Europejska Noc Literatury 2014


I wybrałam się na Europejską Noc Literatury. :-) 

Cóż to jest? In brevi: 10 miejsc we Wrocławiu, 10 wyjątkowych Gości, 10 europejskich książek. W godzinach 18:00-23:00, co 30 minut czytanie tego samego fragmentu książki w tym samym miejscu przez tego samego lektora, ale dla innych słuchaczy. Bo słuchacze przemieszczają się pomiędzy wskazanymi miejscami i w dowolnej kolejności je odwiedzają.



Było to bardzo miłe doznanie - spotykanie licznych grup ludzi przechodzących pomiędzy miejscami czytań, słuchających, wymieniających się opiniami (nie mam tu na myśli grupki znajomych lecz ogół) - gdzie warto pójść, kogo posłuchać, po którą książkę sięgnąć etc. Cieszyło to, że do specjalnie przybyłych słuchaczy paradujących z żółto-czarnymi naklejkami, ulotkami, dołączali ludzie z ulicy. :-) Choć nie da się też ukryć, że najwięcej ludzi przyciągały najbardziej popularne nazwiska... lektorów, nie - pisarzy. 
Jeśli chodzi o interpretację słuchanego tekstu, to najbardziej mnie urzekli: Przemysław Bluszcz (cudnie czyta! o ile nie przepadam za głośnym czytaniem, o tyle jego mogłabym słuchać) i Rafał Kwietniewski (świetnie wczuł się w klimat; jedyny czytający, spory fragment, w ruchu - iście aktorska interpretacja tekstu). Drugie miejsce w moim osobistym rankingu przyznaję ex aequo: Jackowi Poniedziałkowi, Redbadowi Klijnstrze i Błażejowi Peszkowi. Też baaaardzo mi się podobało i normalnie bym ich postawiła razem z wymienionymi wcześniej, ale jednak tamci się bardziej wyróżnili w interpretacjach. Ewa Dałkowska bardzo przyzwoicie. Krystyna Czubówna oczywiście też, ale niestety, przy dłuższym czytaniu mnie by uśpiła (miałam wielki problem ze skupieniem się, gdy słuchałam i dużo do mnie nie docierało). Nie podobała mi się interpretacja A. Chyry, taka od niechcenia (możliwe, że akurat tak trafiłam), a było sporo dialogów i wydawało się to dużo łatwiejsze do czytania niemonotonnego niż np. opowiadania T. Prochaśki. To - oczywiście - moje bardzo subiektywne wrażenia.
Czytania Jana Miodka i Elżbiety Golińskiej nie słyszałam. 
Punkty czytań świetne. Każde miejsce miało swój urok - jedne same z siebie (jak dziedziniec Ossolineum, ogród Muzeum Miejskiego tudzież Oratorium Marianum) a inne nadany im przez to wydarzenie (jak pozostałości po laboratorium w budynku po Instytucie Farmacji AM czy Przejście Garncarskie). Choć pewnie nic nie przebije ubiegłorocznego Krzesła Kantora czy łódki w basenie.
Nocne czytanie było raczej dla dorosłych, ale w dzień nie brakowało inspirowanych literaturą atrakcji dla dzieci, czym zachwycona była moja Córa.
Aż żal, że w ubiegłym roku nie udało mi się pójść na ENL. Liczę jednak, że to wydarzenie wpisze się na stałe w kulturalną mapę Wrocławia.



Komentarze

ostatnio czytane

czereśnie i tajemniczy mierniczy

Bagatelki

zakochani w Saharze

rozkaz