wtorek, 29 stycznia 2013

Na wymarciu


"Chodzi mi o to, aby język giętki/ powiedział wszystko, co pomyśli głowa.” Te słowa J. Słowackiego nowa, młoda nauczycielka poleciła nam w piątej klasie szkoły podstawowej zapisać jako motto, na pierwszej stronie zeszytu do j. polskiego. Uczyła nas rzetelnie, z wymaganiami i z zaangażowaniem. Gdy dotarliśmy do siódmej klasy, ta sama nauczycielka pozostała bez krzty pasji, bez odrobiny polotu, ale z licznymi kaprysami. „Bo mam taki kaprys” było najczęściej wypływającym z Jej ust zdaniem i utkwiło mi w pamięci tak dobrze, jak ów cytat z zeszytu. A że zdecydowanie lepszą mam pamięć wzrokową, można sobie łatwo wyobrazić, jak często musiałam słyszeć te słowa. [Jeszcze kilkoro nauczycieli podobne wspomnienia przywołuje. Gdy przez kilka lat styczności edukacyjnej obserwowałam wymarcie ich zaangażowania i popadanie w wygodną rutynę. Niektórych już zastałam z martwicą zawodową.]
W ósmej klasie byłam, gdy owa pani poszła na zwolnienie, potem na urlop macierzyński i w zastępstwie przyszła emerytowana nauczycielka taką miłością i do j. polskiego, i do nauczania, i do uczniów napełniona, że mimo iż wszystkich chętnie nią obdzielała (a niechętnych przynajmniej nie zrażała) to nic Jej nie ubywało. Na dodatkowe zajęcia (za które nie dostawała pieniędzy) przychodziła prawie cała klasa.
Owa, wspomniana jako pierwsza, pani cztery lata temu została dyrektorem szkoły i doprowadziła placówkę do ruiny. Szkołę, którą poprzedni dyrektor przy pomocy swojej pasji, zaangażowania zdecydowanie ponadprogramowego oraz zmobilizowanej przezeń lokalnej społeczności (dodam, że poczucie jedności i dobra wspólnego nie było mocną stroną okolic mych rodzinnych) odbudował niemal z gruzów. Z rumowiska zastanego, bo większość moich lat szkolnych, zanim został dyrektorem, spędziłam w salach z piecami kaflowymi (w których często palić musieli uczniowie, bo woźna alkohol lubiła nadgorliwie i niezależnie od pory dnia), z „toaletą” poza budynkiem (chyba nazwa „wychodek” by tu pasowała), bez bieżącej wody, z nie domykającymi się oknami etc. A były to już lata 90-te. Budynek z rudery stał się widowiskowy, otoczenie również. Szkoła stała się także miejscem spotkań, jednoczących mieszańców. Wszyscy dbali, by było pięknie i miło.
I tak mi się smutno ostatnio zrobiło, gdy byłam latem i zobaczyłam zarośnięte trawniki, zaniedbane iglaki, pełne chwastów klomby (pamiętam, że my mieliśmy powyznaczane dyżury wakacyjne, by o ten przyszkolny ogród dbać; było tam tak pięknie i przyjemnie, że tam się chodziło na spacery). Budynek prawie pusty, odrapany, z zaciekami. Nie ma już okolicznościowych spotkań dla mieszkańców, wynajęta sala gimnastyczna już nie jest wykorzystywana. Nawet uczniów niewielu, bo większość rodziców dzieci przeniosła do innych szkół, gdyż owa pani dyrektor alkohol pokochała bardziej niż podopiecznych i zarządzanie (wszyscy twierdzą, że zanim zaczęła pełnić tę funkcję).
Gdzie się gubi pasja i czemu tak szybko jej ubywa niektórym? Czemu często wraz z pasją odchodzi zwykła przyzwoitość? Pozwala się zaprzepaścić lata ciężkiej pracy i zaangażowania wielu ludzi. Wójt gminy (ten sam od wielu kadencji) powiedział, co, niestety, miałam okazję słyszeć osobiście, że się cieszy, że nie będzie musiał szkoły zamykać, bo umiera naturalną śmiercią. A mnie, głupiej, żal…
A kot siedzi i piłuje (ostrzy?) pazurki.



_____________________________________

  • Awatar
    Do · 2 lat, 1 miesiąc temu
    patrzyłam na moich znajomych ze studiów o profilu iście nauczycielskim, kto jaki procent z nich kiedykolwiek prezentował faktyczną fascynację, umiejętnośc przekazu?? niewielu niestety ..starożytne wyzwisko ”obyś cudze dzieci uczył”.. działa jak kłatwa
  • Awatar
    Anka · 2 lat, 1 miesiąc temu
    oj ,jest w tym wiele przesady,są i tacy i tacy a jedna jaskółka wiosny nie czyni,a kot dobry ;)
  • Awatar
    fibula vel Joa · 2 lat, 1 miesiąc temu
    Jiji, wiem i to krzepiące, ale ta miejscowość nie jest taka mała, a zlikwidowano już bibliotekę (mimo protestów mieszkańców, bo gmina nie miała pieniędzy na utrzymanie). Mary, jakieś chwile przygaszenia miewa każdy, a na wypalenie składa się, zapewne, wiele czynników. Ale ani nie jest to zależne od stażu pracy, ani od płci, chyba najbardziej zależy od tego, jakim się jest człowiekiem. Na tym przykładzie, niestety prawdziwym, widać, że za te same pieniądze, na tym samym stanowisku, w tej samej społeczności – jedni potrafią zdziałać cuda, a inni potrafią zniszczyć pracę poprzedników. Do, szczęśliwie spotkałam kilku nauczycieli, których dotychczas wspominam z wdzięcznością :)  Anko, przecież ja właśnie we wpisie podałam przykłady, że są tacy i tacy; a ten kot jakoś niewzruszenie patrzy na to wszystko.
  • Awatar
    fibula vel Joa · 2 lat, 1 miesiąc temu
    Właśnie, Olu – dwie pielęgniarki, dwóch monterów, dwóch prezesów… przykłady dookoła.
  • Awatar
    Anka · 2 lat, 1 miesiąc temu
    Tak,wiem Joa,wiem, w szkolnictwie tak bywa.Pisząc- przesady- miałam na myśli pozę nauczycieli polegającą na często bezmyślnym dostosowywaniu się do realiów,szczególnie politycznych a to w kolejności prowadzi do takich destrukcyjnych zachowań.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane