tea book tag





Napomknie człowiek tu czy ówdzie, że pija herbatę i czytuje książki i zastawi na siebie pułapkę. Niby to takie niewinne, a wpadłam w rozczytanej Owcy sidła. Wyznaczyła mnie do odpowiedzi na pytania, do których wcześniej sama została wezwana. 
Postaram się dopisać zatem coś od siebie. Hic et nunc ;-), bo zwłoka ma to do siebie, że często przekształca się w nigdy (... że pozwolę sobie takim quasiaforyzmem zakończyć wstęp). 






Czarna herbata, czyli Twój ulubiony klasyk

Dawno to było, ale lubiłam czytać W. Szekspira w Barańczakowym przekładzie.





Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasypiaszz

Zasypiam przy czytaniu, owszem. Choćby najciekawsza książka, w najbardziej intrygującym momencie, choć chęci czytelnicze wydają się być przemożne, to zmęczenie (i pewnie niskie ciśnienie, iktowiecojeszcze) pokonują mnie. Gloria victis albo victims. A książek nudnych po prostu nie czytam. Jeśli już na taką trafię, to porzucam. Szkoda mi na nie czasu, wolę znaleźć coś, czego lektura sprawi mi przyjemność tudzież/bądź będzie posiadać inne różne walory. Może kiedyś do nich wrócę, może w innym punkcie życia, spojrzę na nie inaczej...  



Czerwona herbata pu-erh, 
czyli książka, której bohaterowie ciągle się przemieszczają

Jeśli chodzi o powieści drogi, to ja tak z oporem do nich podchodzę. Ale przemieszczanie różnie rozumieć można, to też ucieczka, niekoniecznie dosłowna. A pierwszą postacią literacką uciekającą (ale nie ściganą), która przychodzi mi na myśl jest bohater "Ostatniego rozdania" Wiesława Myśliwskiego.
Pu-erh to herbata, której nie znoszę, ale "Ostanie rozdanie" uwielbiam i smakuję każde zdanie. Za każdym razem.



OOlong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi

Ujęłabym to zagadnienie bardziej ogólnie. Poezja, zbyt mało uwagi poświęca się poezji.





Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna

Przychodzi mi na myśl całkiem sporo tytułów, ale w sumie żadnej z tych książek nie czytałam, nie powinnam się więc wypowiadać. Zwykle kartkuję i przeglądam książkę, nim ją wypożyczę czy kupię. Poza tym mam chyba bardzo liberalny stosunek do wyborów innych czytelników. No i nie czytam aż tak dużo... Nie, jednak dodam swoje trzy grosze, ponownie generalizując. Myślę, że niezasłużenie popularne są książki napisane przez gwiazdorów (najczęściej sezonowych). Przy czym, pisząc: gwiazdor nie mam na myśli kolędnika i regionalnego rozdawacza bożonarodzeniowych upominków, ale osobę, która gwiazdorzy. 




Yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła

Z niedawno czytanych to chyba będzie "Cisza w Pradze" J. Rudisa. Ale wiem, że książka ma wielu sympatyków, więc może to moje oczekiwania zmąciły odbiór.




Herbatka ziołowa, czyli książka, którą czytano ci na dobranoc, gdy byłaś mała

Baśnie. Mniej i bardziej straszne. Popularne i nieznane. Najbardziej lubiłam te kazachskie, rumuńskie, mołdawskie, ormiańskie, gruzińskie... 




Herbatka owocowa, czyli Twoja ulubiona lekka książka 

Hmm... Może "Loteria" P. Wood. Albo "Grandhotel" J. Rudisa. Lub "Przygoda fryzjera damskiego" E. Mendozy.





Iced tea, czyli książka, która zmroziła ci krew w żyłach

Niezmiennie mrozi mi krew w żyłach człowiek i jego czyny. Wszystko, co ludzie ludziom zgotowali. Gdy czytam reportaże W. Tochmana czy - choćby z nie tak odległych lektur - "Uśpiony głos" D. Chacõn, "Marzenie Celta" M. Vargasa Llosy, "Głosy Pamano" J. Cabrego... Czy przeczytana w poprzedni weekend "Mała zagłada" Anny Janko. Wszystko niby już znane, opisane na tysiące sposobów, a i tak niezmiennie przeraża mnie, smuci i truchleję cała.  







