Pstryk



Zapada zmrok, pada śniegodeszcz i miejscami przymarza, jest kwadrans po szesnastej. Rozmawiając przez telefon, zmierzam pieszo w obranym kierunku, i nagle ktoś do mnie coś krzyczy. Woła i podbiega ze świeżo odpalonym papierosem w ustach i przybrudzonym czerwonym plecakiem, z którego wyciąga kuszącą propozycję. Uśmiecham się i odpowiadam: „dziękuję, nie chcę”, nawet nie patrząc, co chce mi zaoferować. Wykrzykuje, że to okazja i wyciąga z plecaka perfumy Boss. Odpowiadam: „nie, dziękuję”. „50 złotych” – woła za mną i wciąż idzie pół kroku za mną. „Nie jestem zainteresowana” mówię, nadal grzecznie, ale „sprzedawca” lekko chwyta mnie za łokieć i demonstruje cenę na opakowaniu, że nie kłamie, że to cena ze sklepu (metka dość duża: 329 zł) i że to ostatnie, więc tylko za 40. I nadal idzie za mną (a im dłużej za mną podąża, tym niecierpliwiej zmierzam ku bardziej ruchliwej ulicy) twierdząc, że już odda za 30, byle nie wracać z tym do domu, próbuję bardziej stanowczo podziękować za ofertę, a mój rozmówca telefoniczny już pyta, czy to aby nie wymaga interwencji. Przeszedł za mną pewnie z 250 m i dopadł kolejną ofiarę, mężczyznę niosącego różę. Oddalam się jak najszybciej, dziwnie rozglądając się dokoła i przyciskając do siebie torbę (po chwili karcę się w myślach za ten stereotypowy odruch).
Niewykluczone, że wieczorem jacyś znajomi się spotkali i któreś z nich z nieukrywaną satysfakcją powiedziało: Ty, nie uwierzysz za ile dziś kupiłam (-em) oryginalne perfumy Bossa!
Nie kupiłabym z własnej woli takiego (skradzionego) towaru. No taki już ze mnie dziwak. I taki sam dziwak z mojego Męża. Mówię to nie tylko w odniesieniu do tej sytuacji, ale do kilku innych zasłyszanych wczoraj w rozmowie ze znajomymi, które wciąż wydają mi się niewłaściwe rujnujące podstawy etyki, a nawet przyzwoitości, a które, wiem, że są na porządku dziennym i dają ciche przyzwolenie takim poczynaniom. Zaś ci, którzy potrafią się dostosować mają się świetnie, a już na pewno zdecydowanie lepiej niż my, nieprzystający do dzisiejszego świata.
Ale spaceruje w okolicy jeszcze jedna myśl, a właściwie mały myślociąg. Że na nic moje oględne, ale przyglądanie się sprawie o wysiedlenie koczowiska Romów i próba spojrzenia ich oczami. Na nic przeczytanie książki i spotkanie z jej autorem, który długo dzielił podwórko z Cyganami. Próbowałam zrozumieć, a wystarczyło dzisiejsze zdarzenie, by zburzyć moje starania, bym doszła do wniosku, że nijak nie umiem tego pojąć. Bo na przykład to, co niektórzy Romowie zwą pracą na kolei, ja nazywam okradaniem podróżnych, bo uważam, że są inne sposoby ogrzania rodziny, niż porąbanie siekierą dachu wspólnej kamienicy wielorodzinnej, by napalić w swoim piecu (przykłady z książki, ale podobno autentyczne). Bo to, co dziś spotkany nachalny „sprzedawca” nazwałby zarabianiem na życie, ja wciąż naiwnie zwę paserką.
A może to jest tak, że ja, nie kupiwszy tego bossa, dziś odebrałam jego bliskim kolację?
Pstryk. Wyłączam myślenie. Włączam muzykę.

 

___________________________

  • Awatar
    Paweł Dąbrowski · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Są takie firmy marketingowe, które werbują młodych ludzi do takiego nachalnego wciskania perfum właśnie. Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale kontakt w tymi wytrenowanymi sprzedawcami jest raczej przykry. Dwukrotnie miałem kłopoty z uwolnieniem się od niechcianego kontaktu. Pamiętam, że raz było to na Półwiejskiej w Poznaniu. Później jak widziałem, że ktoś zbliża się do mnie z pudełkiem wody toaletowej robiłem od razu jednoznaczny gest ręką, że nie chcę kontaktu.
  • Awatar
    fibula vel Joa · 1 rok, 1 miesiąc temu
    MaryBeboDhof - dziękuję za Wasze opinie i zrozumienie. Diazie, ”pstryk” ma mniejszą skuteczność, niż się spodziewałam. Inusiu, nie obwiniam się, opisałam tylko ten „myślociąg”. Ulu, nie wiedziałam, że to na skalę masową; ja jakoś nie umiałam zatamować słowotoku tego oferenta. Pawle, takich natarczywych sprzedawców też spotykam, zaczepiają, mają testery i często próbują nimi atakować ;) , ale oni zwykle po – czasem kilkukrotnym – „nie”, odpuszczali. Tutaj natomiast nachalność wzbudziła wręcz mój lekki strach, Boss był ewidentnie skradziony, a „sprzedawca” nie poraził świeżością.
    PS Przeedytowałam lekko ten wpis, gdyż był zbyt niejednoznaczny (jednak wciąż jest prawdziwy).
  • Awatar
    Beata · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Już chciałam napisać, że zazdroszczę Tobie tego wyłącznika, gdy przeczytałam w komentarzu, że nie działa on zadowalająco. Ja też mam ten felerny, niestety…
  • Awatar
    Sylwia · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Tych nachalnych narosło ostatnio jak grzybów po deszczu. Czasem boję się odebrać telefon. Swiat brnie w ślepy zaułek.
  • Awatar
    fibula vel Joa · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Beato, obie mamy z jakiejś wybrakowanej serii. Sylwio, tak, namolny deszcz naprzykrzających się natrętów.

Komentarze

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

zakochani w Saharze

rozkaz