sobota


Bliscy. Zieleń. Koc (piknikowy). Ptasi świergot. I upał (niedokuczliwy, bo wytęskniony). 
I chwilowa zmiana perspektywy oglądania świata - na leżąco. 
Takie popołudnie. 





Moje Kochania wysłałam na spektakl do Teatru Lalek i cały koc został dla mnie. ;-) 
Z błogością oddałam się lekturze. 





Do domu wróciłam, w piecu nie paliłam. Tylko przepakowałam torbę, chwyciłam kilka kęsów ciabatty z oliwkami i popędziłam na Europejską Noc Literatury (co zacz pisałam w ubiegłym roku, więc nie będę się powtarzać). 
Rozpoczęłam od Muzeum Architektury, gdzie Katarzyna Herman wspaniale przeczytała fragment "Tematu na pierwszą stronę" U. Eco. Aż nie chciało się stamtąd wychodzić (a byli i tacy, którzy zostali na drugie czytanie rezygnując z innego). Aktorka była pogodna i miast odpoczywać między czytaniami zgadzała się na fotografie ze słuchaczami. Następnie w BWA Awangarda zatrzaśnięto mi (i kilkudziesięciu innym osobom) drzwi przed nosem:
- Mamy 95 miejsc siedzących, nie możemy wpuścić więcej osób. 
- Ale my możemy stać. 
- Ale aktorowi to przeszkadza. 
Ostatecznie wpuszczono jeszcze 20 osób i byłam wśród nich. Tam Jacek Braciak czytał "Uległość" M. Houellebecqa. I to było jedyne rozczarowanie tego wieczoru. A szkoda, bo choć aktora bardzo lubię, to wcale nie chciało mi się tej monotonii słuchać. Sam fragment książki wydał mi się nudny i zniechęcający (możliwe, że i to miało wpływ na interpretację). Poza tym miejsce było wyjątkowo duszne i trudno było tam wytrzymać. W trakcie tego czytania niebo zasnuły ciemne, bardzo ciemne chmury, zerwał się wiatr i wiadomo było, że burza nieunikniona. 
Ludzie przechodzący z innego kierunku bardzo chwalili czytanie W. Bonowicza i chwała im za to, bo miałam je odpuścić (przybyłam o 18:07, a godzin wpuszczania na czytania bardzo przestrzegano, więc wiedziałam, że zacznę od 18:30 a tym samym z jednego czytania będę musiała zrezygnować). Zatem na dziedzińcu Instytutu Historii Sztuki było sympatycznie mimo donośnych grzmotów. Wojciech Bonowicz zrobił na mnie miłe wrażenie, cały czas spędzał z przychodzącymi ludźmi, witał się, rozmawiał. W razie deszczu zapraszał pod "swój" namiot. Ludzi było dużo i pod namiotem się nie zmieścili, a lać zaczęło. Przenieśliśmy się więc do uniwersyteckiego korytarza i choć bez nagłośnienia, było swojsko, sympatycznie i dość zabawnie. Interpretacja bardzo ciekawa, porywająca, a i fragment książki "Automat z wodą gazowaną z syropem lub bez" U. Niaklajeu'a dobry, taki gorzko-wesoły. 
Pioruny, błyski i okropna ulewa. Cienki sweterek do torby wrzuciłam, ale parasolki nie. Nawet nie wiedziałam, że można tak zmoknąć pokonując w sumie niedługą drogę do Auli Leopoldina. Ale nie żałuję. I powiem coś jeszcze - mogłabym zmoknąć drugi raz dla takiej interpretacji. Maja Ostaszewska zna-ko-mi-cie przeczytała niełatwy fragment "Gdy zniknęły gołębie" S. Oksanen. Chciało się prosić, by nie kończyła jeszcze tej lektury (nawet ja nie mogłam sobie odmówić poproszenia o autograf). Z Auli na Przejście Żelaźnicze (deszcz wciąż padał intensywnie, ale nie tak siarczyście jak wcześniej), z którego zgarnięto nas do salki Instytutu Grotowskiego, gdzie czekał już Sławomir Orzechowski ze swoją interpretacją "Jaśnie pana" J. Cabrego. Aktor często czyta w radiu, więc wiedziałam czego się spodziewać i nie rozczarowałam się. Było świetnie. Kolejny przystanek w tej literackiej wędrówce to Ratusz, a tam tryskający poczuciem humoru Eryk Lubos z książką S. Żadana "Mezopotamia" - przeczytał bardzo przekonująco (jak na mój gust może trochę za szybko, ale nawet pasowało to do wybranego fragmentu). W mniejszym już deszczu podążyłam do Księgarni Hiszpańskiej, gdzie Bartosz Porczyk czytał jedyną jeszcze niewydaną książkę "Nietzsche na balkonie" C. Fuentesa. I znowu - brak miejsc: "Ze względu na deszcz, musieliśmy przenieść się do środka, a tam liczba miejsc ograniczona". Większość ludzi poszła więc dalej, a nielicznych pozostałych wpuszczono uprzedzając, że mogą nic nie widzieć. Widać jednak było nieźle, słychać też. I tu wiedziałam, czego się spodziewać, bo aktor jest mi dobrze znany z ról teatralnych. Było ciekawie i cieszę się, że się udało. Kolejne miejsce - Barbara i rewelacyjny Mariusz Kiljan czytający "Bliskość" M. Malaicu-Hondrariego, zahipnotyzował słuchaczy. Stamtąd poszłam do CS WRO, gdzie o 22:30 Łukasz Garlicki przeczytał - bardzo ciekawie - fragment "Ostatniego słowa" H. Kureishiego
Nie udało mi się posłuchać Mai Bohosiewicz. :-( 
W moim subiektywnym rankingu tegoroczni mistrzowie interpretacji to: Maja Ostaszewska, Katarzyna Herman i Mariusz Kiljan.
Wszędzie tłumy ludzi w każdym, naprawdę każdym, wieku, mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, mimo późnych godzin, mimo meczu etc. I to właśnie w tym wydarzeniu jest piękne!







