na Szosie i nie tylko




>5:40, otwieram oczy, a tu jasno i słonecznie. Niemal w zachwyt wpadłam i już nawet rozesłałam wici, że dzień piękny, więc każdy stawić ma się z uśmiechem do podboju czwartku gotowy. Nie trwały jednak długo ani słoneczność, ani zachwyt, morale też osłabło, bo znowu chmury zasiniły niebo. 
Zapamiętać: nie chwal dnia przed 9:30.



>A teraz kilka zdań o "Szosie Wołokołamskiej", którą sobotniego popołudnia, we wrocławskim Teatrze Polskim, miałam okazję oglądać (i przeżywać). Nie znam dramatu, nie czytałam żadnych recenzji (opis, prawdopodobnie kiedyś tak, ale nie pamiętałam) i poszłam w ciemno (no, może mając blade pojęcie co to za szosa) wiedząc tylko, że chcę zobaczyć. 

Spektakl mnie poruszył, może nawet trochę mną wstrząsnął. Odebrałam go (nie wiem, czy słusznie ;-)) przede wszystkim jako pokazanie uwikłania człowieka - w wojnę, w struktury socjalizmu, w historię, w bezsens niezamierzony, może nawet w życie, jakie mu przypadło. Błędne koło, w które los (?) wrzucił człeka i z którego trudno się wyrwać, a już na pewno nie jest możliwe to bez szkody, bez ofiar. Zapętlenie i marionetkowość ludzkich działań. 

Spektakl mocny, głośny, rządzony słowami (trzeba było raczej się skupić i wsłuchać, bo inaczej sens mógł umknąć), chwilami może nawet surrealistyczny. Czasem wybuchowe, czasem powściągliwe emocje, absurd, wyczuwalna presja przy skromnej scenografii (ale wzbogaconej multimediami) dało efekt oszałamiający. Trzech aktorów (A. Cywka, A. Szczyszczaj, R. Kronenbereger - wszyscy znani mi z innych spektakli) miotało słowami, emocjami, dźwiękami... I metamorfozami zewnętrznymi - grali różne role i często przekreowanie w nową postać następowało na scenie (aktorzy się przebierali, wkraczał charakteryzator, zmieniał im fryzury etc.) Jestem pełna podziwu, bo choć było ich trzech, to w każdej ze skrajnych ról byli niezwykle wiarygodni a musieli bardzo płynnie przechodzić z jednej w drugą, w trzecią...

Bardziej artystyczne niż komercyjne przedstawienie, mówiąc potocznie. Mnie nie pozostawiło obojętną. A bardzo lubię po wyjściu z teatru czuć dłużej klimat, który stworzono, zastanawiać się na czymś, snuć myśli, doczytać informacje, gdy w uszach jeszcze dźwięczą uporczywie powtarzane w końcowej części słowa: i zapomnieć, i zapomnieć, i zapomnieć....




>We wtorek hybryda w postaci dziatwy szkolnej, dinozaurów, deszczu, wiatru, kierowcy-wrednego gbura przyprawiła mnie o silny ból głowy wieczorem. 


>A w sobotę muszę wziąć udział w czymś, w czym niekoniecznie chcę. Ale nikt nie chce, a ktoś musi, więc ja. Wynagrodzę to sobie wieczorną "Burzą"... :-) 



>A taki kolorowy obrazek przykuł mą uwagę dziś. 





[The messenger - Jessica Stride]


Komentarze

  1. Dzisiejszy teatr ze skromnością finansów wymusza kreatywność - aktor w trzech rolach - bardzo trudne ...

    Ja też tak mam - nikt nie chce to ja muszę. Powoli uczę się wyznaczać też innych.

    Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kreatywność - niby zawsze dobra, ale jednak mogłaby mieć inne przyczyny niż niedobór...
      Pięknego weekendu!

      Usuń
  2. Obrazek śliczny :), wydarzeń dużo. Burza zapowiada się ciekawie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko takie burze lubię. ;-)
      Pozdrawiam pogodnie.

      Usuń
  3. Powiem Ci, że taki teatr otwarty na widza, do samego szpiku docierający, z dreszczem i nerwem długo po, lubię najbardziej. Zaciekawiłaś mnie, choć ostatnio na ciężkie tematy nie mam dość siły, a wręcz zdrowia i muszę zadbać o serducho, toteż sięgam po coś bardziej neutralnego. Ale ostatnio popularne wśród moich znajomych (a i ja lubię) są wszelkie tabuły rozliczenia naszej przeszłości z Niemcami i Sowietami w tle, z kwistią ukraińską, żydowską, syberiadą itp. wręcz czuję się zobowiązana to wszystko kiedyś jako tako ogarnąć, by mieć co wyjaśniać dzieciom w szkole, jak się zrodzi dyskusja.
    To Ty też uczycielka? No to już teraz (prawie) wszystko jasne:)))
    Obraz magiczny:) zastanawiam się, co ten ptak szepcze do ucha dziewczynie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na razie dbaj o siebie łagodnie, bo widocznie teraz tego Ci trzeba (wstrząsów i w życiu codziennym nigdy nie brak).
      Mnie też wszelkie skomplikowane i niejednoznaczne historie wciągają, chyba głównie dlatego, że przez zawikłanie są prawdziwe. Życie to melanż.

      Nie wiem, co ptak jej szepcze, ale coś w niej zakiełkowało. ;-)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dziękuję. I Tobie miłej! :-) Niedzieli również.

      Usuń
    2. U nas jeszcze wolny poniedziałek... dlatego w pierwszy odruchu pomyślałam, dlaczego ktoś oczekuje, że będziesz pracowała w długi weekend, ale w Polsce przecież jest trochę inaczej... pozdrawiam ciepło

      Usuń
    3. O, to wypoczywaj miło!
      Tu podeszczowy chłód (po ciepłym przedpołudniu), ale mimo to pozdrawiam słonecznie.

      Usuń
  5. Lubię, gdy emocje żyją jeszcze jakiś czas po spektaklu, wydarzeniu.
    Uśmiechaj się i miej piękny czas....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja. :-)
      Uśmiechów na weekend i pogody wszelkiej.

      Usuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

{Ale tak już jest na świecie, że kobiecie płacz przychodzi z pomocą, kiedy rozum przestaje pojmować. A płacz wie wszystko, słowa nie wiedzą, myśli nie wiedzą, nie wiedzą sny i Bóg czasem nie wie, a płacz ludzki wie. Bo płacz jest płaczem i tym, nad czym płacze.} Wiesław Myśliwski

rozmaitości powszednie

ażetki i wachlarze

fAkty

rozkaz