wtorek, 21 stycznia 2014

Pstryk



Zapada zmrok, pada śniegodeszcz i miejscami przymarza, jest kwadrans po szesnastej. Rozmawiając przez telefon, zmierzam pieszo w obranym kierunku, i nagle ktoś do mnie coś krzyczy. Woła i podbiega ze świeżo odpalonym papierosem w ustach i przybrudzonym czerwonym plecakiem, z którego wyciąga kuszącą propozycję. Uśmiecham się i odpowiadam: „dziękuję, nie chcę”, nawet nie patrząc, co chce mi zaoferować. Wykrzykuje, że to okazja i wyciąga z plecaka perfumy Boss. Odpowiadam: „nie, dziękuję”. „50 złotych” – woła za mną i wciąż idzie pół kroku za mną. „Nie jestem zainteresowana” mówię, nadal grzecznie, ale „sprzedawca” lekko chwyta mnie za łokieć i demonstruje cenę na opakowaniu, że nie kłamie, że to cena ze sklepu (metka dość duża: 329 zł) i że to ostatnie, więc tylko za 40. I nadal idzie za mną (a im dłużej za mną podąża, tym niecierpliwiej zmierzam ku bardziej ruchliwej ulicy) twierdząc, że już odda za 30, byle nie wracać z tym do domu, próbuję bardziej stanowczo podziękować za ofertę, a mój rozmówca telefoniczny już pyta, czy to aby nie wymaga interwencji. Przeszedł za mną pewnie z 250 m i dopadł kolejną ofiarę, mężczyznę niosącego różę. Oddalam się jak najszybciej, dziwnie rozglądając się dokoła i przyciskając do siebie torbę (po chwili karcę się w myślach za ten stereotypowy odruch).
Niewykluczone, że wieczorem jacyś znajomi się spotkali i któreś z nich z nieukrywaną satysfakcją powiedziało: Ty, nie uwierzysz za ile dziś kupiłam (-em) oryginalne perfumy Bossa!
Nie kupiłabym z własnej woli takiego (skradzionego) towaru. No taki już ze mnie dziwak. I taki sam dziwak z mojego Męża. Mówię to nie tylko w odniesieniu do tej sytuacji, ale do kilku innych zasłyszanych wczoraj w rozmowie ze znajomymi, które wciąż wydają mi się niewłaściwe rujnujące podstawy etyki, a nawet przyzwoitości, a które, wiem, że są na porządku dziennym i dają ciche przyzwolenie takim poczynaniom. Zaś ci, którzy potrafią się dostosować mają się świetnie, a już na pewno zdecydowanie lepiej niż my, nieprzystający do dzisiejszego świata.
Ale spaceruje w okolicy jeszcze jedna myśl, a właściwie mały myślociąg. Że na nic moje oględne, ale przyglądanie się sprawie o wysiedlenie koczowiska Romów i próba spojrzenia ich oczami. Na nic przeczytanie książki i spotkanie z jej autorem, który długo dzielił podwórko z Cyganami. Próbowałam zrozumieć, a wystarczyło dzisiejsze zdarzenie, by zburzyć moje starania, bym doszła do wniosku, że nijak nie umiem tego pojąć. Bo na przykład to, co niektórzy Romowie zwą pracą na kolei, ja nazywam okradaniem podróżnych, bo uważam, że są inne sposoby ogrzania rodziny, niż porąbanie siekierą dachu wspólnej kamienicy wielorodzinnej, by napalić w swoim piecu (przykłady z książki, ale podobno autentyczne). Bo to, co dziś spotkany nachalny „sprzedawca” nazwałby zarabianiem na życie, ja wciąż naiwnie zwę paserką.
A może to jest tak, że ja, nie kupiwszy tego bossa, dziś odebrałam jego bliskim kolację?
Pstryk. Wyłączam myślenie. Włączam muzykę.