Najchętniej do dalszej zabawy zaprosiłabym tych, którzy sami zechcą wziąć udział. Ale wiem, że jak się w oczy głęboko nie spojrzy i nie wywoła, to może nikt nie zechcieć. ;-) Tea book tag trochę dziwnym mi się zdał (pewnie mam inne skojarzenia herbaciano-książkowe), ale przecież chodzi o zabawę. Ja spędziłam miło czas. Zatem bez przymusu, ale zapraszam: Beatę, GosięJulię, Lewkonię, MargarithesSunrise, Zieloną Natkę, 5000lib i Ciebie (tak, Ciebie). :-)







PS Herbatę (earl grey) piłam wypisując powyższe dyrdymały, ale do zilustrowania bardzo subiektywnie i niekoniecznie na temat wybrałam wlepki serwowane przez T[pl. Skoro są książki, jest herbata, to musi być i teatr! :-)



Komentarze

  1. Wspaniałe to to. I wlepki urocze (:
    I strach byłoby pytać, dlaczego o takiej porze nie śpisz, a piszesz, ale przecież ja wiadomość o Twoim komentarzu odebrałam nie śpiąc, zatem byłoby to przyganianie garnkowi przez kocioł ;p
    Bardzo dziękuję za podjęcie wyzwania. Z takich niepozorności również się można troszkę o człowieku dowiedzieć. Poznawać bardziej (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam to z przyjemnością. Lubię u Ciebie bywanie i poczytywanie, to i wyzwanie podjęłam. Poza tym, sama z siebie nigdy bym się nie zmobilizowała do takich czy innych zestawień.
      A nie spałam z wygodnictwa ;-) - nie lubię być często budzona, a Córa mocną infekcję złapała, więc by nie wstawać co chwilę w celu kontrolowania sytuacji, położyłam się dopiero nad ranem.
      Miło, że się podobało. ;-)

      Usuń
  2. Baśnie... tak sobie zawsze kojarzę herbatę z dzieciństwa. Zestaw dla dzieci i dorosłych :)

    Mam na karku jeden zestaw pytań, spróbuję również uporać się z Twoimi pytaniami. Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się teraz przypomniał "Imbryk do herbaty" Andersena...
      Z chęcią przeczytam, gdy napiszesz. :-)

      Usuń
  3. No proszę, kiedy Fibuly nie ma to nie ma, ale kiedy już przyjdzie to takie FIGLE nam płata:):):), hehehe
    Pomyślę, pomyślę, ale dziękuję za zaproszenie do zabawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się jakoś złożyło. Figle też na "f". ;-)

      Usuń
  4. Świetne wlepki!
    Ale Wroc! Nie miało być od końca.
    Widzę sporo wspólnych mianowników...
    Prócz herbaty, oczywiście.
    PS. Nie przekonałam się (to eufeminzm) do Pu -erh.
    PSII. Ale dlaczego biała herbata to książka niezasłużenie popularna?;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żeby nie wstawiać tu zdjęć filiżanek z naparem, to wybrałam wlepki. I bo je lubię.
      Dopytam - chodzi o pu-erh, nie o książkę?
      Pojęcia nie mam, czemu biała niezasłużenie popularna, ani czemu zielona nudna, widocznie autor(ka) tych krążących po sieci pytań tak uznał(a). Ja spróbowałam tylko na nie odpowiedzieć.
      A wielką miałam pokusę, by Ciebie imiennie (nickowo) wskazać (byłoby co poczytać, tak mniemam), ale krótko "się znamy" i nie byłam pewna, czy mnie nie pogonisz. ;-)

      Usuń
    2. Tak, chodzi o herbatę. Dostaję ostanio same czerwone, same pu-erh.
      Przyznam Ci się, w sekrecie, że do łańcuszków mam ambiwalentny stosunek...
      Ale jeśli chodzi o książki i herbatę, no to spokojnie możesz mnie o ten tegować znaczy otagować, a niech tam[czytaj proszę: dziękuję bardzo]. Tyle, że niestety, chcąc odpowiedzieć rzetelnie na Twoje-nie-Twoje pytania to niestety wiążę się to z czekaniem... Ostatnio mam mniej czasu na pisanie. Twoja ulubiona herba_ta, to która to? (Pytam o napój nie książkę).

