czwartek, 15 listopada 2012

O motylach uwięzionych



Poczytuję książkę, która mnie chwilami irytuje i od której jednocześnie nie mogę się oderwać. Z jednej strony jest tam czułość, z drugiej czasem się wzdrygam. Nie potrafię tego wyjaśnić. Pisanie jakby „z boku” a jednocześnie z głębi serca. Niby chłodne zapiski, a pełne szczerości. Książkę nabyłam właściwie przypadkiem na wyprzedaży (za 5zł) Ot tak przeczytałam kilka zdań, wiedziałam, że będzie mną miotać, a i tak kupiłam.
{Jako ojca dwojga upośledzonych dzieci zaproszono mnie do udziału w programie telewizyjnym. Opowiadałem o swoich synach kładąc nacisk na to, że często śmieszy mnie ich nieporadność i że nie wolno pozbawiać dzieci upośledzonych luksusu, jakim jest rozśmieszanie ludzi. Kiedy dziecko umaże się, jedząc krem czekoladowy, wszyscy się śmieją; kiedy zrobi to dziecko upośledzone, nie śmieje się nikt. Ono nigdy nie rozśmieszy nikogo, nigdy nie zobaczy uśmiechniętych twarzy ludzi, którzy patrzą na nie – usłyszy najwyżej nieliczne chichoty naigrywających się głupców. Obejrzałem program, który był emitowany po zmontowaniu. Wycięto wszystko na temat śmiechu. Kierownictwo uznało, że należy mieć wzgląd na rodziców. Mogliby się poczuć zaszokowani.}
{Thomas i Mathew rosną, mają jedenaście i trzynaście lat. Przyszło mi do głowy, że kiedyś będą mieli zarost, trzeba będzie ich golić. Wyobraziłem ich sobie z brodami. Pomyślałem, gdy dorosną, podaruję każdemu dużą zakrzywioną brzytwę. Potem zamkniemy ich w łazience i niech sobie radzą z brzytwami. Kiedy ze środka nie będzie dobiegał żaden dźwięk, weźmiemy szmatę i pójdziemy posprzątać łazienkę.}
{Moje dzieci są bardzo serdeczne. W sklepie Thomas chce wszystkich całować: starych i młodych, bogatych i biednych, roboli i jajogłowych, białych i czarnych – bez wyjątku. Ludzie są lekko stropieni, kiedy dwunastoletni chłopak rzuca się ich ściskać. Niektórzy się cofają, inni pozwalają na całusa i potem, ocierając twarz chusteczką, mówią: „Jaki miły!”. To prawda, moi synowie są mili. Nigdzie nie dostrzegają zła, istne niewiniątka. Oni są sprzed grzechu pierworodnego, z czasów, gdy wszyscy byli dobrzy, natura życzliwa, wszystkie grzyby jadalne, a tygrysy pozwalały się głaskać.}
Jean-Louis Fournier
„Tato, gdzie jedziemy?"

_________________________


  • Awatar
    Mary · 2 lat, 3 mies. temu
    Mnie też to zaintrygowało, ale nie wiem, czy uda mi się dotrzeć do tej książki. Muszę sobie zapamiętać tytuł i autora…
  • Awatar
    fibula vel Joa · 2 lat, 3 mies. temu
    Dołożyłam jeszcze dwa, MMaM, by trochę pokazać skąd te moje sprzeczne wrażenia. Już drugi raz czytam Twój komentarz i utwierdzam się w przekonaniu, o ile więcej trzeba mieć (wypracować) w sobie odwagi, siły i cierpliwości, by sprostać. Wsparcie nieodzowne!
  • Awatar
    Do · 2 lat, 3 mies. temu
    patrze czasem na rodziców pacjentów mojej mamy, jacy są różni, a jacy jednacy w tej wierze i nadziei, jakie pokładają w swoich dzieciach, w chłopcu o IQ ledwo trzycyfrowym, który doszedł do gimnazjum, w dziewczynce, która choć mocno upośledzona i nie chodzi, to pięknie maluje, we Franku, który mówi we własnym języku tylko sobie i częściowo już jego rodzicom zrozumiałym..
  • Awatar
    iriszka · 2 lat, 3 mies. temu
    W czasie tych wakacji spotkałam rodziców i ich syna. Nazwy choroby (genetycznej) nie jestem w stanie powtórzyć. Ile wiedzieli o tej chorobie, jak wyszukiwali terapeutów mądrych, innowacyjnych, jak prowadzili rozmowę z synem – byłam pod wrażeniem, każda minuta była ważna. Paradoks: lepsze było niepromowanie syna z gimnazjum do liceum, lepsze było to samo gimnazjum po raz wtóry – tam byli Ludzie_którym się chciało.
  • Awatar
    Ako2086 · 2 lat, 3 mies. temu
    Musze przeczytac tę książkę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane