zakochani w Saharze



Ten wpis zaczął się od mojego kilkusłowu: pUSTyniA spragnione wody. Był on (kilkusłów) spontaniczną odpowiedzią na konkursowe pytanie o skojarzenia z pustynią a tym samym przepustką do kina (nie, nie na Bonda ;-)). A może zaczął się jeszcze wcześniej, gdy zobaczyłam, jaki będzie w tym miesiącu temat, wspominanej już kiedyś przeze mnie akcji Zaczytani w kinie, i gdy uświadomiłam sobie, że w sumie nic na temat Sahary Zachodniej i tragedii, które się tam rozgrywają nie wiem? Zresztą mniej istotne jaki był początek, ważniejsze - dokąd zaprowadzi (i czy w ogóle gdzieś). 

Poszliśmy (dwójca z naszej ziemskiej trójcy) na spotkanie z Bartkiem Sabelą i Hamzą Lakhalem oraz na pokaz filmu dokumentalnego pt. "Synowie chmur - ostatnia kolonia". Bartek to autor "Wszystkich ziaren piasku", a Hamza to jeden z bohaterów książki. Polak i Saharyjczyk, reporter i poeta, przyjaciele.

Mija właśnie 40 rocznica zielonego marszu, zwanego przez Saharyjczyków czarnym (król Maroka przekonał swoich podwładnych, że te ziemie Sahary Zachodniej należą do nich, więc tłumnie, całymi rodzinami maszerowali, by się osiedlić, Hiszpanie zrezygnowali z interwencji zbrojnej wobec marokańskich cywilów i odstąpili "swoją" część pustyni Maroku - taki oryginalny rodzaj dekolonizacji). Czterdzieści lat walki zbrojnej i niezbrojnej o podstawowe prawa, o swoją ukochaną ziemię. 2500 km wysokiego, pilnie strzeżonego przez marokańską policję muru, zbrojne oddziały co krok a za murem tysiące min. Dziesięciolecia ogólnego przyzwolenia, a nawet wspierania, takiej sytuacji przez europejskie i amerykańskie kraje. Bez poszanowania praw człowieka, ale z marokańską flagą przy siedzibie ONZ i brutalnym reżimem etc.
Ktoś ma ochotę wybrać się do Maroka na wakacje? - zapytał Bartek Sabela po projekcji filmu, a ja powtarzam za nim.

Oszałamiające jest przywiązanie Saharyjczyków do tego piasku_aż_po_horyzont. Mimo wszystkich niewygód i niebezpieczeństw jakie ze sobą niesie, kochają to miejsce, kochają pustynię. Wracają tam nawet, gdy skończą studia, bo to ich miejsce. I zadziwia też ich niezłomna wiara, że znowu będą mogli - jak dawniej - podążać za chmurami ze swoimi kozami i wielbłądami. 
A tymczasem gdzie im lepiej? W okupowanych miastach czy w obozach uchodźców? Żyć w mieście, ale pod ciągłą, agresywną kontrolą czy na wolności, ale w fatalnych warunkach? Walczyć i ginąć czy czekać w obozie wierząc, że świat wreszcie nie będzie rozmyślnie przymykać na to oczu?  Dodam, że w obozach - jak wynikało z opowieści B. Sabeli - mimo trudnych warunków, wszystko jest świetnie zorganizowane, szkoła jest obowiązkowa, są prowizoryczne szpitale, jest tworzona sztuka (malunki na ścianach, wiatrakowe instalacje z beczek po benzynie), prowadzona jest nawet szkoła dla niepełnosprawnych. I to w znacznym stopniu zasługa tamtejszych kobiet, które pierwsze uciekły z okupowanego kraju i same przystosowały do życia, od podstaw to obozowe miejsce - stawiając namioty, lepiąc cegły i tworząc struktury działania i współpracy.

I jest coś jeszcze. Herbata. Rytuał jej parzenia i wspólnego picia. Skracanie czekania (na wodę, na pożywienie, na noc w upalny dzień, na to, że coś się poprawi). Kropla normalności w nienormalnej rzeczywistości.

Na jedno z pytań z sali: jak pomóc, tj. gdzie wpłacać? H. Lakhalem odparł, że nie chcą pieniędzy (co pewnie nie znaczy, że nie są potrzebne), bo pieniądze zapewni im ich ziemia... gdy ją odzyskają. A by ją odzyskali, świat nie może być niemy. Sprawę nieco nagłośnił i trochę wywalczył Javier Bardem z kooperantami (warto obejrzeć film "Synowie chmur", gdy będzie taka okazja). Ale wciąż przymyka  się oczy na nieszczęście saharyjskich nomadów. Mówi się o zamieszkach w różnych częściach świata, o zabijaniu zwierząt, a o tym się głównie milczy. Milczy od 40 lat. A jak bezczelnie powiedział w filmie jeden z francuskich polityków: nikt o tym nie mówi, więc problemu nie ma, gdyby problem był, to by o tym mówiono [sic!]. I smutna, choć oczywista, konkluzja - wszędzie i wszystkim rządzi polityka. I pieniądze. A może to jedno i to samo?


