irrrytacja


Sąsiadka mieszkająca nad nami, z uporem maniaczki wylewa coś na balkon i leci to nam tuż przed oknem i przed oczami (gdyby się mocniej przez okno wychylić, można by łapać w cebrzyk). W dzień, w nocy, latem, zimą, wiosną, jesienią, przedwiośniem, przedzimiem... Z początku myśleliśmy, iż kwiatkom tak obficie pić daje, ale na jedną doniczkę wiadro wody, to nawet podczas upałów znaczna przesada, tym bardziej kilka razy dziennie i nocnie [sic!]. Później dumaliśmy, iż zapewne balkon myje i tak wodą chlusta (ja balkonu nie mam, ale chyba nawet gdybym miała i się nudziła, nie myłabym go kilka razy dziennie, i nocnie). Bo zaakceptowaliśmy, że wymiata wszystko poza balkon i sypie się to niżej (wiadomo, śniegu do domu zabierać nie będzie, płatki kwiecia ziemia przyjmie, wszystko, co spadnie przy okazji też w niej lub na niej zostanie), ale te wylewajki jednak irytują. Początkowo myśleliśmy, iż przewrażliwieni jesteśmy, ale każdy, kto u nas trafi na tę sytuację (a z racji dużej częstotliwości nietrudno się natknąć), od razu zauważa i nawet, jeśli nie się nie odezwie, to patrzy dopytującym wzrokiem. Może nawet by to tak nie przeszkadzało, gdyby tylko wylewała, wymiatała, ale ona przy tym tak zawzięcie łomocze w pręty od balkonowego ogrodzenia, że choćby okna pozamykać, uszy zatkać, przejść do przeciwległej kuchni, to i tak słychać. Aż trudno uwierzyć, że tyle hałasu może zdziałać kij od szczotki czy mopa. Zaczęły więc się rodzić złośliwe pomysły, że dawniej ludzie do wiaderka za potrzebą, a potem chlust, ale zwykle w zaułek jakiś a nie komuś przed nosem. Zaczynam już nawet przypuszczać, że rozpuściła w czymś męża i pozbywa się dowodów ;-) (wiem, równie idiotyczne co okrutne z mojej strony, ale od pewnego czasu nie widać nigdzie tego pana). Próbowaliśmy zignorować, udawać, że tego nie słychać (no bo jak to, taki drobiazg a do szału ma doprowadzać? nie!), ale to łomotanie w pręty w nocy naprawdę wkurzające jest! 
No to sobie ponarzekałam i wcale mi nie lżej. Ale co, mam przy okazji kolejnego dzieńdobry zatrzymać starszą panią, która absolutnie niczym innym nie wadzi i powiedzieć, żeby przestała stukać i wylewać? Przecież stuka i wylewa na swoim balkonie. No nie potrafię. 

_______________________


Ale żeby nie było tylko gderliwie, to ostatnio, dzięki zasobom mediateki, odkrywamy reżyserską twórczość Michaela Hanekego ("Miłość", "Biała wstążka", "Ukryte") i Dennisa Villeneuve'a ("Pogorzelisko", "Labirynt"). Jedne wspaniałe, inne bardzo dobre, wszystkie warte obejrzenia. 

_______________________


Komentarze

  1. Ja bym jej chyba jednak zwróciła uwagę, uświadomiła, że bardzo hałasuje i - skoro już musi myć ten swój balkon - poprosiłabym, żeby przynajmniej nie robiła tego w nocy. Dobrego tygodnia! Serdeczności! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, gotowa jestem powiedzieć, gdy to się dzieje, ale potem spotykam tę panią, jak niesie zakupy i jakoś nie zdobywam się na zwrócenie uwagi. Dobrego, Mary(siu)! :-)

      Usuń
  2. Wiesz, ja chyba też jak Maria, najgrzeczniej zapytałabym, co się dzieje, bo całą rodzinę i znajomych sąsiadka stawia na baczność tymi hałasami i poszłabym w nutę, czy może potrzebuje jakies pomocy, bo to zachowanie jest bardzo niepokojące, jak również to, co z tego balkonu się wylewa :)

    a nie zamarzło to przypadkiem jako dowód?


    Współczuję... co do peesa, to wpis nie jest gderliwy... a filmy poszukam

    kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Przyznaję, że to bywa tak wkurzające, iż nie pomyślałam o spytaniu, czy nie wynika to z jakiejś poważnej przyczyny. To chyba najbliższe mi podejście, więc postaram się spróbować.

      Filmy nie są lekkie i przyjemne, ale znając trochę Twoich wierszy, myślę, że przynajmniej niektóre mogą Cię ująć.

      Usuń
    2. :) ważne, że masz miejsce, gdzie możesz się wypisać :) w sensie wygadać :)

      czasami pewne zachowania znikają, jak ręką odjął i tego Ci życzę. Może w czasie mrozów sąsiadka zrezygnuje z wyjść na balkon, a może uszczelka jej przymarznie :)

      Usuń
    3. Mnie to miejsce jest potrzebne, więc tak sobie trwa już czwarty rok. :-)
      Dzięki, chyba rzeczywiście mrozy osłabiły, przynajmniej te nocne, wypady na balkon! :-))

      Usuń
  3. I mi od razu przyszło na myśl "Czemu jej nie zapytacie wprost?" To,że jej balkon, to jeszcze niczego nie tłumaczy. Nocą? łomotać w barierki?
    Może jej gołębie paskudzą, ale można inaczej chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, jaka ja jestem niedostosowana, ale spróbuję to trochę zmienić, po prostu grzecznie zapytam, nie pogryzie mnie przecież...

