Zadumka



Kilka dni temu stłukłam niebieską szklankę z ulubionego kompletu, ratując spadający kubek. Kubek (neutralny – ani lubiany, ani nie lubiany) ocalał, szklanka podzieliła się na wiele części i szklanką być przestała. Ale „z tej drugiej, pogodnej strony” (Hasek twierdził, że tak trzeba patrzeć na świat) mam nadal 5 szklanek z ulubionego zestawu.


Przed chwilą, chyba w związku z rocznicą pierwszosierpniową, przyszło mi na myśl skojarzenie, nieco absurdalne. Gdy podczas wojny, zdarzały się skrajne sytuacje, że aby ratować dziesięć osób trzeba było (?!) poświęcić jednego (np. udusić kaszlącego w kryjówce), to jak powiedzieć o człowieku, który tego dokonał? Że zabił jednego człowieka, czy że ocalił dziesięciu?
Niedorzeczne i niedostrumykowane myśli płyną mi po głowie. Czas na sen.





Komentarze

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

Tangram mojej codzienności

Pajęczyna zdarzeń

Między chwilą radości, a chwilą zadumy

Jak?

rozkaz