Obejrzałam, posłuchałam. I co? Wiem. I tyle. No to się podzielę, bo może ktoś, kto tu - przypadkiem czy nie - zajrzy, nie wie, nie słyszał. Może się zainteresuje. Może będzie w stanie zdziałać więcej. Że mamy bliżej własne problemy? Mamy, każdy swoje i sporo wspólnych. Ale wasze, nasze, ich to przecież po protu: ludzkie.




Komentarze

  1. Ciekawe! Dzięki za ten wpis i przemyślenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, że chciałaś przeczytać. :-)

      Usuń
  2. Muszę obejrzeć film, koniecznie... dziękuję za ten wpis Fibulo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto (a może nawet trzeba) obejrzeć. Książki nie czytałam jeszcze, ale opowieści autora były bardzo wciągające, więc myślę, że 'pośrednio' i ją mogę polecić. :-)

      Usuń
  3. Przysiadłam, przeczytałam. Dzięki, że się podzieliłaś. To interesujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że trochę przydługie, ale czasem trzeba więcej słów. :-)

      Usuń
  4. Zaciekawiłaś i filmem i tematem

    OdpowiedzUsuń
  5. A mój komentarz z przedwczoraj zjadło :( W lsrócie - ani Maroko, ani Egipt, nic z tych klimatów mnie nigdy nie pociagało, zwłaszcza po zapoznaniu sie z warunkami, w jkaich ludzie pracy wyrabiaja skóry w tymze maroku, a potem my zachwyceni paradujemy w Europie dumnie z taka torebką nie mając pojęcia o jej cenie ludzkiej. Nawet txzw marokański wzór i styl wnetrz mnie odstręcza. A książkę i film bardzo chętnie . Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie wiem czemu (nie pojawił się tu, ani nie dostałam żadnego powiadomienia, że był).
      Dziękuję za Twoją opinię. Wszystkiego, co produkuje się nieuczciwie uniknąć się nie da (tym bardziej, że dziś niemal standard), ale dobrze, że są ludzie z takim podejściem.
      I dzięki, że poświęciłaś czas, by napisać drugi raz, bo cenię sobie bardzo Twoje komentarze. :-)

      Usuń
  6. Cóż, Afryka i to co się tam działo i dzieje nadal to tematy jakby drugorzędne .... Wojny domowe, straszliwa bieda, skorumpowanie urzędników, przyzwolenie na milczenie... to tylko mała garstka ego co dotyka tam zwykłych ludzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też trochę czytałam, słyszałam o tym, co tam wyczyniano w trochę bardziej odległych czasach, ale jest XXI wiek i wciąż to samo (i, oczywiście, nie tylko tam). To smutne, że wciąż żądze rządzą.

      Usuń
  7. Najmniej zainteresowane są państwa posiadające w tych okolicach kolonie. Pomoc często polega na udawaniu pomocy. Kapuściński sporo pisał o losie ludności kolonialnej, o fakcie okradania ich z bogactw naturalny i atrapie podanej dłoni...
    Pozdrawiam serdecznie...,
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wypowiedzi Saharyjczyków wynikało, że niemal tęsknią za czasem, gdy Sahara Zachodnia była kolonią hiszpańską. To chyba pokazuje, jak bardzo źle musi im być teraz.
      Serdeczności!

      Usuń
  8. Bardzo ciekawy wpis - dziękuję! Film wart obejrzenia! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja dziękuję, Marysiu, że zechciałaś przeczytać. Uściski!

      Usuń
  9. Teraz wiem. Trzeba wiedzieć. Dziękuję Fibulo.

    Polityka i pieniądze... Dziwny jest ten świat ...

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwny, a zarazem wciąż niezmienny.

      Usuń
  10. trzeba mówić o takich sprawach głośno, a wtedy okazuje się, że czasami nasze problemy są niczym, że żyjemy jak pączki w maśle i niczego nie wiemy o świecie. chciałabym obejrzeć ten film, bo lubię mądre kino.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto poznawać świat, także od tej nieładnej a często okrutnej strony, by wiedzieć, gdzie się żyje.
      Przepraszam za tak późną odpowiedź, Polly. Ostatnio nie było mnie na blogach.

      Usuń
  11. Fibulo, moze zechcesz i w tym roku sie przylaczyc? Robotka wraca po raz szosty! Zapraszamy! http://jestrobotka.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku to chyba tylko duchowo będę wspierać. Ale link, oczywiście, zamieszczę, może akurat ktoś tu zajrzy i się przyłączy.

      Usuń
  12. Sprawy ważne, konkluzja smutna... Ale i tak zazdroszczę, że możesz chodzić na takie spotkania, słuchać, ludzi niesamowitych spotykać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mam możliwość i możność, to staram się korzystać.

      Usuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

rozkaz