wakacyjny wek ;-)


Wstałam. Ciemno, za chwilę zacznie padać deszcz, dywan z liści przykrywa ziemię, po zielonej trawie ani śladu... Słoneczne lato i intensywne wichury, które przetrzebiły zieloności wrocławskie, przyspieszają jesień. Jesień?! A ja nie zawekowałam dobrych wspomnień. O, tak być nie może! Czym ja się będę żywić w czas słonecznego niedosytu, w czas ciemności całodobowych i zimnego zimna, brrr? Pospiesznie zjadłam tosty z tuńczykiem i sałatą i zabieram się za konserwowanie wakacyjnych, pogodnych dni. 

Co się działo? Gdzie się było? Odświeżane pamięci, kartowanie kalendarza, zrzucanie zdjęć z aparatu i zapisywanie w jednym miejscu, czyli tu.


Ostatnio się przeczytało niewiele ("Nocny pociąg do Lizbony" P. Merciera  i "Krzesło do krępowania" K. Harrison) i było to czytanie z doskoków, w najróżniejszych miejscach.

Się było w kinie na... "Minionkach" i "Małym Księciu" - tak raczej przymusowo, z Córą, bo - chyba już jestem za stara aaaa!!! - raczej męczyłam się na tych filmach. 

Się było w teatrze na interesującym spektaklu "Inni, czyli wszyscy" wieńczącym świetny projekt "Lato w teatrze"

Poznało się kilka zakątków wrocławskich, do których wcześniej zajrzeć się nie udało, jak choćby parkowe Muzeum Sztuki Cmentarnej, a na te znane patrzyło się inaczej. 


I były spotkania, wyjątkowe, radość niosące. Z Duszą Bliską, choć zza oceanu, poznaną na blogu właśnie. 


I drugie - z Duszą Pokrewną nie widzianą kilkanaście lat (a jakby wczoraj). Oba naturalne, sycące, pełne i piękne, takie, że na samo wspomnienie serducho się śmieje.


I się pojechało w strony rodzinne na trzy tygodnie. I się leniuchowało na podwórku, pod orzechami. Zrywało się warzywa w ogrodzie (mimo suszy, coś tam udało się ocalić - szpinak trzymał się najdzielniej), wdychało się zapach znanych (a jednak już innych) miejsc, spotykało się z krewnymi i z niekrewnymi. Się rozmawiało, się wspominało, się było. 


Na wczasy się nie zapowiadało, ale były wywczasy. :-) Postanowiliśmy odwiedzić miejsca nieodległe, a warte uwagi. Wsiadaliśmy rano w pociąg i jechaliśmy tu i tam, by zobaczyć to i owo i wrócić w nocy. Było więc zwiedzanie, odkrywanie, podpatrywanie... Intensywne, do bólu trzech par nóg (no dobrze, głównie dwóch par), ale ku wieeelkiej uciesze. Bo razem, bo gdzie indziej, bo ciekawie, bo pięknie. 


No to może do Szklarskiej Poręby? Nad piękny Wodospad Kamieńczyka (843m n.p.m.) - według legendy powstały z łez siedmiu rusałek; znany dotychczas Córze z ekranizacji "Księcia Kaspiana", Mężulkowi znany z widzenia, a mnie nieznany wcale. I dalej, na Halę Szrenicką (1200m n.p.m.). Tup, tup, z mozołem, w upale, który  nie był aż tak dokuczliwy, bo to miejsca w większości zacienione, ale jednak był. Córa już się chciała poddać i wracać, szczególnie gdy znikąd pojawiła się burza - za wysoko, by schodzić, za nisko, by się schronić w schronisku. Ale gdy burza zaczęła posuwać się w dół, Córa, mimo wielkiego zmęczenia, zdecydowała, że idziemy w górę. Widoki i możliwość odsapnięcia zrekompensowały wysiłki. 


To może teraz do Kłodzka? Wcześniej byliśmy tam tylko na dworcu PKP podczas przesiadki i nawet nie widzieliśmy miasta. A ono urokliwe jest bardzo. Tu już kilka fotek pstryknęłam. Są jakie są, ale są. O!

Mnóstwo fikuśnych kamienic. Imponujące kościoły. Piękny ratusz. I kolumna wotywna NMP na pl. Chrobrego.












Urokliwy gotycki most św. Jana z barokowymi rzeźbami. 






No i Twierdza Kłodzko - miejsce absolutnie niesamowite. Z potężną częścią górną jak i niziutkimi (miejscami poniżej 90 cm), ciasnymi korytarzami minerskimi. Robi ogromne (nie tylko ze względu na 32 ha, które zajmuje) wrażenie nawet dziś. Widok na Kotlinę Kłodzką wyjątkowy. 






Żył sobie w Kłodzku pan, Filipkiem zwany. Przepowiadał przyszłość. Nikt mu jednak nie wierzył, gdy mówił: "Gdy się spotkają trzy siódemki, wilk się wody napije". Do dnia 7.07.1997, gdy podczas powodzi, woda sięgała do jęzora tego wilka właśnie.





A teraz gdzie? Do pięknej Jeleniej Góry, na zajmujące zwiedzanie miasta z cudnymi kamieniczkami, wieżyczkami, arkadami, kościołami, deptakami, lapidarium... i na spacer Doliną Bobru do schroniska Perła Zachodu.























O, i takie to były przyjemne przyczyny mojej blogowej absencji. 







Komentarze

  1. Się działo!!! No ale wakacje od tego przecież są!
    Półki pewnie uginają się od weków :)

    A pchnij ten deszczyk do mnie, bo nie do wytrzymania gorąco i kurzy się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było jednak bardziej mżyście niż dżdżyście. Może więc dotarł do Ciebie wraz z serdecznościami.

