Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2013

Lem i Adams na dobranoc. Lub na dzień dobry. :-)

Obraz
*** {Najdalsze gwiazdy wpływają na obwolutę kielicha kwiatowego. W rosie dzisiejszego poranka jest wczorajszy obłok. Wszystko splata wszechobecna zależność. [...] Kamienie i twarze odbijają się w pańskim śnie. Zapachy kwiatów zakrzywiają drogę naszych myśli.} ***
*** Tekst: Stanisław Lem, „Szpital Przemienienia” Fotografia: Peter Adams, Santorini

_____________________

Mary · 1 rok, 8 mies. temu Bardzo lubię twórczość Lema. Cytat pięknie zilustrowany… diaz

Wątła homeostaza ;-)

Obraz
Stabilizacja wewnętrzna jest jak rusztowanie z gumy. Niby to kompletna konstrukcja, wzmacniana tu i ówdzie, tak i siak; niby jest i podtrzymuje jestestwo, ale chwiejne to i uginające się w różne strony. Przynajmniej ta moja taka jest. Nie wiem, skąd mi się wzięło to słownictwo rodem z branży budowlanej, miast Pascalowej trzciny wiatrami smaganej w tę i we w tę. Powiewy radości i podmuchy smutku. Życiodajne krople nadziei i grad przygnębienia. Nierównomiernie, nieustająco. Radosny ranek – buzujące niewiadomoco – miłe w słowach spotkanie – chmury nad miastem i nade mną jednoczesne – cudne SMS (słowa mężula sympatycznego) – melancholia – zadowolenie z sukcesiku Córy – smętna zadumka – pociesznik mejlowy – smutna wiadomość… – dzisiejsza hybryda jakoś mnie postrzępiła. Dobrze, że już wieczór. ***
***
_______________________


Mary · 1 rok, 8 mies. temu ”Stabilizacja wewnętrzna jest jak rusztowanie z gumy” – pięknie ujęłaś w słowa to, co i ja odczuwam.

O ryżu i o szafie

Obraz
Skracając sobie nieco drogę, przechodzę – niemal co dzień – przez podwórko między kamienicami. Dziś właśnie tam zostałam obrzucona… ryżem. Białym. Suchym. Gdy już garść ziaren wylądowała na mojej głowie, zerknęłam do góry i ujrzałam panią, która umykała w zacisze domowe. Nie wiem, z jaką prędkością spadał ryż sypany gołębiom z trzeciego piętra, nie wiem, po co dokarmiać latem ptaki, ani co oznacza być obsypaną ryżem, ale po niedawnej lekturze powieści wiktoriańskiej*, gdzie nie raz z otwartych okien wylewano zawartość nocników, cieszę się, że to było jeno zboże. *** Kto nie był, a ma możliwość wybrać się do kina, niech postara się o bilety na „Dziewczynę z szafy” Bodo Koxa. Przed pójściem na seans nie widziałam zwiastuna, usłyszałam tylko recenzję Iana Pelczara i wiedziałam, że chcę to obejrzeć. Nie sugeruję się raczej opiniami krytyków (ani krytykantów), w taki sposób po prostu dotarła do mnie informacja. Pozwoliłam się całkowicie zauroczyć kilku scenom – i tym wesołym, i tym wzruszający…