 

___________________________

  • Awatar
    Paweł Dąbrowski · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Są takie firmy marketingowe, które werbują młodych ludzi do takiego nachalnego wciskania perfum właśnie. Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale kontakt w tymi wytrenowanymi sprzedawcami jest raczej przykry. Dwukrotnie miałem kłopoty z uwolnieniem się od niechcianego kontaktu. Pamiętam, że raz było to na Półwiejskiej w Poznaniu. Później jak widziałem, że ktoś zbliża się do mnie z pudełkiem wody toaletowej robiłem od razu jednoznaczny gest ręką, że nie chcę kontaktu.
  • Awatar
    fibula vel Joa · 1 rok, 1 miesiąc temu
    MaryBeboDhof - dziękuję za Wasze opinie i zrozumienie. Diazie, ”pstryk” ma mniejszą skuteczność, niż się spodziewałam. Inusiu, nie obwiniam się, opisałam tylko ten „myślociąg”. Ulu, nie wiedziałam, że to na skalę masową; ja jakoś nie umiałam zatamować słowotoku tego oferenta. Pawle, takich natarczywych sprzedawców też spotykam, zaczepiają, mają testery i często próbują nimi atakować ;) , ale oni zwykle po – czasem kilkukrotnym – „nie”, odpuszczali. Tutaj natomiast nachalność wzbudziła wręcz mój lekki strach, Boss był ewidentnie skradziony, a „sprzedawca” nie poraził świeżością.
    PS Przeedytowałam lekko ten wpis, gdyż był zbyt niejednoznaczny (jednak wciąż jest prawdziwy).
  • Awatar
    Beata · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Już chciałam napisać, że zazdroszczę Tobie tego wyłącznika, gdy przeczytałam w komentarzu, że nie działa on zadowalająco. Ja też mam ten felerny, niestety…
  • Awatar
    Sylwia · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Tych nachalnych narosło ostatnio jak grzybów po deszczu. Czasem boję się odebrać telefon. Swiat brnie w ślepy zaułek.
  • Awatar
    fibula vel Joa · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Beato, obie mamy z jakiejś wybrakowanej serii. Sylwio, tak, namolny deszcz naprzykrzających się natrętów.

sobota, 18 stycznia 2014

filmy, książki, niezabudki




Dawno nie pisałam, co czytałam i oglądałam. A w sumie żal nie schwycić i nie zatrzymać na dłużej kilku wrażeń.
Tak oto wyrywając się ze żmutu mego powszedniego, obejrzałam dwa filmy nominowane do nagrody Parlamentu Europejskiego Lux Prize. Zdobywca drugiego miejsca włoski „Miele” – film o rodzeniu się niespodziewanej więzi w bezuczuciowym, plastikowym świecie, w intrygujący sposób ukazujący problem eutanazji. I zwycięzca – belgijski film „W kręgu miłości” (polski tytuł, moim zdaniem, niezbyt trafiony). Z cudnie poszatkowaną fabułą wzbudzającą drgania wrażliwości. Była tam miłość, muzyka, choroba, śmierć, wiara, wyparcie. Nie było banału i chaosu. Film bardzo szczery.