      Usuń
    2. Jest!!! Dotarł :D
      Właśnie mi tu szumi i pluszcze za oknem aż miło :)

      Usuń
    3. :-)))
      Tyle lat przeżyłam bez świadomości posiadania umiejętności zaklinania deszczu... ;-)

      Usuń
  2. Aaaale wakaaaaacje :)))) długie takie i piękne. Już gospodarnie poupychane pod szkłem.
    Cmentarz zamknięty do odwołania z powodu lipcowej nawałnicy. Już zapomniałam, że taki lipiec był kapryśny.
    A kamienny kot czytelnik przecudny.
    Witaj Miła F. po wakacjach :*****
    Witaj lato, za rok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Kwa-kwa. ;-)
      My byliśmy na tym Starym Cmentarzu Żydowskim chyba dosłownie z tydzień przed tą wichurą na niedzielnym, ciekawym spacerze z przewodniczką.
      Ten kot kłodzki przysiadł i czytał na ogrodzeniu liceum. Dojrzeliśmy go przypadkiem spacerując po różnych zakątkach. Koty i pies były też przy pomniku św. Franciszka.

      Usuń
    2. I wszytko jasne :) Że przy liceum kot - to zrozumiałe, przecież nawet kot to robi ;-) Że u Franciszka stworzenia, tez oczywiste. bardzo racjonalne to Kłodzko ....

      Kwa, kwa :)

      Usuń
    3. Przepraszam za literówki, rozpęd + wiek = błąd !

      Usuń
    4. Cha, cha. No nie pomyślałam o tej kłodzkiej racjonalności. Widocznie udzielił się miastu pruski pragmatyzm, o którym sporo opowiadał przewodnik. ;-)

      Literówki dodają uroku. ;-)

      Usuń
  3. Intensywny, piękny wakacyjny czas :) świetne zdjęcia i cieszę się, że już jesteś :)

    PS

    Na Minionki zerknęłam, bo nie wiedziałam, co to jest :* kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście ostatnio się tak zintensyfikowały dni, ale czasem warto nie dospać. I choć w nocy, gdy wracaliśmy, Córa mówiła, że już nie jedzie nigdzie więcej, to po wypoczęciu chętnie wybierała nowe miejsce. ;-)

      Też do niedawna nie miałam pojęcia co/kto to minionek. ;-)

      Usuń
  4. Piękne weki, Fibulo, będzie z cego zaczerpnąc zimą, i mam identyczne skojarzenia z latem - zasłoikować , szczelnie zamknąć, niech się ulatnia jego aura i smak wolniutko cały następny rok:))) Ja też mam, bardzo podobne, i z tego roku, i z innych lat, weki, bo Kłodzko, Jelenią i Szklarską znam, zdeptałam w dzieciństwie, i z dziećmi własnymi, tudzież cudzymi :) I kino było, a jakże, i książki, których jak na mnie mnóstwo przeczytałam, i parę jeszcze czeka na dokończenie ( bo 3 naraz czytam:)))
    I mimo krótkiego zaledwie wypadu, czuję się w te wakacje wypełniona po brzegi latem :) Pozdrawiam i zyczę jeszcze dłuuugich chwil na segregowaniu wspomnień:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie pierwszy raz "spotykamy" się w jakichś odczuciach, skojarzeniach etc. :-))
      A lato w tym roku jest prawdziwie letnie, więc trzeba czerpać zeń, ile się da. ;-)

      Usuń
  5. Fibulątko Ty moje, byliśmy z Ulubionym w Kłodzku we wtorek 11 sierpnia! (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie poczytując "Krzesło..." na dworcu Kłodzko Główne (pociąg miał "postój") wyczuwałam przyjemny powiew. Widocznie jakieś strzępki Wełny jeszcze się unosiły. ;-)

      Usuń
  6. No to pięknie było :):):) Fajnie, że już jesteś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mawiasz, Sunrise: "Wystarczy tylko wybierać w życiu to co powoduje w nas pełnię, radość." :-) Oczywiście wtedy, gdy się da, bo nie zawsze mamy wybór.

      Jestem i chwilami poczytuję niektóre zaległości.

      Usuń
  7. przepiękne miałaś wakacje, będzie co wspominać. no wiadomo w końcu to nasze najpiękniejsze miejsca :))) Kłodzko bardzo lubię i żałuję, że dawno tam nie byłam. bardzo ciekawa sprawa z tym wilkiem....oby nigdy więcej nie pił wody :) no i Wrocław, na który się czaję od jakiegoś czasu.
    pozdrawiam :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak, wiele jest takich najpiękniejszych miejsc. :-)
      A na Wrocław wygospodarujcie kilka dni. :-) Krawężniki, niestety, wysokie, ale skoro masz wsparcie drugiej pary rąk, to na pewno będzie gdzie pojeździć / pochodzić.
      Serdeczności.

      Usuń
  8. Tak Polly ja też próbuję się wyrwać do Wrocławia - łatwo nie jest, a zdjęcia kuszą. Pozdrawiam autorkę

    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wczesną jesienią się uda? Albo następną wiosną czy latem (zima to akurat ładniej się prezentuje w innych miejscach). Sama wciąż odkrywam to miasto.
      Pozdrowienia odwzajemniam. :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

było

{Nie wolno Ci się bać, wszystko ma swój czas Ty jesteś początkiem do każdego celu}

rozmaitości powszednie

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Między chwilą radości, a chwilą zadumy

coś z sieci, coś od siebie

Jak?

Pajęczyna zdarzeń