sobota, 18 lipca 2015

~zdjęcia~książki~czereśnie


"Jaśnie pan" pochłonął moje wolne chwile z kilku dni. I choć zaczęłam już kolejną lekturę, nadal jeszcze tak zupełnie się od niego nie uwolniłam. Lubię powieści Cabrego, bardzo lubię. Ta, ostatnio wydana, ale spośród trzech przetłumaczonych na język polski napisana jako pierwsza, mimo że ma dopiero zaczątki stylu katalońskiego pisarza, mimo że to taki schodek ku następnym, podobała mi się niemniej niż poprzednio czytane ("Wyznaję" i "Głosy Pamano"). Choć sarkazmu w niej nie brakuje a ckliwego tonu trudno tam się doszukać, to najsilniej uwierało mnie takie wybełtanie poczucia największej niesprawiedliwości, bezradności, nic nie wartego buntu, paniki... gdy kogoś oskarża się o coś, czego nie zrobił niszcząc lub odbierając mu życie lub gdy ktoś próbuje walczyć o coś, w czym ma rację, a nikt go nie słucha, nie próbuje mu pomóc. Przerażają mnie takie sytuacje i nie uwolniłam się od tego nawet po odłożeniu książki  (a to wcale nie był główny watek). No nic nie poradzę, że to mnie boli (niemal dosłownie) także w powieściach - wszak literatura jest bliżej życia niż się czasem zdaje, z niego chyba nawet jest zrodzona a równocześnie jest azylem od rzeczywistości (o, taki paradoks).

_______________________

Córa moja otrzymała (jako pamiątkę I Komunii) elegancki, finezyjnie zapakowany karnet na profesjonalną sesję fotograficzną w plenerze, do której doszło wczorajszego popołudnia. I moje dziecię, które niemal wyciera ławkę nim na niej przycupnie, siadało a nawet kładło się na mocno przykurzonym podeście starej ładowni, na starych torach, opierało się o brudne ściany, odrapane drzwi i tym podobnie się poświęcało ;-), by mieć fajne zdjęcia. Ba, nawet do kilku związało włosy w fikuśny kok choć po obowiązku szkolnym trzymania włosów na uwięzi, urządziło wakacyjny bunt pod tytułem: przez całe wakacje chodzę z rozpuszczonymi włosami. Ale to nie wszystko - Córa buszowała w zbożu (pszenicy, konkretnie) i na polach kukurydzianych, weszła nawet w zielsko sięgające jej wzrostu (czyli ciut powyżej 140 cm) i... włożyła kwiat we włosy.  Aha! I przebierała się, kilkanaście razy, bez żadnego marudzenia, w ekspresowym tempie i w warunkach kompletnie temu nie sprzyjających (przypomnę jej we właściwym momencie, że potrafi). Podsumowując, bawiła się świetnie i ogólnie była wielorako zachwycona a uśmiech z pysiaka nie znikał. Cudnych wrażeń co nie miara, a przecież będą jeszcze fotografie. Zatem prezent od chrzestnej sprawdził się znakomicie. :-)

_______________________


[Marta Frej]

Miłego lipcowania życzę, podjadając czereśnie. ;-)


sobota, 11 lipca 2015

słingowanie ;-)


Jednego dnia termometr wskazuje 31 stopni Celsjusza, drugiego już tylko 11. W jednej chwili wszystko we względnym wypielęgnowanym ładzie, w drugiej - ktoś bełkotem i złośliwością zachwaszcza ląd rzeczywistości. Jakie podobne amplitudy. 

Ale nie samymi oszołomami człowiek żyje. Wszak Miesiąc Spotkań Autorskich trwa, więc się czasem chodzi i słucha, rozmawia, rozmyśla, chłonie... A było się już na spotkaniach z: Ryszardem Krynickim, Pawłem Smoleńskim, Izą Michalewicz, Joanną Bator. A lada dzień gościem będzie Anną Janko, i też się pójdzie. 


A w chłodne wieczory można się wybrać do Sali Kinowej. My niedawno obejrzeliśmy "Samotność liczb pierwszych". 


No to swing!






sobota, 4 lipca 2015

własny poranek



Słońce, Herbata, Sucharek z rodzynkami i "Tysiąc drzewek pomarańczowych"*.

Takie małe radości.