Przyziemnie




Obudziłam się z bólem głowy. Olejek nie pomógł. Wreszcie wzięłam tabletkę. Też nie pomogła. Po powrocie do domu, zachowałam się wyrodnie nieco, bo włączyłam dziecku bajkę (wcześniej dając zupę) i położyłam się. 40 minut i wstałam bez bólu. Nie wiem, czy to przypadek, czy też mój organizm domagał się odpoczynku.
*****
{Każdy z nas należy do różnych zbiorowości ludzkich, które przechowują swoją tożsamość, chociaż zmienia się ich skład; jest naturalne, że identyfikujemy się z tymi zbiorowościami – narodem, Kościołem, jakąś organizacją polityczną czy społeczną, jakąś instytucją, np. szkołą, szpitalem uczelnią, miastem, a że się identyfikujemy to znaczy, że mamy poczucie, że los tej zbiorowości jest naszym losem, nie tylko dlatego, że nas osobiście dotykają jej niepowodzenia, albo wzbogacają jej sukcesy, ale także dlatego, że jest ta zbiorowość w naszych oczach pewnym ciałem moralnym, czymś cennym.} Leszek Kołakowski
Byłam dziś na sesji Rady Miasta. Pierwszy raz. Pomyślałam, że zobaczę, jak to wygląda i te wszelkie zasłyszane narzekania, typu „a co oni tam robią? biorą nasze pieniądze za siedzenie” itp. jakoś odniosę do rzeczywistości. Nie poszłam tam tylko dlatego, to było niejako przy okazji, bo cel główny to „protest” rodziców i nauczycieli przeciw złączeniu szkoły podstawowej z gimnazjum w zespół szkół. Sesja miała rozpocząć się o godz. 12:00. Kilka razy Przewodniczący zapraszał, przypominał, że już południe, ale zdaje się kwadrans akademicki obowiązuje również w Ratuszu. O 12:17 było sprawdzanie listy obecności. I tu zaskoczenie – nie obyło się bez pomyłek. Bo, mimo skomputeryzowania, a może przez to właśnie, wystąpiły niejasności przy pierwszym głosowaniu. Otóż był jeden radny, którego na liście nie było. A na liście go nie było, ponieważ zapomniał karty i się nie zalogował. Wezwanie pomocy technicznej. Ponowne sprawdzenie listy obecności. Ponowne głosowanie. Wszystko działa! Następnie było wypunktowanie porządku obrad. Odczytanie dwóch interpelacji. A następnie kilka sprawozdań – SANEPID, Straż Pożarna, Policja, Prokurator, Kurtaorium, NGO… Trwało to tak długo, że większość rodziców (często spieszących się do pracy) wyszła. Ale, ale nie tylko widownia wyszła. Otóż aktorzy owego spektaklu również i to w większości. Na sali została garstka (piszę to bez złośliwości i obiektywnie) radnych. A z tej garstki wyłoniła się krzta słuchających owych sprawozdań. Inni zajęci byli telefonami komórkowymi, laptopami, szeptami… Jeśli to nie interesowało nawet, to z poczucia przyzwoitości i szacunku dla przygotowujących i odczytujących, wypadało słuchać lub chociaż nie przeszkadzać. A że te odczyty były czasochłonne, to przez większą część sesji, radnych brakowało. Trudno w to uwierzyć, ale dzieci w pierwszej klasie szkoły podstawowej są bardziej zmobilizowane i pilne. Ja naprawdę liczyłam, że dzisiejszy dzień określi mój stosunek do posiedzeń Rady Miasta. No i określił, tylko innego określenia się spodziewałam. I wcale nie za siedzenie biorą pieniądze, większość za (wy)chodzenie.
Zirrrytowałam się wielokrotnie, ponieważ każdy (!) sprawozdawca powtarzał w swojej wypowiedzi po kilka razy „w dwutysięcznymjedenastym roku”!
Sala Sesyjna (fot. K. Kieć)

____________________

  • Awatar
    dhof · 2 lat, 10 mies. temu
    Zupełnie jak mojej Radzie Gminy :(
  • Awatar
    fibula vel Joa · 2 lat, 10 mies. temu ·
    A ja jeszcze się łudziłam, że może tak trafiłam, ale po Twoim komentarzu, Dhof, już przyjmuję smutną prawdę.
  • Awatar
    fibula vel Joa · 2 lat, 10 mies. temu ·
    A szkoły i tak połączą :(


Komentarze

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

zakochani w Saharze

rozkaz