czwartek, 26 lipca 2018

słowa, słowa


Oto Tajga.
  
 

___________

DoStrzec.

DoCenić.

DoByć.




sobota, 30 czerwca 2018

wąsy


Ktoś czytał przede mną dwie książki Ferrante, jedną Hustvedt i jedną Mariasa (egzemplarze biblioteczne); zdaje się, że jedna i ta sama osoba - choć grafologiem nie jestem - gdyż wszystkie podobnie oznakowała. O ile jeszcze jestem w stanie znieść te pytajniki, wykrzykniki i zapiski na marginesach, o tyle te grube, niechlujnie niedyskretne podkreślenia w tekście tak mnie irytują i utrudniają czytanie (wiem, odchył), że mam ochotę pójść do biblioteki i po dobroci lub siłą uzyskać informację, kto czytał te wszystkie książki wcześniej (i nie poprzestać na pójściu do biblioteki). Jako że zwykle szukam wyjaśnień dla różnych głupot (i mądrości) ludzkich, zaczęłam się zastanawiać, czemu ów/owa niechętnie korzysta z karteczek / niteczek bądź innych znaczników, a może wspomniane książki były własnością tej osoby i oddała je bibliotece, a ja się czepiam, hę?, ale takie zwykle ozdabia pieczęć "dar czytelnika", a w tych egzemplarzach jej brak. We wspomnianych podkreślonych (czytaj: pomazanych) fragmentach nie potrafię się doszukać wartości uniwersalnej, więc znaczenie ma to chyba tylko dla tamtej osoby / tamtych osób. Lubię dbać o książki (nie zaginam stron, potrafię obłożyć nawet te wypożyczone, gdyż książki noszę w torbie wraz z innymi niezbędnikami i nie chce ich narażać niepotrzebne starcia ;-)), nie mam nic przeciwko zaznaczaniu (a nawet rysowaniu, rzeźbieniu etc.) w książkach, pod warunkiem, że to własność prywatna zaznaczającego (może mi się to nie podobać, ale nic mi do tego), ale liczne prywatne notatki w książce z biblioteki to chyba wanDalizm...


piątek, 25 maja 2018

zapiski majowe





Jest taka ulica (niejedna, zapewne), gdzie gwar rozmów i śmiechu tętniących życiem restauracji styka się z grobową ciszą zakładów pogrzebowych (jedne i drugie liczne i przyuliczne). Z jednej strony, normalny świat: ot, życie obok śmierci, śmierć obok życia, z drugiej - zawsze, gdy tamtędy idę, mam poczucie jakiejś, zupełnie niezawinionej, nieczułości śmiejących się wobec płaczących. 
A tylko przędna nić (czyja dłuższa?) między nimi.

Spotkałam wczoraj Pana Srebrzystego; z niezwykłą pieczołowitością rozwieszał (wcześniej wygładziwszy) brudne koszulki pod arkadą. Niestrudzenie tworzy swoje ekspozycje - oto sztuka życia.
Czy życzyć sobie i innym wokół takiej sumienności, zastanawiam się...

WioSenność powieki moje klei*  i nie udaje mi się czytać (na przykład); wieczorem wystarczy, że usiądę a zaraz śpię. Czasem więc czytam na stojąco; jakoś sobie trzeba radzić. ;-)

Zmieniła mi się trochę perspektywa patrzenia (przez okno) i ładna jest. 
Albo po prostu ją lubię.

Odkryłam niedawno pewien typ człowieka: profan-bufon. 
Mogłabym szczegółowo badać przypadki, ale nobla za to nie będzie a szkodliwość dla zdrowia duża. Od dawna występuje on (całkiem licznie) w społeczeństwie; niełatwo się ulatnia, ale wszędzie go pełno - ot, paradoks natury ludzkiej.

Znaczniki majowe: wygodne buty, frappuccino, ciepły od słońca koc, szparagi, dobre rozmowy, konwalie, życzenia, zieleni rozkwit, Cabré (no dobrze, jedna strona na razie, ale już wiem, że tęskniłam), błękit nieba, pudełka (duuużo), chłodnik i młode ziemniaki, spotkania, truskawki, kwiaty…

Gę, gę - uciesznej gry!



_______________
* Leopold Staff  

wtorek, 27 marca 2018

Prawdopodobnie o zmierzchu


Dzień. Dobry? A to się okaże, ale zawsze warto spróbować wejść weń tanecznym krokiem. Bo po co innym (prawdopodobnie powiedziałby Lem).

