Bajka



Za siedmioma internetami była sobie przysypana różnościami Fibula. Przechodziły obok niej różne Ktosie i Cosie, ale mijali ją obojętnie. Może jej nie zauważali, może bali się, że ich pokłuje. Gdy przechodziła tamtędy Owca z Książką, promień słońca oświetlił ekran i zauważyła, że coś między internetowymi rozmaitościami niemrawo zabłyszczało. Zaczęła więc grzebać kopytkami (w trampkach) i odkopała Fibulę. Ugościła ją u siebie, rozmawiała, czasem czytały te same książki. Fibula krótko znała Owcę z Książką, ale gdy ją odwiedzała, to czuła się u niej dobrze. Pewnego dnia Owca z Książką powiedziała, że chce przeprowadzić wywiad, że sama niedawno jednego udzielała a teraz wybrała 11 osób, którym chce zadać 11 pytań. Fibuli aż kabłąk oddzielił się od szpili ze zdumienia, gdy dowiedziała się, że ma być jedną z nich. Najpierw wpadła w popłoch i chciała uciekać, potem pomyślała, że przecież owce fibul nie zjadają, a nawet jeśli, to Owca Oczytana woli jabłka, a potem już nic nie myślała (bo wiedziała, że im dłużej będzie się zastanawiać, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że się zdecyduje), tylko siadła i udzieliła odpowiedzi. 


Owca z Książką: Gonią Cię Niemcy! 
Pierwsza książka, jaką zabierasz z półki przed ucieczką to...

Fibula: Myślę, że sięgnęłabym po którąś z książek W. Myśliwskiego, pewnie "Ostatnie rozdanie", bo "Traktat o łuskaniu fasoli" fragmentami znam na pamięć, a "Widnokrąg" za ciężki. ;-) 
Ale kto wie, czy nie zawahałabym się nad "Wyznaję" J. Cabrego albo czy w ramach daaaawnych sentymentów nie chwyciłabym "Lotu nad kukułczym gniazdem" K. Keseya...

OzK: Będziesz biec w stronę gór, czy raczej w stronę morza?

F: W stronę morza, ale z nadzieją, że zabierze mnie stamtąd jakiś masztowiec, bo skok do wody byłby moją ostatnią podróżą i cały bieg na nic. ;-) 
Oczywiście, gdybym dała dojść do głosu rozsądkowi, to w górach łatwiej o kryjówkę, ale czy w takich sytuacjach słychać rozsądek? 

OzK: Odwracasz się, by sprawdzić, czy są już blisko, czy zaciskasz powieki i po prostu pędzisz?

F: Odwracam się z zaciśniętymi powiekami. ;-) Chyba jednak bym biegła - już taka jedna oglądała się w stronę Sodomy i nie chciałabym podzielić jej losu. 

OzK: Uratujesz po drodze jakieś zwierzę? Jeśli tak, to jakie i dlaczego będzie to owca?

F: Uratowałabym, oczywiście, Owcę, bo jabłka są raczej dostępne przez cały rok i zazwyczaj tańsze niż mango czy czereśnie. A sezonowo karmiłabym Ją truskawkami. ;-) Chociaż z ratowaniem Owcy wiązałaby się konieczność dźwigania kolejnych książek... ;-)

OzK: Niemcy odpuścili, jest już bezpiecznie i leniwie.
Chciałabyś spisać kiedyś swoje lub cudze przygody - być może zupełnie zmyślone, ale jednak sygnowane Twoim nazwiskiem?

F: Raczej nie.
Swoich to nigdy - już blog jest, jak na moją introwertyczną duszę, dostateczną ekstrawagancją i ekshibicjonizmem.
Cudze - nie wiem, czy miałabym odwagę się z tym zmierzyć.
Zmyślone - za mało we mnie kreatywności i systematyczności. 

OzK: Gdy zamykasz oczy i wyobrażasz sobie "spokój", to co widzisz?

F: Świetlistą zieleń. Ciepło. 
I chyba jednak Bliscy w zasięgu wzroku, słuchu, dotyku - bez nich ten spokój, choć może spokojniejszy to jakby niepełnowymiarowy.

OzK: Dokończ: Nie wyobrażam sobie leniwej niedzieli bez... (może być więcej niż jedna rzecz)

F: Dzbanka mocnej, liściastej herbaty, książki, pledu - jeśli zimno, spaceru - jeśli choć względnie ciepło. 

OzK: Dostajesz ode mnie jednorazowy wehikuł czasu. I co z nim zrobisz?

