Posty

Wyświetlanie postów z 2016

Pieśń wigilijna

Obraz
{Daj nam więcej siły, więcej siły więc daj.

Uczyń w naszym sercu maj, zielony gaj.

Niech nas nie poszarza trudów codzienny trans.

Niech się czasem zdarzy nam tych kilka szans.}

M. Grechuta

La grande bellezza

Obraz
Film absolutnie doskonały.


truchlenie

Obraz
Małosenna noc przydała się do przeczytania "Odwrotniaka". I było warto (przeczytać, a nie uprawiać insomnię), by poczuć się jak baba z kijkami i by na moment zapomnieć o własnych strapieniach, przywłaszczając sobie czyjeś obsesje.   Niemyślenie o kolosalnym problemie nie zmniejsza jego kolosalności. A szkoda, bo po wielu treningach już udaje mi się nie myśleć. Przez chwilę. Usprawiedliwianie kogoś, kto wyrugował kawał mojego i okolicznego świata nie przynosi nic dobrego, w każdym razie, nie mi. Zaprzestaję. Próbuję.  Zastanawianie się, czy dało(by) się zapobiec tej sytuacji i jej dotkliwym nie tylko dla mnie konsekwencjom, świetnie harata psychikę.  Rozważanie, jak naprawić coś, w co się zostało bez własnej wiedzy i wbrew woli uwikłaną, skutecznie odbiera chęci do wszystkiego. Są sytuacje bez (dobrego) wyjścia. Niedolo moja, hej! 
____________________


wariacje ogryzkowe

Obraz
Nie wystarcza małych radości. Nie że ich nie ma, są: te znajdowane i te znajdujące, bierne i czynne. Ale już za mało, by w ogryzku widzieć sowę (na przykład).Do tego resztka jabłka nie moja, a ptak jeno tej resztki cieniem.
[Vincent Bal]
I podobno "walka z tym, co nieuniknione boli bardziej niż cokolwiek innego"*. To nie walczyć? To udawać? To uciekać? To? Międlić? Poddać (się)? I cóż o nieuniknioności świadczy? Jak jej nie pomylić z innymi niezależnościami (od nas)? Hmm?  Są wybory niewybieralne, są konsekwencje niekonsekwentne i jest nielogiczna logika. I jeszcze wiele innych nieoczywistości jest. 


____________________________________ *"Piękno to bolesna rana" Eka Kurniawan w przekładzie Jędrzeja Polaka


Scruton, Bizet, Chaczaturian

Obraz
{ Życie ludzkie toczy się na cienkiej skorupie normalności, wzajemny szacunek pozwala zachować przyjazną równowagę między ludźmi. Pod tą cienką skorupą kipi ciemne morze instynktów, przez większość czasu milczących, ale niekiedy eksplodujących gejzerem przemocy. W górze unosi się świetliste powietrze myśli i wyobraźni i wypełniamy tę atmosferę naszym współczuciem i wizjami ludzkich wartości. Kultura jest zbiorową praktyką, która odnawia te wizje i rozciąga współczucie na wszystkie zakątki świata. Jest ciągłym zapisem życia emocjonalnego, który dla każdego pokolenia ma przykłady, obrazy i słowa uczące ludzi, co mają czuć. Kiedy jednak nastąpi wspomniana eksplozja, kultura nie potrafi poskromić przemocy. Bezsilna jest też religia i zwykła moralność. Dobrzy ludzie, wykształceni czy niewykształceni, esteci czy filistrzy, będą dążyli do zaprowadzenia ładu i przyzwoitości pośród chaosu, ale źli ludzie zawsze będą stawiali im opór, a w najgorszych chwilach konfliktu międzyludzkiego źli zwyci…

Było sobie życie...

Obraz
Wspominałam ostatnio o "Śladach" J. Małeckiego. Wchłonęły mnie od pierwszego zdania (to jest to, co lubię!), czytałam je niespiesznie, trochę nie chcąc skończyć i do dziś mi się to udawało. A główny temat tych dziewiętnastu opowiadań? Cóż, śmierć. Ale i życie, zwyczajne i właśnie dlatego niezwykłe. Zaduszki - taki czas, że i o śmierci częściej się pisze, czyta, słyszy... Ale nie dlatego teraz wątek umierania tykam, ani nie dlatego teraz ta książka (tylko dlatego, że "Dygot" nieźle mnie rozdygotał). Przyczyną jest środowy zgon na chodniku, (za) blisko kuchennego okna. Nie widziałam momentu śmierci, nie wiem nawet, co się stało, nie znam płci ani wieku osoby zmarłej pod kasztanowcem; widziałam tylko karetkę, policję, zebrany tłumek ludzi, a później już tylko leżące w worku ciało. Nieme. Nikt mi nie opowiedział jego historii - tego, jak się zmieniało przez lata, gdzie bolało, kogo w sobie nosiło. Kim ten ktoś był, o czym rozmyślał, kogo krzywdził, co dobrego (u)czynił…