Komentarze

  1. Kiedy byłam mała ciągle kogoś prosiłam: poczytaj mi proszę ... no, proszę poczytaj jeszcze.
    Kiedy ktoś nam czyta całą energię wkładamy w wyobrażanie sobie, podążanie, zaglądanie. To jest cudne :)
    Coraz więcej fajnych nocy jest do dyspozycji.
    P.S.
    Torba kapitalna :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie moja Córa bardzo Ciebie przypomina - nigdy nie miała dość słuchania a ja aż chrypiałam co wieczór. ;-)
      A torba ma cytat z "Wycinki" granej w T[pl
      Miłego niedzielnego popołudniowania!

      Usuń
  2. Ależ Ci zazdroszczę, ale tak pozywynie... Lubię barwę glosu Mai Ostaszewskiej, więc doskonale rozumem.

    A jak znajdziesz czas w piątek, to zapraszam tutaj http://artpubkultura.blogspot.ie/2015/06/zapraszamy-na-wernisaz-wystawy-barbary.html

    nie umiem wklejać linek :( ale we Wrocławiu będę.

    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem lubię pozytywnie komuś czegoś zazdrościć (brak chyba słowa właściwszego, bo "zazdrość" ma zdecydowanie pejoratywne skojarzenia).

      Dziękuję bardzo za linkę, nie miałam pojęcia o takim wydarzeniu (samym w sobie jak i Twojej obecności - jak to się czasem wszystko ciekawie splata i wiedzie ku pewnym spotkaniom). Z piątkami to u mnie trochę niepewnie, ale jeśli będzie możliwość, postaram się choć zajrzeć. :-)

      Usuń
    2. ale tak wypowiedziane fajnie...jak się rozmawia twarzą w twarz, nie ma takiego negatywnego wydźwięku, więc ten mój zazdrosny zachwyt musisz sobie wyobrazić :) będzie miło jak zajrzysz. W sobotę gnam do Chorzowa na Port Poetycki, więc to tylko taka chwilka, dosłownie jestem tam przelotem.

      Usuń
  3. No to było pięknie:):D:*

    PS. Podoba mi się ta torba:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję wytrwałości w taki deszcz:))) U nas żar lał się z nieba, wieczorem wiało i targało drzewkami, ale deszcz już nie był tak gwałtowny, jak w piątek i dopiero nocą.
    Gdyby u na były takie spotkania-czytania TAKIMI aktorami, z pewnością podążyłabym :)))Czy przeczytała(by)ś którąś z tych książek dzięki tym lektorom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że po usłyszanych fragmentach, skusiłabym się na "Temat na pierwszą stronę", "Gdy zniknęły gołębie", no i ten "Nietzsche" był niczego sobie.
      Przypuszczam, że gdyby padało, gdy wychodziłam z domu, to bym zrezygnowała, ale że ulewa była nagła, a w klimat wydarzenie zdążyłam już wsiąknąć, to nie chciałam odpuścić. ;-)

      Usuń
  5. Od zawsze lubiłam słuchać powieści czytanej w odcinkach w radiu, a tu jeszcze na żywo!
    zazdroszczę trochę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem wzrokowcem i zdecydowanie więcej zapamiętuję, gdy czytam sama, ale wiele z tych interpretacji było naprawdę wspaniałych i mogłabym ich słuchać znacznie dłużej. :-) Poza tym to wydarzenie samo w sobie jest sympatycznym doświadczeniem.
      Fajnie by było, gdyby takie noce literackie zorganizowano też w innych miastach.

      Usuń
  6. Fajny post! Bardzo miło się czyta!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro takie miałaś odczucie, to się cieszę. :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

rozmaitości powszednie

zakochani w Saharze