzie niewolnikiem, człowiek naprawdę wolny nigdy nie będzie człowiekiem bezmyślnym.}
_______________



_______________

Drugi dzień odczuwam dość bolesne uwrażliwienie pewnych punktów na dłoni. Pomyślałam: zerknę na mapkę dłoni i zafunduję sobie autoterapię, a nuż jakiś wewnętrzny organ (jakby mi zewnętrzne nie wystarczały) upomina się o uwagę.  Masaże dłoni podobno dobre dla zdrowia a nawet urody, a pewnie i jakiejś medytacji przy okazji służyć mogą. Wpisałam w internety, przejrzałam cztery różne schematy dłoni i na każdym z nich w tym samym miejscu było oznaczone co innego... ;-) Nie zaryzykowałam otwierania kolejnej strony WWW (sieć wszystko przyjmie, wszystko pomieści), mam już wystarczającą paletę dolegliwości do wyboru. ;-)
To już lepiej wrócić do słuchania Zary lub podumać o wolności.



wtorek, 26 kwietnia 2016

karmienie zmysłów ;-)


Czasem lepiej nie próbować. ;-)

Ot, taki przykład pierwszy z brzegu (biurka). Nie przepadam za czekoladą - i dotychczas było tak, że ona jest i ja jestem, ale jesteśmy sobie obojętne; zaczęta (lub nie) tabliczka mogła sobie obok mnie leżakować. Ale traf chciał, że wczoraj spróbowałam karmelowej z solonymi orzeszkami i... poleż(akow)ała do dziś. Nie wiem, co o tym smaku powiedziałby Karol Założyciel (pierwszej w Polsce Parowej Fabryki Czekolady), ale moje receptory wysłały pozytywny przekaz. I teraz już tylko ja jestem obojętna jej. ;-)
Czy mi źle było z niejadaniem czekolady? Nie było, ale teraz pewnie już będzie. 

I drugi przykład. Sunrise dzisiaj mnie zaraziła ;-) melodiami i aranżacjami Mery Spolsky. I teraz dźwięczą mi w myślach: jedna i druga, i trzecia. Może nawet wieczorem poszukam czwartej. 
Czy źle mi było z niesłuchaniem spolskych utworów? Nie było, ale teraz już będzie. 

Ale ostatnio słuchałam i delektowałam się także... literaturą. Kolejna (moja trzecia; a tu: pierwsza i druga) edycja Europejskiej Nocy Literatury za nami. I jak zwykle było cudownie: deszcz, ziąb i tłumy, naprawdę tłumy ludzi złaknionych Szekspira - cudny przepływ energii! Jedne czytania zachwycały, inne trochę rozczarowywały, ale wszystkie warto było zobaczyć! Ze względu na miejsca, w których się odbywały (świątynie różnych wyznań, dawne klasztory, w których obecnie mieści się muzeum czy teatr, Aula Leopoldina, kamienica, w której obecnie jest wystawa ukraińskiej sztuki współczesnej, Stara Giełda i inne)na interpretujących aktorów (Olga Bołądź, Magdalena Cielecka, Maria Pakulnis, Anna Radwan, Dorota Segda, Ewa Skibińska,  Mariusz Bonaszewski, Janusz Chabior, Arkadiusz Jakubik, Cezary Łukaszewicz, Jan Nowicki, Bartosz Porczyk, Krzysztof Stelmaszyk) i wyjątkową atmosferę. Oczywiście, pospacerowaliśmy też Uliczką Krokodyli i porozmawialiśmy z niektórymi pisarzami związanymi ze Lwowem, zanim pozbawiono ich książek i wystrzelano.


__________________________

I kilka zdań od Jana Balabana, bo tak sobie odświeżyłam niedawno.

{Ile warte są rozmowy ledwie dotykające krańców, kiedy brakuje środka?}

{Musimy chcieć, inaczej będziemy musieć.}

{To, ku czemu się kierujesz, chociaż jeszcze jest przyszłością, określa cię i kształtuje już teraz.}

{Wszyscy umieramy, tylko niektórzy z nas na razie wolniej.}




niedziela, 17 kwietnia 2016

kwietniówka


Z obrazowni 

Czyli się zapatruje.

Na kwitnącą magnolię.
Na wystawę ukraińskich artystów.
Na szkatułkę wykonaną przez Córę 
(i na jej zapał decuopage'owy).
Na wazon z tulipanami. 

[il. Oamul]

Z książkowni 

Czyli się czyta (za dużo na raz).

"Samotne miłości" Eshkola Nevy
"Stryjeńską. Diabli nadali" Angeliki Kuźniak
"Williama Goulda księgę ryb. Powieść w dwunastu rybach" Richarda Flanagana
"Shantaram" G. D. Robertsa

I powyższe się poleca, ma się rozumieć.


Z bezsensowni 

Czyli (pierwsze) niedorzecznie irytuje się czymś, 
na co wpływu nie ma, 
albo chwilowo mieć nie może,
albo na co wpływu mieć wcale nie trzeba.

Czyli (drugie) i duperele mogą nie dawać spać i psuć nastroje, 
szczególnie, gdy te już nadszargane okowami codzienności.

Czyli (trzecie) czasem robi się coś głupiego,
choć stara się nie robić. 

Czyli (czwarte) pogoda wciąż bardzo wiosenna. 


Z dźwiękowni

Czyli się odzyskuje energię.

Dagadana jest mi znana od kilku lat (pojawiali się i na blogu, rzecz jasna), 
ale dopiero wczorajszy koncert Meridian 68 pokazał ich moc
Zachwytu zatem nie skąpię.
Dobra energia kiełkuje
a antydepresyjna siła sztuki potwierdzona została empirycznie
(niejednokroć).


Z teatrowni

Czyli było się na czytaniu teatralnym
i się z uśmiechem wysłuchało i obejrzało
"Holoubka syna Picassa" w reż. P. Świątka.


[wypoyżczone z Pinterest]



piątek, 8 kwietnia 2016