czwartek, 27 kwietnia 2017

tup, tup, tup...


 

Nie wiem, jak się tego słucha siedząc, 
ale chodzi się przy tym zwinnie i z przyjemnością. 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

miszmasz aprilowy


O kwietniu.
Nieco karczemnie, ale prawdziwie. ;-) 

[rys. A. Milewski]

________________________

Tak się właśnie zastanawiam: przy założeniu, że świat będzie istniał przez kolejne wieki, milenia, z czego będą się śmiać ówcześni ludzie. Nie śmiać w ogóle, ale... z nas. Które nasze wynalazki, teorie, zachowania, dzieła, metody leczenia czy wychowania będą ich oburzać, a które wywołają pobłażliwe westchnienie? Czy czymś się zachwycą? Co z rzeczy, myśli, koncepcji, wydarzeń zwróci ich uwagę? Będzie zapewne tego całe mnóstwo, o ile komuś zechce się w ogóle zerkać - kto wie, może nawet dosłownie - w przeszłość, która jest nam teraźniejszością. Przecież w czasach kolei parowej wydawało się, że to już szczyt nowoczesności - i było to apogeum, i jednocześnie był to szczebel. Wszak święcie wierzono w płaskość ziemi, w skuteczność terapii Charcota czy w słuszność czarnej pedagogiki. Toż hipoteza o twarzy przestępcy, nieraz już krytykowana, odżywa co ileś lat, a i co do żywiołów nie jesteśmy zupełnie zgodni. Ludzie przeświadczeni są o wyjątkowości czasów, w których żyją, o niepowtarzalności i niepodważalności swoich odkryć. I każde czasy są niezwykłe, bo wnoszą do świata nowe, często nawet niespodziewane, bo badają przeszłość, tworzą teraźniejszość i robią krok ku przyszłości. I pewnie bez poczucia wyjątkowości, bez twórczego zapamiętania, bez pewnej dozy arogancji człowiek nie dotarł by tu, gdzie jest. A potem się okazuje, że - w najlepszym wypadku - wszystko jest tylko szczeblem. 

________________________

Wyimki z niedawnych lektur:

{Czekanie to grzech przeciw czasom, które dopiero nadejdą, jak również przeciw obecnym, zlekceważonym chwilom.} 
Neil Gaiman "Nigdziebądź"

{Trzeba wierzyć poecie, poeta zna prawdę bardziej.} 
Wit Szostak "Zagroda zębów"

{Twój umysł wierzy w pocieszające kłamstwa, znając jednocześnie bolesne prawy, które sprawiają, że kłamstwa stają się konieczne. I twój umysł w końcu ukarze cię za to, że wierzyłeś w jedne i drugie.}
Patrick Ness "Siedem minut po północy"

{W pociągu jest wszędzie i nigdzie równocześnie, skądś odjeżdżasz, dokądś się udajesz, nie jesteś ani tu, ani tam, pociąg to żaden czas ani żadna przestrzeń.}
Zośka Papużanka "Szopka"

{Jeszcze zanim zaczęła się rzeź przeciwników politycznych, ponure październikowe ranki spędzała w oknie swego pokoju, współczując umierającym i myśląc, że gdyby Bóg nie pozwolił sobie na niedzielny wypoczynek, miałby czas, żeby lepiej wykończyć świat.}
Gabriel Garcia Marquez "Opowiadania"


Czytałam również "Panią Einstein" Marie Benedict oraz "Szarańczę"  i "Nie wygłoszę tu mowy" Gabriela Garcii Marqueza, ale nic nie wycytatowałam. 


________________________


Czy ktoś z Was, drodzy Czytacze, był może na "Milczeniu" M. Scorsesego? Czy coś ten film w Was poruszył, dręczył refleksjami, nie pozwalał zasnąć? Bo mnie pozostawił obojętną, w sensie: nie wniósł nic nowego, nie zrobił przewrotu (mam na myśli taką rewolucję wewnętrzną, a nie, na przykład, poruszenie okrucieństwem). Choć to dobry film i piękny obrazowo, to niewiele po sobie zostawił. 




niedziela, 9 kwietnia 2017

muzyka (nie tylko) na Wielki Tydzień




Stabat Mater od ok.42:20



wtorek, 28 marca 2017

tyle?