Przesunięto mi zmierzch, ten moment, gdy przeżycie można pomylić z przeczuciem*. Jeśli nawet w dobrą stronę (gorzej z porankiem), to czuję pewien dyskomfort, że coś rządzi moim czasem, mną w czasie; kolejne przypomnienie o niemojejwoli
Zmierzchać - prawdopodobnie nie lubię tego słowa, chociaż: nie!, to tylko po prostu słowo, pomaga dać czemuś wyraz. Ładne w sumie - mocne zmierz wyciszone, osłabionym przez ce, ha. 
Zatem, prawdopodobnie, nie lubię jego znaczenia, tego, że zapowiedzią ciemności jest, że przynosi czemuś kres. Słowo jak słowo, zjawisko jak zjawisko - niby neutralne, ale mało kto myśli o zmierzchu jak o początku nocy, większość chyba jak o końcu dnia.
Kiedy się cisza z mrokiem zaplotą w uścisku** latają zmierzchnice - może to one prawdopodobnemu nielubieniu winne.
I prawdopodobnie nie lubię tego, że zmierzch ujawnia to, czego za dnia nie widać i czego nie widać w nocy. I że widać więcej, choć przecież mniej. O!
Prawdopodobnie to jednak tej jego niestałości nie lubię, bo jest inny o każdej porze roku, ba! każdego dnia jest inny, niczego się po nim nie można spodziewać. Taki urok zMroku.  
I prawdopodobnie jeszcze tego, że nie wiadomo, co o nim myśleć, bo czasem się go wyczekuje (zachodźże, słoneczko), czasem chętnie by się go odwlekło, gdy nieubłaganie nastaje.  
Iluż osób on inspiracją - był, jest, będzie (prawdopodobnie). I cóż byśmy bez niego poczęli. Ach! ta względność narzucająca oględność.
Można zmierzać, można zmierzchać... I znowu tylko to ce-ha.



 [Caspar David Friedrich] 


______________________

* Pavel Vilikovský
** Bronisława Ostrowska

wtorek, 20 marca 2018

{biały wieloryb świata}



{Serce moje zmęczyło się
Zachwytem,
Rozpaczą,
Gorliwością,
Nadzieją.}

Tak mało Czesław Miłosz



czwartek, 22 lutego 2018

mróz


Nareszcie mróz (mrozek, właściwie)! Gdy jest mróz, widać słońce (lub gwiazdy), myśli nabierają świeżości, kroki - dziarskości. Do tego złote kiwi, pomarańczowa kiszona marchew, smaczna maślanka, ciepłe myśli i zimę łatwiej znieść.

Dzień Pisania Piórem, Dzień Radia, Dzień Zakochanych, Dzień Języka Ojczystego - nie uczciłam tych lutowych dni jakoś szczególnie, ale, gdy się chwilę zastanowić, wychodzi, że świętuję codziennie: słucham, kocham, czytam, piszę, mówię, szanuję.

Lubisz dźwięk harfy? Posłuchaj ze mną Xaviera de Maistre


[Photo by Aaron Burden on Unsplash]



sobota, 20 stycznia 2018

{Pozostaje tylko Nic, które jest zarazem wszystkim, co mamy.} D. Szkoła


Człowiek jest. I uBywa. Znika. Czasem nagle. Niezauważalnie a huraganowo. Wtedy jedni zmieniają tylko jest na był(a), innym zaś postrzępią się albo sprują światy - ot, takie pokłosie każdej(?) śmierci.

Może też dlatego nie lubię nadużywania pewnych wyrazów: umarłem (po przeczytaniu czegoś zabawnego) czy masakra (w odniesieniu do tłoku w tramwaju). To trochę jak pozbawianie słów mocy i jak umniejszanie czyjegoś cierpienia. 

____________________

Niedawno Córa spytała, czy kiedykolwiek coś kolekcjonowałam. W pierwszej chwili odrzekłam, że nigdy nie odkryłam w sobie pasji zbieracza (bo też żadnych naklejek, puszek, pudełek, znaczków, obrazków nigdy nie kumulowałam), ale po chwili dodałam, że jest coś, co lubię przygarniać - zachwyty. Piękny widok, dobra chwila, szadź na drzewach i kwitnący krokus. Obraz czy budowla sprzed wieków, czuły gest, zdanie z książki, fotografia. Gromadzę je głównie w myślach i wkładam do szuflady wspomnień, ale czasem też do notesów czy tu. Wczorajszy wieczór też dołączył do mojej kolekcji.

____________________

Wrześniową porą oglądaliśmy "Dzikie historie"; przypomniało mi się teraz, bo to dobry film. Bardzo dobry.

____________________

{Pomyśl jutro o tym, o czym możesz pomyśleć jutro.} 
Taką myśl o myśleniu podrzucił mi niedawno Murakami.

____________________


[Photo by Sherman Yang on Unsplash]