Wspomnienia




Wczoraj mój Dziadzio (wiem, że to brzmi dziecinnie, ale nie umiem inaczej myśleć o Tym Człowieku) miałby 86. urodziny. A tyle lat już Go nie ma w widzialnej postaci. Dożył 73. urodzin i po kilku dniach już Go nie było. A ja jakoś tęsknie do dziś wspominam niektóre Jego gesty. Jak choćby głaskanie psa, kota – niby takie mocne-dociskające, a zwierzaki to uwielbiały. Albo to, jak kura wysiedziała zimą kurczaka – mieszkał z Babcią i Dziadziem w domu, bo zimno i by zamarzł w kurniku. Został nazwany Wojtkiem, był głaskany, jadł z ręki i chodził za Dziadziem jak pies przy nodze. Dziadzio robił przepyszny i przesłodki dżem z czarnego bzu. Herbatę słodził, ale słabo mieszał i zawsze cukru sporo na dnie zostawało. Kroił nam jabłka – krąselki, były na podwórku – czy gdzieś jeszcze można spotkać tę soczystą niezwykle odmianę? Pozwalał trzymać lejce, bo siano, ziemniaki zwoziło się wozem, konkretniej z pomocą konia zaprzęgniętego do wozu. A właśnie, pamiętam też to (co wydawało mi się wówczas nie do końca zrozumiałe) że nie pozwalał przeładować tego wozu, bo koń mógłby nie dać rady, że wolał pojechać dwa razy – nie wiem, czy ciągnięcie dwa razy po mniej było dla konia lepsze, ale Dziadzio był przekonany, że tak. Chodziłam z Nim paść krowy – miałam nawet taki „kijek pasterski” – obrany spiralnie, by był ładniejszy. Palił papierosy, niestety – za co ciągle Babcia krzyczała, Dziadzio się ukrywał ale i tak każdy wiedział, że palił Popularne (fuj!) Pamiętam też zapach kremu do golenia.
Tak a’propos czytania tu o hodowlach zwierząt (w wątkach o wegetarianizmie) to pamiętam, jak moja Babcia i Dziadzio zwierzęta traktowali. To było małe gospodarstwo – 2 krowy, koń, kilka świń, kury, psy i koty, w porywach indyki lub kaczki. A te zwierzaki, to jakby współmieszkańcy. Pamiętam, jak przychodziły moje koleżanki – zabawy w domek – błotno-liściaste potrawy, potrzebna woda i jeśli wzięłyśmy wodę (jakąś puszką) z balii wody przeznaczonej do picia dla krów, to Dziadzio był oburzony, że zabrudziłyśmy wodę, którą krowy miały pić!! A my nie mogłyśmy zrozumieć, o co chodzi.
Pamiętam też, że gdy miałam ok. 4,5 lat przeprowadziliśmy się z drewniaka do domu murowanego, na tym samym podwórku i że nie mogłam się przyzwyczaić, siedziałam tam jak najdłużej z Dziadkami. Potem mieszkaliśmy w jednym budynku, ale mieliśmy oddzielne kuchnie, pokoje. Jednak zwykle z Siostrą, po szkole najpierw szłyśmy do Babci i Dziadzia, tam Babcia miała dla nas obiad – prawie wszystko z własnych upraw i hodowli było. Albo jak Babcia na łąkę zabierała nam jedzenie i jak to wszystko tam smakowało, przecież było „od zająca”. A Babcia piekła najlepsze na świecie bułeczki drożdżowe. Z serem, z makiem, z jabłkami… A ja najbardziej lubiłam takie bez nadzienia, zaplecione w warkocze, malutkie na kilka gryzów. Bułeczki mojej Babci były też znane wśród moich koleżanek i cieszyły się niezwykłym powodzeniem. A kiedyś, gdy upiekła nam na szkolny biwak na leśnej polanie – jejku! co to był za przysmak sam w sobie, a zważywszy, że my tam same gotowałyśmy, to już podwójnie. Moja Babcia uwielbiała spędzać czas na polu, w ogrodzie (warzywnym) – to jej pasja, wyrywać ziele, pielęgnować roślinki. Nigdy nie używali żadnych nawozów nienaturalnych. Choć czasem narzekała na zmęczenie, to i tak nie potrafiła bez tego żyć. Dziadzio często zasypiał wieczorem oglądając TV zawsze podparty ręką pod brodą lub palcem na policzku. W ogóle chodził spać wcześnie, jak to się mówi – z kurami, ale wstawał wraz z pianiem koguta.
Zmarł Dziadzio, a wraz z nim część Babci. Babcia przestała stopniowo gotować, piec, spędzała całe dnie na polu. Mało rozmawiała (a była bardzo wygadana, ale mówiła głównie do Dziadzia, a On słuchał-nie słuchał, potakiwał). Nie pamiętam, aby o kimkolwiek powiedział złe słowo. Babci się zdarzało, bo choleryczką była, ale i tak oboje byli kochani. Teraz Dziadzia nie ma, a Babci trzeba pilnować bardziej niż dziecka. Nawet nie poznaje nas – wnuczek, a i synów myli. Zapomina wszystko – dziwne to, bo Babcia akurat była bardzo oczytana, szczególnie zimą czytała bardzo dużo. Do dziś, mając prawie 83 lata, czyta bez okularów, ale i też bez zrozumienia. Zapomina, gdzie toaleta, wychodzi na ulicę i idzie przed siebie, twierdzi, że do domu (chyba rodzinnego), mówi tak, jakby teraz był czas, że ma 20 lat. Zapomniała, jak wyłączyć światło – stłukła żarówkę. I żal mi jednego bardzo, że trzeci wnuk (syn młodszego Syna Dziadków) nie poznał Dziadzia wcale, a Babci tez nie zna już takiej, jaką pamiętamy Ją ja i moja cudna Siostra.
Bardzo żałuję, że słabiej pamiętam Rodziców Mamusi. Bo Babcia była schorowana, sporo leżała w szpitalu, potem mieszkała u jednej z Córek, bliżej szpitala. Dziadzio też chorował – przez jakiś czas mieszkał u nas – tu jedną scenkę pamiętam, że kiedyś chciał jajko sadzone, a ja nie powiedziałam, że nie umiem i zrobiłam. Nie wiem, jakie ono wszyło, ale chwalił Pamiętam też, że Ich dzieci jeździły na zmianę, tam na noce pilnować, gdy już byli mocno chorzy (Ich Córki, w tym moja Mami, wcale nie mieszkały blisko, miały swoje obowiązki, swoje rodziny, a znajdowały na to czas!) Ten Dziadzio zmarł, gdy miałam niecałe 10 lat, a ta Babcia dwa lata wcześniej.
Strasznie chaotyczny i naiwny ten mój wpis, ale tak mi wczoraj jakoś się o tym myślało, więc teraz siadłam i zapisałam. I wiem, że nadużyłam znacząco słowa „pamiętam”, ale pamiętam.






_______________________

  • Awatar
    Ula · 2 lat, 10 mies. temu
    Bardzo pięknie pamiętasz. :)
  • Awatar
    fibula vel Joa · 2 lat, 10 mies. temu ·
    :-)
  • Awatar
    dhof · 2 lat, 10 mies. temu
    Słowa na zdjęciu są najpiękniejszym i najprawdziwszym komentarzem.


Komentarze

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

Tangram mojej codzienności

Jak?

Smutek

Pajęczyna zdarzeń

{Tkwić w zamyśleniu, w zachwycie}

rozkaz