Błahość czynu?



Wróciłam ostatnio do zbioru opowiadań Michela Fabera „Bliźnięta Fahrenheit”. I zachwyciłam się tą prozą tak samo mocno, jak kilka lat temu. Zaskakujące, wstrząsające, zwyczajne, z otwartą fabułą – istna hybryda.
A przypomniałam sobie o nich przy okazji kolejnych smutnych wydarzeń z małym dzieckiem i jego matką. Gdzieś pod stertami spraw bardziej i mniej ważnych w mojej pamięci kryło się opowiadanie o matce, która zabiła dziecko, choć wcześniej nieporadnie szukała pomocy. Ale wówczas jeszcze nie sięgnęłam po tę opowieść. Jednak wczoraj, po lekturze, jak dla mnie wstrząsającej, Przeglądarki Anny Janko „Nie lubię mojego dziecka” w lutowym „Z”, przeczytałam „Błahość czynu”. Za dużo jak na jeden wieczór. Musiałam ochłonąć.
To akurat opowiadanie, nieco surrealistyczne (a może ja chcę uparcie wierzyć w małe prawdopodobieństwo?), choć jak się poczyta, posłucha o tym, co się dzieje dokoła, to jest bardziej realne niż by się mogło wydawać. Znowu naszły mnie refleksje, że kobieta, jednak musi czuć niewyjaśnioną więź z dzieckiem lub/oraz mieć wsparcie, by przetrwać wszelkie trudy.
A co jeśli tej więzi (jeszcze) nie ma? Większości matek trudno to sobie wyobrazić. Mnie też trudno, choć próbuję, bo zewsząd dowody, że tak bywa. Nie daje mi spokoju jedno pytanie – czemu tak mało tak bardzo potrzebnej pomocy z zewnątrz?
Teraz jeszcze przypomniałam sobie o, dawno oglądanym, „Placu Zbawiciela” Krzysztofa Krauzego. Inna sytuacja. Ale też pokazuje, jak brak wsparcia i bezradność prowadzić mogą do katastrofy. I czyja w tym wina?

___________________________



  • Awatar
    Marika · 3 lat temu
    Zreszta kobiecie jak kobiecie, ale jej dziecku to juz naprawde watpie… :(
  • Awatar
    fibula vel Joa · 3 lat temu ·
    Nie wiem, Mariko. Liczę na to, że można. Z zewnątrz – mam na myśli najbliższą rodzinę, przyjaciół, ale i położną środowiskową, psychologa, a nawet próbę zrozumienia na portalach, na których pogubione matki piszą, że sobie nie radzą itp. Na pewno da się pomóc w przypadku depresji poporodowej. A z tym, co opisuje Anna Janko, to jest znacznie trudniejsza sprawa. Pewnie długotrwała terapia co nieco pomoże. A może takie sytuacje, to wynik nieleczonych depresji poporodowych właśnie? Bo większości z nas, przyznaję, że dla mnie też jest to trudno pojąć, jest to dziwne/zaskakujące/niezrozumiałe, jak można nie kochać własnego dziecka (tym bardziej, że tyle ludzi jest w stanie pokochać dzieci adoptowane). Skoro jednak ktoś daje jakieś znaki, nawet niebezpośrednie, to znaczy, że prosi o pomoc.
  • Awatar
    fibula vel Joa · 2 lat, 12 mies. temu ·
    Dla niemających papierowego, lutowego „Z”, Przeglądarka Anny Janko dostępna już tu
  • Awatar
    diaz · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Jakie to dziwne, Joo. Tekst Anny Janko czytałem, kiedy Cię jeszcze nie znałem. ”Bliźnięta…” już za Twoim podszeptem. A dzisiaj czytam Twój blog o jednym i drugim :)
  • Awatar
    fibula vel Joa · 6 mies., 2 tygodni temu ·
    Okoliczności lubią spacerować cicho i zwinnie. Jak koty.

Komentarze

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

Tangram mojej codzienności

Jak?

Smutek

Pajęczyna zdarzeń

{Tkwić w zamyśleniu, w zachwycie}

rozkaz