      ...najwyżej w czymś rozpuści ;-)).

      Usuń
  4. Paweł i Gaweł przyszli mi na myśl :) ale strzelby odradzam, co najwyżej muzę jakąś.
    Znam i ja takie przypadki, bo kiedy w bloku mieszkałam zdarzało się....była to zwykła bezmyślność osób mieszkających wyżej.

    PS "Miłość" widziałam. Piękny i wzruszający film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cha, cha, a jakoś o tych Fredrowych (?) sąsiadach nie pomyślałam wcześniej.

      Nas właśnie "Miłość" urzekła i zaczęliśmy szukać innych filmów tego reżysera. Warto było!

      Usuń
  5. Ech no!, jzapytaj ją co takiego się dzieje, że trzeba nocą uderzać w barierki i wylewać coś przez balkon. Wiesz starsza pani może zupełnie nie zdawać sobie sprawy z faktu, że wprowadza hałas niepokój i inne
    niekoniecznie przyjemne odczucia. Być może nie widzi
    innego rozwiązania " jakiegoś tam męczącego ją problemu" i jeśli wykażesz zainteresowanie pomożesz i sobie i jej jednocześnie:):) Zdobądź się na odwagę, brak reakcji nie jest wcale taki dobry jak nam się czasem wydaje. Jej balkon i owszem ale ona wyraźnie z czymś sobie nie radzi. W dodatku stawia wszystkich na nogi. Posyłam uśmiech i działaj:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Sunrise. Tak się jakoś wezbrało, że postanowiłam wypisać to z siebie, nie spodziewając się odzewu, a tu Wasze inne spojrzenia na sprawę okazały się bardzo przydatne.

      Usuń
    2. Obejrzałam "Miłość" - dawno nie widziałam tak wspaniałego filmu, to jakieś mistrzostwo podskórnych sugestii. Wróciłam Ci podziękować:):):)
      Dziękuję!

      Usuń
    3. O, ale się cieszę, że i Ciebie "Miłość" ujęła. Ale w sumie, to tak czułam, że przy Twojej wrażliwości tak się stanie. :-) Niby nic na ekranie się nie dzieje, a wszystko aż wibruje od emocji.

      Usuń
  6. Czasami wystarczy grzeczna rozmowa... Może spróbuj podpytać o co chodzi...
    Ja też kiedyś miałam jak mi się wtedy zdawało dziwną sąsiadkę, w wieku tak ok 80 lat, która codziennie przynosiła pod moje drzwi i stawiała na wycieraczce talerze z ciepłym jeszcze dwudaniowym obiadem. Dostawę obwieszczała, krótkim trzykrotnym pukaniem i znikała. Początkowo myśleliśmy, że staruszka delikatnie mówiąc "ma coś z głową". Jednak pewnego dzionka, otworzyłam drzwi zanim zdążyła zapukać i po prostu zapytałam dlaczego tak robi. Odpowiedz okazała się bardzo prozaiczna. Sąsiadka najzwyczajniej w świecie od jakiegoś czasu po prostu myliła piętra. Ot, co... I zamiast zanosić posiłek starszemu panu, który mieszkał pod nami (nota bene samotnemu od śmierci żony i bardzo schorowanemu) omyłkowo podrzucała nam... Piękny gest - taka przekochana "Niewidzialna ręka" Gdy sytuacja wyjaśniła się, obiadki już więcej nie lądowały na naszej wycieraczce. Cóż moja niekoniecznie pozytywna ocena dziwnych poczynań staruszki, przerodziła się w wielki dla niej szacunek i podziw... Hmm... Serdeczności przesyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tę opowieść, Olimpio. Dobrze, że są takie "niewidzialne ręce". :-)

      Dodam tylko, że moja sąsiadka jest dziarską i świadomą panią.

      Usuń
  7. może też zacznij stukać w nocy ;)

    trudna sytuacja, bo ja jak jej coś powiesz, to może być gorzej, w końcu mieszka nad a nie pod...
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, chyba zacznę i ja łomotać. ;-) Dzięki za zrozumienie.

      Usuń
  8. I ja jestem za rozmową, najlepiej w duchu NVC, czyli porozumienia bez przemocy :)

    A może pani ma pieska, który zamiast na spacer wychodzi na balkon ?

    Spokojnej nocy, bez balkonowych ekscesów życzę Fibulo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio nie spotykam tej sąsiadki, ale przy okazji postaram się porozmawiać. A pieska nie ma.
      Dzięki. Serdeczności garść.

      Usuń
  9. Zapytaj, między rozmową o pogodzie a hałasach od strony ulicy, czy wiele jej tam jeszcze rozpuszczonego małżonka do wylania zostało.

    Przepraszam, ale Twój pomysł mnie powalił. Uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

rozmaitości powszednie

zakochani w Saharze