F: Zachowam na czarną godzinę... na przykład, gdyby gonili mnie Niemcy. ;-) 
A wtedy... hmm, tu można by wymyślić jakąś intrygującą historię, ale jeśli ma być szczerze, to przypuszczam, że  przeniosłabym się w czasy niezbyt odległe, bo w sumie dobrze mi tu, gdzie jestem. Do przeszłości, najchętniej chyba tej starożytnej, pozaglądałabym chętnie, ale tylko na chwilę (nie chciałabym się zmagać z tym, co, szczęśliwie, już minione, a na co znając moje "szczęście" bym trafiła i nie chciała pozostawić jakim jest; te wszystkie pańszczyzny, zniewolenia, ograniczenia, niedostępność do wiedzy, zabobony, sztuczne konwenanse - brrr, wiem, wiem, to w pewnym sensie nadal istnieje, ale jednak nie na taką skalę) a patrząc na kierunek, w którym zmierza ludzkość, chwilami wątpię w odległą przyszłość. 

OzK: Wodzisz palcem po mapie świata. Zatrzymujesz go. Dlaczego akurat w tym miejscu i gdzie to jest? 

F: Lizbona. Nie wiem czemu, bo nawet nigdy tam nie byłam. Widocznie gdzieś tam jest jakiś magnes, który fibulę przyciąga, i to nie jest tylko fado.

OzK: Twój wzrok najczęściej przyciąga okładki w kolorze...

F: Raczej te ascetyczne lub z jakimś magnetyzującym zdjęciem czy ciekawą grafiką. Chociaż okładka może być i "gęsta", jeśli to w jakiś sposób odnosi się do treści. Chyba kolor nie ma aż takiego znaczenia. 
Oczywiście, nie jest to najistotniejsze w książce, ale zwracam uwagę na ładną czcionkę, stronę tytułową, lubię papier lekko kremowy i przejrzyste interlinie czy marginesy - to takie detale, ale dzięki nim lektura jest przyjemniejsza.
Zdarza mi się wybrać książkę właśnie ze względu na okładkę (chyba ostatnio tak było w przypadku Cabre - opis okładkowy zraził, ale jednak zdjęcie mnie zatrzymało). Są i takie, które mnie zniechęcają, na przykład wzdrygam się przed sięgnięciem po opowiadania A. Munro właśnie ze względu na te okładki (szkoda, że biblioteki zaniechały szarego papieru ;-)).

OzK: I ostatnie pytanie.
Odpowiadasz na te pytania z własnej woli, a za Twoimi plecami nie ma żadnej owcy-ninja z gotowymi do użycia shurikenami, prawda?

F: Nnnnie mmma. ;-)




Fibula odpowiedziała na pytania i myślała, że najtrudniejszą część ma już za sobą, a tu się okazało, że nie. Bo zadać pytania po takich zmyślnych, jakie się otrzymało, jest jeszcze trudniej niż na nie odpowiedzieć. Najchętniej więc ukradłaby te od Owcy. ;-P



Komentarze

  1. Dawno już nie słyszałam słowa pled. Wszyscy się teraz tak na szybko kocami okrywają.
    A bajkę dołączę do wywiadu. Wartość całości wzrasta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, bo ja taka staroświecka jestem, to wolę pled. Poza tym pled jest z wełny ;-), a koc niekoniecznie.

      Usuń
  2. Ja bym chyba wzięła ,,Wyznaję" bo najgrubsza z tych wymienionych i może się przydać jako broń ;))
    No i gdyby jednak Niemcy cię dopadli i zamknęli w więzieniu, to masz tam tyle zagadek do rozwiązania...! Rodzaj literackiej krzyżówki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cha, cha. Cenna i praktyczna wskazówka! :-)

      Usuń
  3. Ale to fajna zabawa - łamigłówka wręcz:) I jak tu nie ratować owcy z opresji... - no, nie można...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zabawa była świetna i z przyjemnością wzięłam w niej udział. :-) Polecam, zawsze można dołączyć do ekipy ratującej Owcę. ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

{Ale tak już jest na świecie, że kobiecie płacz przychodzi z pomocą, kiedy rozum przestaje pojmować. A płacz wie wszystko, słowa nie wiedzą, myśli nie wiedzą, nie wiedzą sny i Bóg czasem nie wie, a płacz ludzki wie. Bo płacz jest płaczem i tym, nad czym płacze.} Wiesław Myśliwski

rozmaitości powszednie

ażetki i wachlarze

fAkty

rozkaz