11 stycznia


11 stycznia 1940 roku w Siedlcach było -41 stopni Celsjusza, więc na rozgrzewkę (ja przymarzam na samą myśl o takiej temperaturze) i z okazji Dnia Wegetarian taka zupa błyskawiczna dziś powstała. 
Czerwoną soczewicę (może być też żółta), przeduszony ząbek czosnku i pokrojoną drobno szalotkę zalałam wodą, żadna marchewka się w lodówce nie zabłąkała, więc sypnęłam susz warzywny, sól, pieprz, curry, tymianek, chlupnęłam nieco oliwy i pogotowałam dosłownie kilka minut (akurat tyle, by rozwiesić pranie ;-)). Następnie zmiksowałam puszkę pomidorów z odrobiną sosu sojowego i do garnka. Jak pomidory, to mielony kminek, cynamon i cukru szczyptę. Jeszcze chwilka gotowania (tak, by soczewicy nie przekształcić w jej maziowatą mość), natka pietruszki i do miseczek. Dodałam odrobinę słodkiej śmietanki, posypałam prażonym ziarnami i mniam. Ciepłe danie w 20 minut. 
Oczywiście, zupa została przygotowana z potrzeby nakarmienia i zjedzenia, a o tej najniższej temperaturze odnotowanej w Polsce i Dniu Wegetarian, dowiedziałam się przed chwilą. 

_____________________________

A co przez te jedenaście dni roku bieżącego się wyDarzyło? Coś się czytało, a konkretniej: "Czarną skrzynkę" Amosa Oza i "Matki" Pav(o)la Rankova. Coś się widziało, między innymi miniwystawę obrazów M.L. Willmanna w Pawilonie Czterech Kopuł (oto on - pawilon, nie Willmann - niedawno i dziś). Gdzieś się było, mianowcie na dwóch teatralnych czytaniach: "Oni" Witkacego i "W Republice Szczęścia" Crimpa. Coś się oglądało, na przykład "Wiernego ogrodnika" i przy okazji odświeżyło się poniższe dźwięki. Poza tym od początku roku jest śnieg , rządzi chłód, kilka razy wyjrzało słońce. 







Komentarze

  1. Robimy bardzo podobną zupę. Tyle, że ja najpierw duszę cebulę, czosnek, zioła, ziele angielskie, łyżeczkę utartego kuminu, liścielaurowe, i jak się tak dobrze uduszą i zmiękną, nie przypalą, zalewam pomidorami, dodaję warzywa gotuję i na ostatnią chwilę soczewicę... i kroję seler naciową, żeby była taka chrupiąca, pachnąca... no i mleko kokosowe, jak szaleć to szaleć :) kisses

    może next time :) 'wierny ogrodnik'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Córa jest niejadkiem, ale zupy akurat lubi (najchętniej takie: mało wywaru, dużo jarzyn), stąd zazwyczaj u mnie zupy gęste od warzyw a często jeszcze dodaję ryż/ makaron/ kaszę. Ta to trochę wyjątek, powstała z tego, co akurat miałam w zasięgu rąk. ;-) Mleczko kokosowe lubię, zwykle do zup kremowych daję, tu jakoś nie pomyślałam.

      Usuń
    2. To bardzo smaczna zupa, więc dooskonale córcię rozumiem, że takie właśnie lubi:*

      Usuń
  2. No to trochę się wydarzyło! U mnie tylko jeden koncert Waglewskiego z synami :) ale za to w pierwszym rzędzie stałam i było super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, wow! :-)) Tu niebawem też wystąpią, nie wiem, czy przypadkiem nie dziś właśnie.
      Te moje wydarzenia to takie miniaturki, ale zawsze to jakaś miła, energetyzująca odskocznia od codzienności.

      Usuń
  3. Zupa rzeczywiście warta rozpowszechnienia. Fibulo, ale czy nie trzeba moczyć soczewicy? Mam torebkę soczewicy, chyba już rok leży, bo nie mogę się zebrać w sobie, żeby moczyć przed zrobieniem.

    Tamta zima 19040 byłą w ogóle mroźna, widać nawet świat zamar(z)ł z przerażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BB moczę czerwoną soczewicę ok 30 min, jeżeli trzeba, to nawet płuczę :*

      Usuń
    2. dzięki, Małgosiu :) Czyli jednak troszkę moczyć. Ktoś mi mówił, że najlepiej 24 godziny, auuuu.

      Usuń
    3. Czerwonej zawsze wystarczało 30 min, i nie gotuję zbyt długo, bo robi się papka, a papki nie lubię, zieloną tylko płuczę, w ogóle nie moczę. A najbardziej odpowiada nam w smaku czerwona. Nie wiem, może to zależy od producenta. Pamiętam, że jak pierwszy raz kupiłam soczewicę i szukałam wieści, jak się nią zająć, też byłam zaskoczona najróżniejszymi poradami czasowymi i były one dla mnie stanowczo za długie. Czasami robię soczewicę z warzywami zamiast ziemniaków i postępuję podobnie. Moczę 30 min, płuczę i gotuję w podwójnej ilości wody na małym ogniu z dodatkiem oliwy i ziół. W zasadzie jak woda odparuje, to soczewica jest już miękka. Tak samo postępuję z ryżem, kaszą jeczmienną i gryczaną. Jaglaną wcześniej prażę na sucho w granku i płuczę we wrzątku. Brązowej soczewicy nigdy nie robiłam i nie mam z nią doświadczeń :)

      Sorry Fibulo, że tak u Ciebie i porady kulinarne :* kisses dla Was miłe

      Usuń
    4. Beatko, to zależy, jaką masz soczewicę. Czerwonej i żółtej nie moczę ani chwili. Obie gotują się maksymalnie 20 minut (i to trzeba uważać, by nie rozgotować). Jeśli gotuję jako dodatek, to przepłukaną soczewicę wsypuję do osolonego wrzątku z odrobiną oliwy, jeśli taka zupa, jak wczorajsza, to zalewam zimną wodą i gotuję. Soczewicę brązową i zieloną trzeba moczyć (zieloną drobną wystarczy 30 minut, płaską nieco dłużej - na opakowaniach zwykle też podają). Te twardsze strączkowce lepiej solić pod koniec gotowania, wtedy szybciej zmiękną. Ja dodałam pomidory później, bo są kwaśne a to też sprawia, że dłużej się gotuje (z chemii jestem noga, ale to podobno chemiczna prawda).

      Małgosiu, ale dlaczego nie? Własnie fajnie, to w życiu się przydaje, podobnie jak poezja, z różnych sfer się składamy. Sama chętnie następnym razem podduszę cebulkę z przyprawami, jak to robisz. Jaglaną próbowałam kiedyś nawet dodawać mleko do gotowania, ale ona i tak swój zapach ma, jak się gotuje.

      Usuń
    5. Twój drugi wątek, Beato, zasługuje na oddzielny komentarz. Niestety, tak właśnie było, jak to smutnie ale ładnie napisałaś. W sumie to podskórnie czułam, że zwrócisz uwagę na tę własnie datę...

      Usuń
    6. PS do soczewicy - nie wiem, czy to ma znaczenie, ale wodę daję przefiltrowaną.

      Usuń
    7. a widzisz, a ja soczewicę moczę :) a co do jaglanki, prażona na sucho kilka minut, ja to robię ile się da... byle się nie spaliła i później zalewam wrzątkiem, odlewam wodę ze wszystkimi śmieciami i dolewam dwie miarki wrzątku i duszę na małym ogniu podobnie jak ryż. I wtedy jaglana ma zupełnie inny smak. I u nas woda z kranu jest zdatna do picia, nie trzeba jej filtrować :*

      Usuń
    8. Dziękuję Dziewczyny za porady :) Ja się uczę całe życie. A taka zupa Fibulo to poezja smaku na pewno :)

      P.S. Przepis, a właściwie dzisiejszy wpis wydrukowany.

      Usuń
    9. Drugi watek... Tak jakoś wyłapuję bezwiednie.

      Gorące uściski ślę, Fibulo.

      Usuń
    10. Małgosiu, może Beata znajdzie złoty środek i np. będzie moczyć przez kwadrans. ;-) Z kaszą wypróbuję.

      Beatko, może Ci posmakuje (choć wiadomo, że każdy w czym innym gustuje, a przyprawić można zawsze po swojemu).

      Serdeczności dla Was!

      Usuń
    11. oczywiście, następnym razem nie będę moczyć, może to rzeczywiście strata czasu :)

      smacznego dziewczyny :)

      Usuń
    12. Ponieważ staram się omijać mięso szerokim łukiem, to na pewno posmakuje.

      I pójdę na piętnastominutowy kompromis :)

      Usuń
  4. Ależ mi ochoty narobiłaś na tę zupę!
    Mniam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dźwięków posłucham wieczorową porą, ooo
      :*

      Usuń
    2. Dobra na zimowy czas. :-)
      Miłego słuchania zatem (jeśli uda Ci się znaleźć chwilę). I film, i piosenka swoje lata mają, ja dotychczas znałam tylko utwór.

      Usuń
  5. Oj, duuuużo się zrobiło w te 11 dni:))) Zupkę z soczewicy w innej wersji często serwuję, więc pora małą innowację wprowadzić:) Buźka:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią: 11 dni tłustych, 11 chudych. ;-)
      Buźka (ma się cieszy, gdy Cię tu widzi).

      Usuń
  6. Dzień Wegetarianek i Wegetarian, Kto(ś?) o tym pamięta? A jednak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że skoro taki dzień ustanowiono, to ktoś pamięta (i czci). Osobiście nie przepadam za mięsem, ale wegetarianką też nie jestem.
      Skoro mamy rodzaj żeński, dobrze byłoby to uwzględniać, ale chyba nie ma szans na wyszczególnianie. Dzień Pracowniczki i Pracownika Biurowego, Dzień Nauczycielki i Nauczyciela, Dzień Lekarki i Lekarza? Wychodzi na to, że kobiety w języku polskim często są "poszkodowane"; wiele zawodów nawet nieco lekceważąco brzmi (w uszach i/lub umysłach) w żeńskiej odmianie.

      Usuń
    2. O języku pisałam wielokrotnie, przy różnych okazjach. Ponieważ, to co bym napisała było by powtórzeniem, polecam uwadze sznurek( nie tylko o żeńskich) końcówkach: http://wp.me/p59KuC-sq

      Usuń
  7. Muzyka przepiękna.
    Soczewica czerwona nigdy nie moczy się w mojej kuchni. Słyszałam audycję radiową o pani z kresów, która specjalistką od suszonych strączkowych jest w swojej wsi - doradzała, by nigdy żadnych nie moczyć, lecz na maleńkim ogniu gotować ile potrzeba, choćby i cały dzień. Gdyż moczone w wodzie, po paru godzinach procesy fermentacyjne uaktywniają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że muzyka uprzyjemniła Ci chwilę. :-)
      O, i właśnie od takich pań często można się wielu - mądrych a także przydatnych - rzeczy dowiedzieć.

      Usuń
    2. ... jeśli umie się słuchać, rzecz jasna.

      Usuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

Tangram mojej codzienności

Jak?

Smutek

Pajęczyna zdarzeń

{Tkwić w zamyśleniu, w zachwycie}

rozkaz