wtorek, 28 lutego 2017

pień i rdza



Dziwne rzeczy dzieją się wokół i niewiele dobrego. Blogger świruje, chrome oświadczył, że nie będzie się aktualizował na moim poczciwym kompusiu (pewnie dlatego blogger świruje). Mój teatr najbliższy i niegdyś lubiany w rozsypce - mam voucher, a od kilku miesięcy nie mogę go wykorzystać, bo zwyczajnie nie ma na co pójść*. Nie do wiary: niemanaco! Trzy sceny i tylko gościnne występy lub quasipremiery (grane już gdzieś-kiedyś, ale jeszcze nie tu, czyli... gościnne występy). Co tam zobaczyłam (kilkanaście spektakli i kilka czytań), to moje (choć liczyłam na co najmniej drugie tyle) . Wycinka ze sceny przeniosła się do rzeczywistości - i metaforycznie (w teatrze), i dosłownie (nie tylko w teatrze) zostają pnie. Na nic zebrane wcześniej pienia i nagrody. Miast dbać, podlewać, flancować, sadzić..., wszystko wycięte w pień, każdy ma z kimś na pieńku, a na widzów wióry lecą i smog okala. Za przyzwoleniem miasta, regionu, kraju i ludzi bez kultury. Pieńkowisko - ładne słowo, brzydkie znaczenie. Ale nie ma co się pienić, pieniądz rządził zawsze, nic nowego. Gwoli jasności - mnie jest wszystko jedno, kto jest nadleśniczym, kto gajowym (nie mam upodobań personalnych, ale znać się na leśnictwie i szanować ludzi powinien), byle wszyscy nie byli możnowładczymi drwalami.


Tak to już bywa, jedni niszczą, ale są tacy, którzy potrafią wykorzystać to, co zniszczone. Jest chociażby Denice Bizot, która zardzewiałej łopacie potrafi dać drugie "życie". Czy ciekawsze niż pierwsze, tego nie wiem, ale piękne.











*Nie da się do T[pl, to dziś idziemy na dyplomowy "Szantaż" do Teatru PWST.
A w marcu na "Umwukę" do TM Capitol. :-)





niedziela, 26 lutego 2017

niedzielne kąski


Niedzielne późne, pyyyyszne śniadanie było (u mnie: starty batat z solą, pieprzem, oliwą podpieczony przez kwadrans w 200ͦ C, w kolejnej warstwie jajko, następnie szpinak z czosnkiem i pieprzem cytrynowym oraz cukinia skropiona sosem sojowym, na wierzch cheddar i kolejny kwadrans w tej samej temperaturze). Mniam, mniam. 


Wspaniała (ach! ach!) książka jest. 
Zaczyna się tak: 
"Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy. Wszystko było przed nami i nic nie mieliśmy przed sobą."
A dalej:  
ostre gilotyny i wyrafinowane pogawędki,
zmiażdżone kołami powozów dziecko i czterech służących do wypicia czekolady,
głód wytłoczony na twarzach i przepych ściekający po brodach...



I niech sobie leje, wieje. W sumie mi to dzisiaj nie przeszkadza.
Ale pogodne jutro już by się przydało. :-)


środa, 22 lutego 2017

filmownik


Jaki to jest dooooooobry film!
Błyskotliwy.
Zmyślny.
Prawdziwy.


Byliśmy dziś popołudniową porą w kinie. Film grany drugi miesiąc i niemal pełna sala. 
Na widowni śmiech do łez, choć bohaterom nie było do śmiechu - taki trik. 
Być może gorycz serwowana podczas kolacji grona przyjaciół byłaby ciężkostrawna 
bez uśmiechu, który zapewniły świetnie doprawione dialogi. 

"Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" 
reż. P. Genovese
_______________

W ubiegłym tygodniu wygrałam bilety na film "PolandJa" (reż. C.T. Olencki). 
I miło spędziliśmy sobotnie południe, bo to film zabawny i jakąś refleksję za sobą ciągnie (może chwilami zbyt dosłowną), i zagrany twarzami (wszak to Polaków portret własny)
Ale to jednak nie to, co dzisiaj... 
_______________

A że planowany na ferie wyjazd nagłe choróbsko skutecznie wstrzymało, trzeba było po ponad tygodniowym przymusowym włóżkuleżeniu zastosować choć doraźne umilacze. Zatem wczoraj z Córą do kina na film "Za niebieskimi drzwiami", a dziś na "Balerinę" się wybrałam. I o ile zwykle na filmach dla dzieci nudzę się niemiłosiernie, wiercę się w fotelu dumając, ile to można w tym czasie stron książki przeczytać (na przykład), o tyle tu całkiem znośnie było i nawet trochę bałam ;-) (wczoraj) i śmiałam (dzisiaj).
I tak to bywam - raz na rok w kinie albo cztery razy w tygodniu. ;-)