wtorek, 29 września 2015

Uff


Idę sobie dokądś. U zbiegu dwóch ulic siedzi - w stroju co najmniej niechlujnym - pan bez nóg, wymachuje banknotem pięćdziesięciozłotowym i prosi, by kupić mu papierosy. Waham się, ale jemu zdecydowanie trudniej dotrzeć do sklepu niż mi, więc pytam jakie papierosy, dostaję pieniądze i niemal pełną paczkę papierosów z prośbą, by kupić właśnie takie. Wzięłam, kupiłam (jako niepaląca i otoczona niepalącymi, doznałam lekkiego szoku, patrząc na ceny papierosów - że też ludzi na to stać), oddałam resztę, paragon, pan podziękował, schował pieniądze nawet nie zerkając, ile mu oddałam. Czy to skomplikowana sytuacja wymusza takie beztroskie zaufanie? Wiara w uczciwość ("ludzie uczynni, w sercach niewinni"*)? Brak innego wyjścia? Równie dobrze mogłam wziąć banknot i wykorzystać go na własne przyjemności (mogłabym hipotetycznie, bo wiem, że w gruncie rzeczy na pewno bym nie mogła - nie, nie żadna ze mnie samarytanka, że tak sobie małą literą zarchetypizuję, bo zaraz pobiegłam do pobliskiego centrum handlowego umyć ręce po obcym dotyku). Szłam dalej i myślałam (nie pierwszy raz zresztą ;-)) o ufności. O tym zaufaniu, którym codziennie - niemal bezwiednie - tak hojnie innych obdarzamy. Nie tylko najbliższych nam ludzi - ta ufność ma bardziej świadome podłoże, ale kierowcę autobusu (że nas dowiezie bezpiecznie do celu), lekarza (że postawi właściwą diagnozę i pomoże), sprzedawcę miodu (że to rzeczywiście malinowy miód), listonosza, montera, farmaceutę, producenta zabawek, rykszarza... Nie tylko ludzi, ale za ich pośrednictwem też instytucje, wymiary (nie)sprawiedliwości i różne inne organa. Wychodzi na to, że przez większość dnia nic innego nie robię tylko ufam. Uff. ;-)


______________________________

Mój jesienny pakiet wieczorny: ciepłe skarpety, "Jabłko Olgi, stopy Dawida" i  szarlotka. ;-) 




Dziś Ogólnopolski Dzień Głośnego Czytania i Międzynarodowy Dzień Kawy - świętujmy! :-)


[Mariusz Gosławski - Ostrów Tumski kawą malowany]



__________________________
* Jak pisał G. Tomczyk a śpiewało wielu


piątek, 25 września 2015

sobota, 19 września 2015

tea book tag





Napomknie człowiek tu czy ówdzie, że pija herbatę i czytuje książki i zastawi na siebie pułapkę. Niby to takie niewinne, a wpadłam w rozczytanej Owcy sidła. Wyznaczyła mnie do odpowiedzi na pytania, do których wcześniej sama została wezwana. 
Postaram się dopisać zatem coś od siebie. Hic et nunc ;-), bo zwłoka ma to do siebie, że często przekształca się w nigdy (... że pozwolę sobie takim quasiaforyzmem zakończyć wstęp). 






Czarna herbata, czyli Twój ulubiony klasyk

Dawno to było, ale lubiłam czytać W. Szekspira w Barańczakowym przekładzie.





Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasypiaszz

Zasypiam przy czytaniu, owszem. Choćby najciekawsza książka, w najbardziej intrygującym momencie, choć chęci czytelnicze wydają się być przemożne, to zmęczenie (i pewnie niskie ciśnienie, iktowiecojeszcze) pokonują mnie. Gloria victis albo victims. A książek nudnych po prostu nie czytam. Jeśli już na taką trafię, to porzucam. Szkoda mi na nie czasu, wolę znaleźć coś, czego lektura sprawi mi przyjemność tudzież/bądź będzie posiadać inne różne walory. Może kiedyś do nich wrócę, może w innym punkcie życia, spojrzę na nie inaczej...  