pytanie g(o)łębi

Obraz
Z biblioteki - ku mojej uciesze - przybywali ostatnio:   Obioma Chigozie i jego "Rybacy", Maja Lunde z "Historią pszczół", Kevin Powers wraz z "Żółtymi ptakami", ale "Ślady" zostawił Jakub Małecki (to jest właśnie taka książka, po której trudno mi sięgnąć po coś innego, bo długo wibruje w myślach).
A Tyco czytasz? :-)
[Wypożyczone stąd; niestety, nie wiem, kto jest autorem tego świetnego zdjęcia.]


Z ciarkowni

Obraz
Wczoraj "Artyści" przypomnieli mi ten cudny utwór. Nie można pozostać obojętnym słuchając; przenika do głębi. 



ażetki i wachlarze

Obraz
By nie przedawkować rzeczywistości*, czasem rozwiązuję krzyżówki (ot, taka słabostka). Tylko jeden rodzaj, mianowicie od A do Ż (dla niewtajemniczonych: krzyżówki, gdzie obok objaśnienia podana jest ilość liter odgadywanego wyrazu oraz ujawniona jest jedna litera, najczęściej pierwsza, ale bywa druga czy ostatnia, natomiast nieznane jest miejsce odgadywanego wyrazu). Wśród nich najbardziej lubię baśkę A-Ż (nie ma podanej ilości liter, nieznane jest miejsce wpisania wyrazu, ale są oznaczone miejsca wszystkich samogłosek) a że taka zwykle jest jedna z całym bloczku, to zwykle ją podpisuję "MOJA!" :-), by nikt nie ważył się jej tknąć (wszystkie inne rozwiązywane mogą być przez każdego domownika czy gościa :-)). Zerkam dziś na krzyżówki,  a tam podpis "BAŚKA - TWOJA!" i zamazana ilość liter obok haseł do odgadnięcia a w krzyżówce miejsca samogłosek oznaczone narysowanymi długopisem kółeczkami. Mężul spreparował mi baśkę (aż szkoda mi ją rozwiązywać ;-)). Mój wewnętrzny…

letnie źdźbła

Obraz
Wplątałam się wczoraj w babie lato i choć kalendarz przypominał mi, że to pierwszy dzień jesienny, choć żółci się coraz bardziej mijany co dzień jesion, to jakoś nie dopuszczałam do siebie tej wiadomości. Wiem, wiem, niektórzy ubóstwiają jesień, ale ja - podobnie jak Jeremi Przybora - "zawsze jestem za wiosną. Bez względu na porę roku." ;-)



[il. Jesuso Ortiz]
Jesień jesienią, ale letnie źdźbła zasuszyć trzeba. 

Snopki dźwięków powiązałam. A w nich między innymi: kwartet wiolonczelowy w pałacu, który z zewnątrz nie zwiastuje uroków wnętrza, cudny koncert orkiestry kameralnej w barokowej sali i koncert poezji śpiewanej w klubowym ogródku. 

Tuż przed wakacjami wybrałam się na "Bramy raju" w reż. P. Passiniego (w sumie drugi raz, ale szansa się nadarzyła, to czemuż nie skorzystać) i już po wakacjach na pantomimę "Hydrokosmos" K. Dworakowskiego (z Córą). I warto było.

Wyjątkowo często gościłam w różnych muzeach i zawsze jakiś zachwyt stamtąd wynosiłam. Całkiem więc…

ucieczka

Obraz
Zatkałam uszy. Zasłoniłam oczy. Zakryłam twarz. Słuchawkami, okularami i książką odgradzam się od świata. Zamykam drzwi. Czasem.






Życie. Cztery wersje.

Obraz
;-)


{Optymista niewiele różni się od pesymisty.  Optymista zauważa, że oto świat stoi przed nim otworem.  Pesymista w zasadzie uważa tak samo.  Tylko pesymista wydaje się wiedzieć, o jaki otwór chodzi...}
Andrzej Poniedzielski


kairos?

