wtorek, 2 lipca 2013

Chwiloczucia


Przyglądam się ostatnio w obrazom Romy Ligockiej. Choć są, w większości, smutne, przyciągają mnie. Zerkam na nie poczytując „Czułość i obojętność”. A dla odmiany równorzędnie czytam „Szpital Przemienienia” Stanisława Lema. Skrajnie nieco.
Poprzednio były to: „Chustka” Joanny Sałygi (papierowy zapis blogu) i powieści oraz opowiadania Michela Fabera. Też krańcowo.
Mam kilkoro Ulubieńców (w torbie, przy łóżku, na biurku, na lodówce…) do poczytywania w chwilkach niepozornych i wybraną powieść do zanurzenia się w niej.
Bo tak lubię – ze swojego świata wskakiwać na moment w inne, odmienne – często coś dla siebie z nich wychwycić, po(d)chwycić tudzież się zachwycić.
***
Jutrzejsza zbiórka ubrań na osiedlu przez PCK zmobilizowała mnie do wszafiesprzątania. Moda to nie jest mój żywioł (niestety?) i nie mam też wiele fatałaszków, jednak niemal w każdej szafie można się dopatrzeć czegoś, w czym się już nie chodzi. Ale zaskoczyło mnie jedno: otóż im starsze moje ubrania, tym lepszej są jakości. Kolorowa bluzka, którą kupiłam w odległych licealnych czasach wciąż jest tak samo intensywne barwy i wszystkie szwy w tym samym miejscu, jak w dniu zakupu. Nie rozciągnęła się w żadną stronę. [Sprawdziłam przed chwilą, że owa polska firma nadal istnieje, ma siedzibę w Łodzi i pewnie warto by się rozejrzeć przy następnych zakupach właśnie za jej produktami.] Satynowa koszulka z osiemnastych urodzin nie ma żadnego kłaczka i nadal ma wyraźny szafirowy kolor. A tymczasem ubiegłoroczne bluzki nie nadają się, ani by w nich chodzić, ani by je oddać – zmechacone, wyblakłe, rozciągnięte. Odwrotna proporcjonalność czasu użytkowania względem wyglądu.
A na wieczornej przechadzce Córa dostrzegła malwy. Rosną i kwitną pięknie przy jednym z wrocławskich śmietników. Różowe. Przypomniała sobie, że na zerówkowych zajęciach rozmawiali o malwach, malowali je widząc wcześniej tylko na zdjęciach. A tu taka jedna sobie wyrosła i miejsce przeciętne uczyniła niezwykłym. I ucieszył nas jej widok. Córa uradowana, bo zauważyła i rozpoznała te kwiaty, nigdy wcześniej ich w rzeczywistości nie widząc, a ja – bo już niemal zapomniałam, jak niegdyś każde podwórko umalwiały. Przy moim domu rodzinnym rosły białe, bordowe i różowe.
To miejsce, ten czas sycą moje „ja”, ale choć wiem, że na wczorajszym dniu już osiadł kurz, to dopuszczenie do siebie tego faktu (ileż to już lat minęło od liceum! jak dawno malw na podwórkach nie ma!) trochę jakby ukłuło.  ;-)


____________________


  • Awatar
    Asia · 1 rok, 8 mies. temu
    Ja też malwy pamiętam z dzieciństwa, obrywaliśmy jej owoce (chyba) w których siedziały stłoczone okrągłe nasionka, zdarzało się też, że gdy w kwiecie był akurat trzmiel, to któreś z nas – dzieci zamykało płatki kwiatu więżąc w nim owada i strasząc nim resztę. W ogóle pamiętam z dzieciństwa różne rośliny, ich kolory, zapachy, faktury. Były nieodłączną częścią dziecięcego świata…
  • Awatar
    dhof · 1 rok, 8 mies. temu
    ,, Czułość i obojętność” przeczytałam jednym tchem. Klasyczne, dobre gatunkowo rzeczy z naturalnych materiałów zostawiam. Ulubina spódnicą mojej córki jest moja spódnica, którą wystałam w gigantycznej kolejce w Modzie Polskiej we Wrocławiu w 1983roku :D
  • Awatar
    Ula · 1 rok, 8 mies. temu
    Na warszawskim podwórku kiedyś tam – też rosły malwy. Teraz rosną pod moim oknem. Podróże w czasie między jednymi a drugimi, coraz dłuższe…
  • Awatar
    Do · 1 rok, 8 mies. temu
    takie drobiazgi jak malwa samotna pod śmietnikiem potrafią nagle i mocno chwycić za serce. a ligocka wspaniała artystka, pełna smutku i przeżyć jednocześnie
  • Awatar
    fibula vel Joa · 1 rok, 8 mies. temu
    MaryMartoAsiuDhofUluDo – dziękuję, że mimo letniego marazmu blogowego zajrzałyście i podzieliłyście się refleksjami :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

{Czy to takie ważne o czym? Sama rozmowa jest wystarczającym powodem, aby chcieć porozmawiać.}
/Wiesław Myśliwski/

ostatnio czytane