      Usuń
    3. Ja to mam nawet łańcuszkowstręt i odrzucam od razu, gdy jakieś wymuszanie czy zastraszanie w nich jest, a to potraktowałam jak zabawę.
      Poczekam cierpliwie (niecierpliwiąc się).
      Najbardziej lubię czarną i zieloną, koniecznie liściastą. Naj - mocny Ahmad Earl Grey. Niestety, lubię to, co mniej zdrowe. ;-)

      Usuń
    4. No łancuszkowstrętu nie mam tylko wtedy gdy ów wisi na mojej szyi (ale też nie przepadam), nie mylić ze sznurem powinności, znaczy taki kiepski żart. Zwłaszcza, że łamiczcionna dotyczy książek. Taka zabawa. Najbardziej lubię białą, stąd moje zdziwienie, wyrażone [po]wyżej, zieloną i czarną na równi. Koniecznie liściastą! (Czy to już denzynwoltura, albo tura dezynwoltur?) Nie chcę Cię martwić, ale wszystko co smaczne jest niezdrowe.

      Usuń
    5. Z chęcią i często też z zachwytem czytam Twoje żarty i zabawy słowem. :-)

      Usuń
  5. Pięknie Odrobiłaś to zadnia Fibulo ;-) z przyjemnością przeczytałam Twoje książkowo- herbaciane wybory. To miło, że o mnie pomyślałaś, dziękuję. Jednak od lat pijam tylko herbatę owocową, a lekkich książek nie czytam wcale. No może kryminały sprzed 35 lat - na wczasach w Wildze :) W lekturze zaległości mam ogromne, a na dodatek moje wybory kręcą się właściwie wokół jednego, no dwóch, a może dwóch w jednym. Czytam głównie książki historyczne o XX wieku i lotnicze, o lotnictwie w XX wieku :)

    Niajserdecznie Cię pozdrawiam, :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się wtrącić? [Jeśli nie, to Fibulo, proszę skasuj moją wypowiedź proszę]. Nie wiem jak kogoś innego, ale mnie, Twój opis Beato, zachęcił. Także nie czytam beletrystyki, ok baaardzo rzadko, a to przecież tylko zabawa. Z chęcią zobaczyłabym książki przez Ciebie polecone, a może czytamy podobne/ te same książki? :) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Beatko, cieszę się, że zajrzałaś i przeczytałaś. Nie namawiam usilnie, ale myślę, że całkiem ciekawe zestawienie może powstać z książek monotematycznych, że to będzie intrygująca odmiana tej zabawy. Myślę, że wiele osób chętnie to przeczyta. Zresztą, jak wynika z komentarzy - dwie czytelniczki masz już. :-))

      Usuń
    3. 5000lib - zupełnie nie rozumiem, czemu miałabym kasować. To raczej powód do radości (myślę, że także dla Beaty), że się odezwałaś. :-)

      Usuń
    4. Oczywiście, że nie trzeba kasować. Dałyście mi do myślenie :) Nie obiecuję, że na pewno, ale zacznę się przymierzać .

      Usuń
    5. Też jestem zdania, że nie trzeba kasować.I że jest to powód do radości/uśmiechu, w każdym razie do czegoś pozytywnego.
      Ale ostrożności nigdy nie za wiele. (Przynajmniej czasami).

      Usuń
  6. Żeś się napracowała! Jestem pod wrażeniem!!! Zupełnie nie wiem czy ja umiałabym sprostać takiemu wyzwaniu!!
    Dwa pytania od razu miałabym z głowy, bo po pierwsze nikt mi w dzieciństwie książek nie czytał :( no przynajmniej nie pamiętam takich scen z dzieciństwa. Pewnie mama zbyt zajęta, a babć nie miałam, ale najbardziej lubiłam baśnie Andersena.
    A po drugie "zielonej herbaty" żadnej bym nie zapamiętała, gdyż szybko porzucam te książki, które wydają mi się zbyt nudne :)
    Co do Iced tea, to na pewno seria Millennium Larsona no i Gaiman m.in. "Ocean na końcu drogi". O i jego "Nigdziebądź" można by pod czerwoną herbatę podciągnąć ;)
    Klasyk.....hm. może "Lalka"? Musiałabym się chyba dłużej zastanowić nad tym klasykiem, bo dawno nie wracałam i nad resztą też :)
    Hmmm i wychodzi na to że książek przeczytanych nie potrafię pogrupować i usystematyzować ;)))
    No taka już moja bałaganiarsko-spontaniczna natura :D

    Dobrej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julio, bardzo dziękuję Ci za tak spontaniczne zestawienie. :-)) Aja wciąż nie czytałam "Millennium", bo też ogólnie thrillery i kryminały jakoś omijam, nie wiem czemu.
      U mnie też nie często mi czytano, tym bardziej, że dość szybko czytałam sama, ale udawało mi się namówić Mamę. Sama zaś do ochrypnięcia przez kilka lat dzień w dzień czytałam Córci. Ona po prostu może godzinami słuchać. Teraz wyręczają mnie audiobooki, no i czyta już sama.

      Usuń
  7. Bardzo fajne!
    Ale teraz mam dylemat myśląc o mojej ukochanej zielonej herbacie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym to ja wymyślała te pytania, inaczej by brzmiały (ja ogólnie jestem miłośniczką herbat, więc tylko do pu-erh mogłabym się przyczepić ;-)). Ale pytania pytaniami a upodobania upodobaniami, mnie tam zielona wcale się nie znudziła. ;-)

      Usuń
    2. Mam tak samo, może to kwestia stereotypowego podejścia, taki ot, wizerunek. Zielona nudna, bo zdrowa.
      PS. Dałaś mi do myślenia.

      Usuń
    3. Tak sobie teraz pomyślałam, że w zielonej to może nawet najwięcej się dzieje, bo ona w zależności o czasu zaparzania ma inny smak i inne właściwości. :-)

      Ale kto mi wyjaśni, czemu czerwona kojarzy się z "ciągłym przemieszczaniem"? ;-D

      Usuń
    4. Jeśli chodzi o właściwości herbaty zależnie od czasu zaparzania to prawie każda tak ma np biała... Żółta. Właśnie, dlaczego tu nie ma żółtej? (Bo jest ohydna?). A ze skojarzeniem czerwonej herbaty można pofantazjować, czerwony kolor krwi, otarcia etc. "Krew, pot i łzy" wędrówki, niczym w pieśniach pątniczych średniowiecza do Santiago.
      A tak poważnie(j) to śledząc nazewnictwo pu-erh to:
      W Polsce pu-erh jest znana jako herbata czerwona. W Chinach i ogólnie w Azji, znana jako herbata czarna, dla odmiany, by nie było nudno i monotonnie Polsce jako „herbata czarna” herbata określana jest mianem „herbaty czerwonej”. By dalej skomplikować sprawę w W. Brytanii zwie się ją rooibosem. Przypomina to nazewnictwo syfilisu, zależnie od kraju... (Może niesmaczne skojarzenie, ale trafne).

      Usuń
    5. Tyle, że odnośnie STI i STD to nazewnictwo było geograficzne...
      Pozdrawiam,a tu pomieszanie z poplątaniem, stąd pu-erh by ujednolicić nazwę.

      Usuń
    6. Żółtej nie miałam (nie)przyjemności skosztować.
      W Polsce chyba pu-erh od koloru naparu a nie od koloru liści. Albo może czarna niezdrowo się kojarzy, więc piarowcy wymyślili czerwoną (wolne od niezdrowych skojarzeń, nie wiem, czy od chorobowych też wolne ;-)).

      Usuń
    7. Żółta mi wybitnie nie smakuje.
      Skojarzenia w marketingu są najważniejsze, np granie luksusem...
      No ale nie o tym. Chorobowe, były na marginesie, ale to ciekawe, nadawanie nazw...

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo. Z wielką chęcią przeczytam. :-)

      Usuń
  9. Dziś wreszcie ja udzieliłam odpowiedzi... Wiele zaległości mam:( Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Ale mnie zaskoczyła i ucieszyła ta wiadomość! Na pewno zajrzę!

      Usuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

zakochani w Saharze

rozkaz