Obraz
fot. Andree du Plessis  [wypożyczone stąd]

_____________________
{Życie rządzi się swoimi prawami.  Można stawiać opór, a można zaimprowizować jakiś sposób, by się uchować.  Istnieją też natomiast  takie prawa, które nie poddają się oporowi czy improwizacji.  (...) odróżnienie jednych od drugich jest prawie niemożliwe.} 
Michael Crummey, tł. Michał Alenowicz

{Każde zdarzenie, nawet najmniejsze, pozostaje w intymnym i rozumnym związku z innymi.} Mark Helprin

Obraz
W zamierzchłych czasach, w miejscowości, z której pochodzę była biblioteka, z całkiem niezłym księgozbiorem. Pracował w niej mój wujek ("wujek" to pojemne słowo, w tym przypadku znaczy: mąż siostry mojej babci). Witał wchodzących słowami "moje uszanowanie", na dziękuję, odpowiadał: "cała przyjemność po mojej stronie" (tego akurat nie rozumiałam: czemu ktoś chce zawłaszczyć sobie całą przyjemność, która i mnie się należy ;-)) etc. Lubiłam tam chodzić i pomagać szarym (czemu mówi się "szarym" skoro on był raczej beżowy?) papierem opatulać książkowe okładki (zostało mi to do dziś; ponieważ książki często noszę w torbie, przywdziewam je w szatki ochronne, także książki biblioteczne, co pewnie jest niezłym odchyłem). Lubiłam wypożyczać i czytać książki (też mi zostało do dziś ;-)). Ale nie tylko ja lubiłam tam chodzić i nie tylko po książki. Było to miejsce otwarte trzy dni w tygodniu; po lekcjach szliśmy tam całą zgrają, by z zachwytem a czasem niez…

skoro pada i pada, czas rozłożyć parasol

Obraz
[z fejsbuka]

z cyklu: Dzieje się

Obraz
By się troszkę połudzić, że nie jest tak źle jak jest, łapię się równie pięknej co nietrwałej peonii w wazonie, książki, muzyki, teatru...  _____________
Gdzie "On" ze mną nie był! I w Malibu nie był (ani ja), i w Puszczy Białowieskiej nie był, ale był na zamku Książ, był w poczekalni, w tramwajach i w szkole, i na basenie był. O!  I warto było go ze sobą zabierać, zaprawdę. 



_____________
W maju w Europejskiej Stolicy Kultury 2016, w ramach Koalicji Miast dla Kultury, gościł Lublin. Zawładnął ulicą Szajnochy - ubarwił ją i udźwiękowił. Nam udało się obejrzeć spektakl akrobatyczny "Sen o mieście", pośpiewać z Orkiestrą Świętego Mikołaja i posłuchać Lublin Street Band. A działo się znacznie więcej. _____________
I trudno nie wspomnieć o Flow (gdyby znalazł się ktoś zainteresowany, to widowisko zaczyna się od ok. 45 minuty). Dałam się ponieść "Wrocławskiej kantacie" (zapewne przez to połączenie z obrazem, który współtworzył opowieść o mieście).



_____________
Na chwi…

"Piesek" Miłosza

Obraz
Jakiś czas temu, utrudzona splotami nieszczęśliwych okoliczności, w mejlu do przyjaciela napisałam: I coraz częściej marzę sobie, żeby pośmierci nie było nic. Absolutnie nic, bo chwilami już mam tak dość życia, że żadnego wiecznego nie chcę. Jak sobie pomyślę, że życie mogłoby się ciągnąć w nieskończoność, to chyba byłaby najgorsza kara z możliwych. Odpisał mi - jak zawsze, umiejętnie gładząc mnie rozsypaną - między innymi to, że na pewno nie jestem w tym "marzeniu" odosobniona. Dziś wypożyczyłam Miłoszowego "Pieska przydrożnego" - jeszcze w bibliotece otworzyłam na przypadkowej stronie, a tam: "Jej herezja" {Spostrzegłam - powiedziała - że nie myślę o Zbawieniu, i że te dwa bieguny, Nieba i Piekła, są u mnie inne: albo po śmierci nic, co już dobrze, albo kara za zło we mnie.}No dobrze, troszkę naciągam zbieżność, ale - tak czy owak - jest na czym refleksję rozwiesić. A po takich (jak ten mejlowy wyrywek) myślach przychodzą inne, podobne do tej: {Co roku myśl…

coś z: Polski, Francji i Chin

Obraz
Doprawdy, zadziwiam się, ileż to można ciekawych obraz(k)ów znaleźć w internetach podczas jedzenia (małego) jogurtu czereśniowego. 

