Dwa dęby



{Niech pan sobie spróbuje wyobrazić, dwa dęby obok siebie, jeden dąb i drugi dąb, 
a jeden szczęśliwy, drugi jakby w zmartwieniu zastygły, 
na jednym aż liście drżą z radości, że żyją, a na drugim jakby chciały oblecieć.} 
Wiesław Myśliwski


Patrzę na smutne twarze ludzi, słyszę ich zgorzkniałe wypowiedzi, obserwuję nieżyczliwe zachowania... i zastanawiam się, co sprawiło (sprawiało, bo to raczej musiał być proces), że tacy się stali. Smoła trosk wrze, kipi; choć trzymana w szczelnym naczyniu duszy, czasem wycieka na zewnątrz i obryzguje innych. A niektórzy bywają wyjątkowo wylewni w swej goryczy. Myślę - choć możliwe, że to znowu efekt mojej naiwności - że mało kto jest taki sam z siebie, że w przypadku większości ludzi coś sprawiło, iż tacy się stali. Zawiodły ich stymulatory codzienne, a może nie próbowali, nie chcieli z nich korzystać, gdy jeszcze skutkowały - trudno jest szukać małych zachwytów, gdy ciężar codzienności wdeptuje w beton. Zatem snuję przypuszczenia, co musiało się stać w tych życiach i ile musiało się zadziać, że zamknęli się na zachwyty i zabarykadowali się przed Życiem. Przecież każdy rodzi się ze zdolnością dziwienia się światu.
A może to efekt niewytrzymałości na przeciwności losu? Ale przecież byli tacy, którzy podnieśli się po wojnie bezlitośnie wyszarpującej z człowieka godność, rodzinę, dobytek... A może to wynik braku pieniędzy? Nie mogą sobie pozwolić na bilet do teatru, na wyjazd weekendowy, wyjście na koncert czy do kina. Nie stać ich na sycenie duszy, bo dokarmianie i leczenie ciała pochłania wszystko. Ale są biblioteki, stacje radiowe raczące kulturą, są interesujące zajęcia organizowane przez różne fundacje etc. A może wykończeni są nadmiarem codziennych obowiązków i nieprzekładalnością wkładu pracy na jej wyniki i własne oczekiwania..., bo wystarczy popatrzeć na okładki, zajrzeć na portale - wszędzie uśmiechy, sukcesy, podróże, kolorowe życie, a tu tylko szarość. Ale przecież mamy świadomość, że nikt nie żyje samą słodyczą, bo by dostał mdłości. A może lubią się użalać, manifestować swoje rozgoryczenie. Ale wdychając takie opary można tym zatruć przede wszystkim siebie. A może życie ich przerosło - wymagania, smutki, nieprzewidziane wydarzenia. A może zbyt dotkliwie odczuwają ból istnienia i nie potrafią się odnaleźć. A może...
Nie mieści się to w żadnym racjonalnym wytłumaczeniu, bo każdy toczy swoje boje ze swoimi bólami i różnie to znosi (do jednych "szczęście" się uśmiecha, innych "pech" ciągle kopie, jedni podniosą się w glorii, a inni stoczą się od prztyczka w nos). Nic nie jest takie, jak się wydaje; codzienne fatamorgany zaburzają widzenie.
Nauczyłam się myśleć z relatywną wyrozumiałością o burkliwej pani w sklepie, nieuprzejmym facecie na przystanku, wiecznie smętnej sąsiadce, permanentnie narzekającym mężu cioci, czepliwym znajomym... I nie wiem, czy dobrze, że już to umiem. Może niesłusznie usprawiedliwiam ich uciążliwe dla innych zachowania. Możliwe, że oni wyposażeni nawet w naparstki na ukłucia codzienne, tarcze przeciw bezsilności czy poduszki antyupadkowe nadal pozostaliby tacy sami. Poza tym przypuszczam, że ta umiejętność dotyczy jednak ludzi mi względnie obojętnych; o ileż trudniej byłoby mi to znosić na co dzień. Ot, takie dywagacje przy herbacie z pigwą.



[fotografia: Eric Drigny]

__________________

  • Awatar
    fibula vel Joa · 5 mies., 1 tydzień temu
    Irmino, z Twoim rozwinięciem, niestety, trudno się nie zgodzić, a poincie dałam się całkowicie oczarować. :) Mary, w takich przypadkach chyba można nad sobą trochę popracować, tylko niektórym (większości!) chęci brak. Niech serdeczność będzie z Wami! :)
  • Awatar
    Do · 5 mies., 1 tydzień temu
    @Jioa to ważna umiejętność. ludzie nie mają energii często by podnieść głowę spod katura przgnębienia a potem kark już im się zastaje mięśnie słabną i każdy najdrobniejszy ruch wywołuje ból co dodatkowo ich przygnębia i tak pochylaja głowę jeszcze niżej..
  • Awatar
    fibula vel Joa · 5 mies., 1 tydzień temu
    Tak, Do. Ja chyba jeszcze nie potrafię rozróżnić tych prawdziwie przygniecionych od tych lubiących manifestować swoje rozczarowania…
  • Awatar
    inusia · 5 mies. temu
    Niektórzy bardzo sie ciesza z tego ,zę innym sie niepowodzi ,beziteresowna zawiść :(Serdecznie Cie pozdrawiam ♥
  • Awatar
    fibula vel Joa · 5 mies. temu
    Inusiu, dobrze, że są i tacy, których stać na bezinteresowną życzliwość. :)



Komentarze

  1. Ja też próbuję sobie jakoś takie czyjeś pesymistyczne podejście do świata tłumaczyć i zrozumieć je... Mimo wszystko trudno znieść takie marudzenie bez powodu. Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe, że znoszenie tego na co dzień, może zakwasić i pogodną osobę. A ciepłe pozdrowienia chwytam zachłannie, bo tu już wieczory zimnem otulają. :-) Serdeczności!

      Usuń
  2. Jeśli chodzi o osoby, które widzimy przez chwilę, kasjerki, ekspedientki, możliwe, że to tylko złudzenie. ;) Wszyscy oczekują od nich nieustannej życzliwości, wiecznego uśmiechu, nic dziwnego, że w końcu mają tego wszystkiego dość. Moja przyjaciółka dorabia, pracując w sklepie z ubraniami i kiedy ją odwiedzam, widzę, jak zmęczona i rozgoryczona bywa. Ale przecież ją znam, prywatnie to bardzo ciepła osoba. :) Nie mam więc śmiałości powiedzieć o kimś obcym, zwłaszcza obsługującym mnie, że "jest zbyt ponury", "mógłby się częściej uśmiechać" itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cenna i wcale nie taka częsta umiejętność (nie oceniać, próbować zrozumieć, pamiętać, że wszystko ma swoje powody etc.), więc świetnie, że jest w Twoim zasięgu. :-) Niemniej jednak będąc po tej drugiej stronie, też warto spróbować przełamać różnoprzyczynowy opór i czasem się uśmiechnąć - kropla życzliwości zwykle osładza dwa puchary. :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

zakochani w Saharze

rozkaz