Zaś grudniowe Promocje Dobrych Książek skierowały me oczy w stronę współczesnej literatury zza południowej granicy. I tak przeczytałam „Nietoperze” Leny Kitsopolou – mocne i gorzkie opowiadania, gruzujące stereotypowe wyobrażenie Grecji jako idyllicznego słonecznego (k)raju – nawet w miejscu, gdzie pistacje i oliwki są na wyciągnięcie ręki, żyją też ludzie, a, wiadomo, ludzie ludziom potrafią co nieco zgotować. Byłam też na spotkaniu z autorką tych intrygujących, życiem inspirowanych historii. [Mary, samo słuchanie brzmienia języka greckiego wzmocniło moje uznanie dla Twojej jego znajomości.]
Następnie wybrałam się w podróż wraz z czwórką przyjaciół, których życiem dyrygowała historia, a batutą wymachiwała nierozważnie. Prowadziła przez pierwszy września trzydziestu kolejnych lat, od 1938 roku począwszy. Powieść stabilnie osadzona w politycznych realiach smacznie przyprawiona krztą absurdu (można się z niej dowiedzieć, skąd wzięła się nazwa operacji Wicher lub jaki rozmiar buta nosił J. Tiso). I miałam okazję przeglądać się: przemianom ludzi i czasów, szukaniu zachwytów i normalności w zwichrowanym okresie historii, jedności wbrew narzuconym podziałom, dzięki „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” Pavla Rankova.
W zrozumieniu pewnych ludzkich zachowań pomogła mi powieść „Bellevue” Ivany Dobrakovovej, której akcja toczy się w ośrodku dla niepełnosprawnych, ale w znacznej mierze w głowie głównej bohaterki. A świat wewnętrzny i zewnętrzny jest tam nieprzyzwoicie przetasowany. Takie balansowanie po cienkiej linie obłędu.
Mentalność Cyganów (celowo używam tego określenia, bo właśnie ono przewija się w książce, ale też dlatego, że dla mnie to słowo jest neutralne) przybliżyła mi powieść Martina Šmausa „Dziewczynko, roznieć ogieniek”. Choć gawędziarsko opisana i oswoiłam się z nią (mentalnością) trochę, to jej nie pojęłam. Opowieść tragiczna o zmaganiach jednostki, która wystaje z ram i szuka własnej drogi, ale też o tym, jak okrutni potrafimy być – my, ludzie. Brrr.
W tym tygodniu z przyjemnością pospacerowałam w chmurach razem z Fleischmanem, narratorem powieści „Grandhotel” Jaroslava Rudiša. Fleischman, który z wyboru nie ma imienia, a przez znajomych zwany jest Głupkiem, Waligruchą, Chmuromirem jest autorem takich oto myśli:
„Horyzont nie jest gładki. Jest pełen wypukłości, dlatego że takie też są chmury. I nasze sny. I nasze życia.”
„Lepiej w życiu zrobić coś, niż nie zrobić kompletnie niczego.”
„Bez kurzu nie powstałaby żadna chmura. (…) Wspomnienia, przeżycia, spotkania, przekleństwa i rozstania, to wszystko to tylko drobinki kurzu, do których przylepia się inny kurz, inne wspomnienia i przeżycia – i tak powstaje życie. Po to, żeby potem znowu się rozpaść.”
„Życie daje człowiekowi tylko dwie drogi. Jedna prowadzi do góry. Druga też prowadzi do góry. Ale naokoło, przez dno.”
***
Nie oprę się pokusie zamieszczenia tu fotografii, która mnie dziś zahipnotyzowała, autorstwa Ludmily Yilmaz.

 
______________________________


  • Awatar
    Mary · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Jak dobrze znów Cię czytać… :-) Chętnie bym przeczytała te ”Nietoperze”. Zdjęcie cudne! A grecki – wbrew pozorom – wcale nie jest taki trudny :-) . Pozdrawiam serdecznie!
  • Awatar
    Ula · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Dziękuję, poczytałam sobie fragmenciki. Rankova będę musiała kupić, Grandhotel pewnie też… :)
  • Awatar
    Do · 1 rok, 1 miesiąc temu
    jak dobrze Cię czytać. odnotowałam kolejne pozycje książkowe na liście ”do przeczytania”
  • Awatar
    dhof · 1 rok, 1 miesiąc temu
    No i jesteś ! Jak dobrze ! :)
  • Awatar
    fibula vel Joa · 1 rok, 1 miesiąc temu
    Pawle, może jest wśród nich coś, co Ci przypadnie do gustu. :) Mary, „Nietoperze” opowiadają o brudnej stronie życia, ale i o niej nie można zapominać, bo taka jest. Ulu, cieszę się, że odnośniki na coś się przydały. :) Ja właśnie zaczynam czytać „Zapytaj taty” Jana Balabána i się rozsmakowuję (im dalej, tym pyszniej) w tej narracji. Do i Dhof, ociepliłyście mi ponurą niedzielę. :) :)