Plakat od Fajnych Chłopaków.


(O)błędny rycerz od Serge'a Blocha.


I taka przyjemna (powiedzmy że majowa) scenkaod Oamula.



Zatem, zainspirowana i posilona,  ruszam duszę  i... "na wiatrak!"* licząc na chwile wytchnienia.



______________________
*Jak wołało przez wieki (literatury) wielu,  a niedawno też bohaterowie "Ścieżek Północy".




wiwat maj!

Obraz
Panowie trzej. 
Może nie mają tyle wdzięku, co Helene (występowała tu 2 maja ;)), alegrają świetnie.
_________________
Maj zaczął się czytelniczym przepychem. ;-) Najpierw długo oczekiwane w bibliotece (ktoś postanowił sobie siedem tygodni tę książkę w domu potrzymać) "Klaśnięcie jednej dłoni" Richarda Flanagana. Może do "Ścieżek Północy", a nawet do "Williama Goulda księgi ryb", trochę mu brakuje, ale i tak czytałam z nieskrywaną przyjemnością, gdyż ów australijski pisarz potrafi sprawić, że wczuwam się i rozumiem bohaterów, nawet jeśli coś tam zgrzyta między literami. I druga książka, którą wypożyczyłam, można by rzec, przypadkowo, to "Góra Tajget" Anny Dziewit-Meller. I tu wielkie zaskoczenie, bo choć początek wydawał mi się taki sobie, to im dalej, tym lepiej. Bardzo przystępnie i całkiem ciekawie (każdy rozdział - to trochę jakby opowiadania, które coś, ktoś ze sobą splata- ma inny sposób narracji) napisane o sprawach bolesnych. Lektura obowią…

{Ubywające doby najlepiej odmieniają się przez przypadki.} M. Południak

Obraz
___

I cóż, że żyjemy (?)


Józef, Zara i mapka dłoni

Obraz
Przeczytane u J. Tischnera:
{Doświadczenie wolności nie na tym polega, żeby móc robić to i tamto; doświadczenie wolności polega na tym, żeby się czuć w świecie jak u siebie. Świat, który na początku jest w sobie, zmienia się na świat „dla mnie” dzięki myśleniu. Wolność nie polega na wyborze, ani na braku wyboru. Wolność jest sposobem bycia.}{Jest jakieś koło, które wcale nie jest błędnym kołem, choć stwarza takie pozory. Aby być wolnym, trzeba myśleć; i z drugiej strony, aby myśleć, trzeba być wolnym. Prawdziwy myśliciel nigdy nie będzie niewolnikiem, człowiek naprawdę wolny nigdy nie będzie człowiekiem bezmyślnym.}_______________


_______________
Drugi dzień odczuwam dość bolesne uwrażliwienie pewnych punktów na dłoni. Pomyślałam: zerknę na mapkę dłoni i zafunduję sobie autoterapię, a nuż jakiś wewnętrzny organ (jakby mi zewnętrzne nie wystarczały) upomina się o uwagę.  Masaże dłoni podobno dobre dla zdrowia a nawet urody, a pewnie i jakiejś medytacji przy okazji służyć mogą. Wpisałam w …

karmienie zmysłów ;-)

Czasem lepiej nie próbować. ;-)
Ot, taki przykład pierwszy z brzegu (biurka). Nie przepadam za czekoladą - i dotychczas było tak, że ona jest i ja jestem, ale jesteśmy sobie obojętne; zaczęta (lub nie) tabliczka mogła sobie obok mnie leżakować. Ale traf chciał, że wczoraj spróbowałam karmelowej z solonymi orzeszkami i... poleż(akow)ała do dziś. Nie wiem, co o tym smaku powiedziałby Karol Założyciel (pierwszej w Polsce Parowej Fabryki Czekolady), ale moje receptory wysłały pozytywny przekaz. I teraz już tylko ja jestem obojętna jej. ;-) Czy mi źle było z niejadaniem czekolady? Nie było, ale teraz pewnie już będzie. 
I drugi przykład. Sunrise dzisiaj mnie zaraziła ;-) melodiami i aranżacjami Mery Spolsky. I teraz dźwięczą mi w myślach: jedna i druga, i trzecia. Może nawet wieczorem poszukam czwartej.  Czy źle mi było z niesłuchaniem spolskych utworów? Nie było, ale teraz już będzie. 
Ale ostatnio słuchałam i delektowałam się także... literaturą. Kolejna (moja trzecia; a tu: pierwsza i druga)…