Czerwona herbata pu-erh, 
czyli książka, której bohaterowie ciągle się przemieszczają

Jeśli chodzi o powieści drogi, to ja tak z oporem do nich podchodzę. Ale przemieszczanie różnie rozumieć można, to też ucieczka, niekoniecznie dosłowna. A pierwszą postacią literacką uciekającą (ale nie ściganą), która przychodzi mi na myśl jest bohater "Ostatniego rozdania" Wiesława Myśliwskiego.
Pu-erh to herbata, której nie znoszę, ale "Ostanie rozdanie" uwielbiam i smakuję każde zdanie. Za każdym razem.



OOlong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi

Ujęłabym to zagadnienie bardziej ogólnie. Poezja, zbyt mało uwagi poświęca się poezji.





Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna

Przychodzi mi na myśl całkiem sporo tytułów, ale w sumie żadnej z tych książek nie czytałam, nie powinnam się więc wypowiadać. Zwykle kartkuję i przeglądam książkę, nim ją wypożyczę czy kupię. Poza tym mam chyba bardzo liberalny stosunek do wyborów innych czytelników. No i nie czytam aż tak dużo... Nie, jednak dodam swoje trzy grosze, ponownie generalizując. Myślę, że niezasłużenie popularne są książki napisane przez gwiazdorów (najczęściej sezonowych). Przy czym, pisząc: gwiazdor nie mam na myśli kolędnika i regionalnego rozdawacza bożonarodzeniowych upominków, ale osobę, która gwiazdorzy. 




Yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła

Z niedawno czytanych to chyba będzie "Cisza w Pradze" J. Rudisa. Ale wiem, że książka ma wielu sympatyków, więc może to moje oczekiwania zmąciły odbiór.




Herbatka ziołowa, czyli książka, którą czytano ci na dobranoc, gdy byłaś mała

Baśnie. Mniej i bardziej straszne. Popularne i nieznane. Najbardziej lubiłam te kazachskie, rumuńskie, mołdawskie, ormiańskie, gruzińskie... 




Herbatka owocowa, czyli Twoja ulubiona lekka książka 

Hmm... Może "Loteria" P. Wood. Albo "Grandhotel" J. Rudisa. Lub "Przygoda fryzjera damskiego" E. Mendozy.





Iced tea, czyli książka, która zmroziła ci krew w żyłach

Niezmiennie mrozi mi krew w żyłach człowiek i jego czyny. Wszystko, co ludzie ludziom zgotowali. Gdy czytam reportaże W. Tochmana czy - choćby z nie tak odległych lektur - "Uśpiony głos" D. Chacõn, "Marzenie Celta" M. Vargasa Llosy, "Głosy Pamano" J. Cabrego... Czy przeczytana w poprzedni weekend "Mała zagłada" Anny Janko. Wszystko niby już znane, opisane na tysiące sposobów, a i tak niezmiennie przeraża mnie, smuci i truchleję cała.  







Najchętniej do dalszej zabawy zaprosiłabym tych, którzy sami zechcą wziąć udział. Ale wiem, że jak się w oczy głęboko nie spojrzy i nie wywoła, to może nikt nie zechcieć. ;-) Tea book tag trochę dziwnym mi się zdał (pewnie mam inne skojarzenia herbaciano-książkowe), ale przecież chodzi o zabawę. Ja spędziłam miło czas. Zatem bez przymusu, ale zapraszam: Beatę, GosięJulię, Lewkonię, MargarithesSunrise, Zieloną Natkę, 5000lib i Ciebie (tak, Ciebie). :-)







PS Herbatę (earl grey) piłam wypisując powyższe dyrdymały, ale do zilustrowania bardzo subiektywnie i niekoniecznie na temat wybrałam wlepki serwowane przez T[pl. Skoro są książki, jest herbata, to musi być i teatr! :-)



ostatnio czytane