głupie pytanie


Beznadzieja. Ból. Współodczuwanie. Głupie, bezradne łzy. Bezsens. Rozpacz. Niezgoda.
Czemu na tym pokręconym świecie dzieje się tak, że cudowna młoda osoba, która nawet mrówki skrzywdzić nie umie, w ciągu trzech lat traci ukochanych: mamę, tatę i dziecko???????????????????????????????????? 





Komentarze

  1. Dlaczego, czemu , jak to możliwe... te pytania są wtedy zawsze. Wbrew pozorom stawianie ich to pewien etap w żałobie. Tak jak łzy, wcale nie głupie.

    Przez kilkanaście lat towarzyszyłam dwóm przyjaciółkom po stracie dziecka. Jedna utraciła syna w wieku lat dwóch, druga w wieku 21 lat. Wiek dziecka nie ma żadnego znaczenia dla matki.Trudna rzecz trwać przy matce przeżywającej śmierć dziecka. Ale bardzo pomocna, ważna. Można jedynie próbować wyobrazić sobie jaki to jest ból........... piekielny..........


    Towarzyszę też sobie w swoich stratach...

    Jest naprawdę dobra, choć autorstwa Amerykanki (C. Sanders) książka "Jak przeżyć stratę dziecka" napisana w oparciu o własne przeżycia. Jest też niedawno wydana książka Renaty Arendt - Dziurdzikowskiej - "Możesz odejść bo cię kocham". Ale tak naprawdę na początku potrzebna jest profesjonalna pomoc psychologa, psychiatry , bo PTSD (Zespół Stresu Pourazowego), to właściwie jest stan przypominający chorobę.

    Śmierć, która rozłącza nas z najbliższymi to strata, z którą trudno się pogodzić, ale warto próbować.

    Łączę się z Twoim żalem i współczuciem dla bliskiej Tobie Kobiety Fibulo :*******************

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko, bardzo-bardzo Ci dziękuję za te słowa i praktyczne wskazówki. :*

      Usuń
  2. Straty bliskich osób są wpisane w nasze życie - niby to oczywiste, a jednak... tak trudno się z tym pogodzić, tak trudno się na to przygotować... Bardzo, bardzo współczuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, z każdą śmiercią trudno się pogodzić i co dzień komuś umiera ktoś i trzeba się z pustką taką zmierzyć, ale śmierć wyczekanego dziecka jest po prostu ciosem okrutnym. Pewnie nie powinnam pisać w takich kategoriach, ale ta Osoba naprawdę zasługuje - jak mało kto - na odrobinę normalności i radości w życiu. I właśnie tego najbardziej nie pojmuję.

      Usuń
  3. takie sytuacje trudno zrozumieć i ogarnąć. zbyt duży smutek tak bardzo przygniata, że nie widać końca i sensu cierpienia i wytłumaczyć sobie, że to dzieję się w jakimś celu. współczuje ogromnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Mnie ogarnia rozpacz, a przecież jestem tylko "z boku", czuję ten wielki ból pośrednio. A tu dodatkowo pokarm wciąż chce żywić, w domu wszystko gotowe na powitanie Dzieciątka...

      Usuń
  4. Nie chcę sobie nawet próbować wyobrazić tej rozpaczy, która towarzyszy takiej starcie, takiej tragedii.
    Gdy mi się czasem przyśni jakaś sytuacja zgarażająca życiu moich dzieci budzę się mokra od łez i z krzykiem, i długo ten sen mnie prześladuje. kiedy nie mam z którymś kontaktu dwa dni, bo telefon wysiadł, albo są bez zasięgu, moja wyobraźnia podsuwa mi takie obrazy, że umieram z nerwów. swiadomość tego,ze życie jest kruche jak trzcinka, a dis na każdym kroku czyha jakaś patologia, drżę o me dorosłe i mężne dzieci bez przerwy. Dlatego nie próbuję sobie nawet wyobrazić i nie wiem, jak pomóc takiej matce/ojcu. myślę,że każdy ma swój rytm, w który dochodzi po latach do jakiejś równowagi. Najważniejsze jednak, to móc się wypłakać i wykrzyczeć w bólu. Żadne pocieszenie typu -zobaczysz, jeszcze będziesz miała dzieci - albo co innego, nie jest absolutnie na miejscu i nie chciałabym takiego pocieszania na siłę. Nie da się w ogóle "pocieszyć" matki po takiej stracie. Może zacząć żyć inny torem, jak zwykłam to mówić, obok tamtego dramatu, nie zapomni na pewno jak jej pękało serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę i czuję bardzo podobnie. I też unikam a wręcz tępię u innych tego rodzaju "pocieszanie".

      Usuń
  5. Pytanie nie głupie, tylko trudne..... Nie wiem dlaczego tyle bólu i cierpienia zwala się na jedną osobę.....
    I nawet człowiek wobec takiego ogromu tragedii nie wie co powiedzieć......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadne słowa nie są do końca dobre, ale skoro prosi, by nie milknąć, to widocznie w jakiś sposób są potrzebne (czasem coś z duchowego wsparcia, a czasem prozaiczne przypomnienie czy załatwienie czegoś). Ale jednak wkurza ta bezradność.

      Usuń
  6. Smutno mi bardzo, bo to jest ten rozmiar bólu, którego wciąż nie mogą w sobie zrozumieć... przeczytałam komentarz Beaty i spróbuję od nowa. Ściskam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zrozumieć się nie da, przynajmniej ja nie potrafię (a skoro to tak bardzo dotyka pośrednio, to aż strach myśleć, jak szarpie tymi, którzy go przeżywają na sobie). Trzeba próbować jakoś pomóc ten ból znosić, nim trochę złagodnieje i wtopi się w "ja".

      Usuń
  7. Mam w bliskiej rodzinie taki wypadek - strata dwudziestoletniego syna. Widzę rodziców, którzy nie mogą się podnieść. To nie było jedyne dziecko. Jest jeszcze trójka rodzeństwa. Wydaje mi się, że im starsze dziecko tym trudniej pogodzić się ze stratą. Bo ślad w pamięci jest wprost proporcjonalny do wieku zmarłego. Bo dużo wspomnień trzyma w żałobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zawsze jest tragedia i jej odczuwanie najwyżej złagodnieje, ale chyba nigdy nie zniknie.
      Z całą pewnością wspomnienia trzymają w żałobie i bolą, ale krzepiące jest też to, że jest co wspominać, że zawsze coś można z pamięci wygrzebać. W przypadku straty kilkunastodniowego dziecka wspomnień mało, a o rozpacz przyprawia też fakt, że ani jednego więcej nie będzie...

      Usuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

zakochani w Saharze

rozkaz