piątek, 25 maja 2018

zapiski majowe





Jest taka ulica (niejedna, zapewne), gdzie gwar rozmów i śmiechu tętniących życiem restauracji styka się z grobową ciszą zakładów pogrzebowych (jedne i drugie liczne i przyuliczne). Z jednej strony, normalny świat: ot, życie obok śmierci, śmierć obok życia, z drugiej - zawsze, gdy tamtędy idę, mam poczucie jakiejś, zupełnie niezawinionej, nieczułości śmiejących się wobec płaczących. 
A tylko przędna nić (czyja dłuższa?) między nimi.

Spotkałam wczoraj Pana Srebrzystego; z niezwykłą pieczołowitością rozwieszał (wcześniej wygładziwszy) brudne koszulki pod arkadą. 
Czy życzyć sobie i innym wokół takiej sumienności, zastanawiam się...

WioSenność powieki moje klei*  i nie udaje mi się czytać (na przykład); wieczorem wystarczy, że usiądę a zaraz śpię. Czasem więc czytam na stojąco; jakoś sobie trzeba radzić. ;-)

Zmieniła mi się trochę perspektywa patrzenia (przez okno) i ładna jest. 
Albo po prostu ją lubię.

Odkryłam niedawno pewien typ człowieka: profan-bufon. 
Mogłabym szczegółowo badać przypadki, ale nobla za to nie będzie a szkodliwość dla zdrowia duża. Od dawna występuje on (całkiem licznie) w społeczeństwie; niełatwo się ulatnia, ale wszędzie go pełno - paradoks natury (ludzkiej).

Znaczniki majowe: wygodne buty, frappuccino, ciepły od słońca koc, szparagi, dobre rozmowy, konwalie, życzenia, zieleni rozkwit, Cabré (no dobrze, jedna strona na razie, ale już wiem, że tęskniłam), błękit nieba, pudełka (duuużo), chłodnik i młode ziemniaki, spotkania, truskawki, kwiaty…

Gę, gę - uciesznej gry!



_______________
* Leopold Staff  

wtorek, 27 marca 2018

Prawdopodobnie o zmierzchu


Dzień. Dobry? A to się okaże, ale zawsze warto spróbować wejść weń tanecznym krokiem. Bo po co innym (prawdopodobnie powiedziałby Lem).

Przesunięto mi zmierzch, ten moment, gdy przeżycie można pomylić z przeczuciem*. Jeśli nawet w dobrą stronę (gorzej z porankiem), to czuję pewien dyskomfort, że coś rządzi moim czasem, mną w czasie; kolejne przypomnienie o niemojejwoli
Zmierzchać - prawdopodobnie nie lubię tego słowa, chociaż: nie!, to tylko po prostu słowo, pomaga dać czemuś wyraz. Ładne w sumie - mocne zmierz wyciszone, osłabionym przez ce, ha. 
Zatem, prawdopodobnie, nie lubię jego znaczenia, tego, że zapowiedzią ciemności jest, że przynosi czemuś kres. Słowo jak słowo, zjawisko jak zjawisko - niby neutralne, ale mało kto myśli o zmierzchu jak o początku nocy, większość chyba jak o końcu dnia.
Kiedy się cisza z mrokiem zaplotą w uścisku** latają zmierzchnice - może to one prawdopodobnemu nielubieniu winne.
I prawdopodobnie nie lubię tego, że zmierzch ujawnia to, czego za dnia nie widać i czego nie widać w nocy. I że widać więcej, choć przecież mniej. O!
Prawdopodobnie to jednak tej jego niestałości nie lubię, bo jest inny o każdej porze roku, ba! każdego dnia jest inny, niczego się po nim nie można spodziewać. Taki urok zMroku.  
I prawdopodobnie jeszcze tego, że nie wiadomo, co o nim myśleć, bo czasem się go wyczekuje (zachodźże, słoneczko), czasem chętnie by się go odwlekło, gdy nieubłaganie nastaje.  
Iluż osób on inspiracją - był, jest, będzie (prawdopodobnie). I cóż byśmy bez niego poczęli. Ach! ta względność narzucająca oględność.
Można zmierzać, można zmierzchać... I znowu tylko to ce-ha.



 [Caspar David Friedrich] 


______________________

* Pavel Vilikovský
** Bronisława Ostrowska

wtorek, 20 marca 2018

{biały wieloryb świata}



{Serce moje zmęczyło się
Zachwytem,
Rozpaczą,
Gorliwością,
Nadzieją.}

Tak mało Czesław Miłosz



czwartek, 22 lutego 2018

mróz


Nareszcie mróz (mrozek, właściwie)! Gdy jest mróz, widać słońce (lub gwiazdy), myśli nabierają świeżości, kroki - dziarskości. Do tego złote kiwi, pomarańczowa kiszona marchew, smaczna maślanka, ciepłe myśli i zimę łatwiej znieść.

Dzień Pisania Piórem, Dzień Radia, Dzień Zakochanych, Dzień Języka Ojczystego - nie uczciłam tych lutowych dni jakoś szczególnie, ale, gdy się chwilę zastanowić, wychodzi, że świętuję codziennie: słucham, kocham, czytam, piszę, mówię, szanuję.

Lubisz dźwięk harfy? Posłuchaj ze mną Xaviera de Maistre


[Photo by Aaron Burden on Unsplash]



sobota, 20 stycznia 2018

{Pozostaje tylko Nic, które jest zarazem wszystkim, co mamy.} D. Szkoła


Człowiek jest. I uBywa. Znika. Czasem nagle. Niezauważalnie a huraganowo. Wtedy jedni zmieniają tylko jest na był(a), innym zaś postrzępią się albo sprują światy - ot, takie pokłosie każdej(?) śmierci.

Może też dlatego nie lubię nadużywania pewnych wyrazów: umarłem (po przeczytaniu czegoś zabawnego) czy masakra (w odniesieniu do tłoku w tramwaju). To trochę jak pozbawianie słów mocy i jak umniejszanie czyjegoś cierpienia. 

____________________

Niedawno Córa spytała, czy kiedykolwiek coś kolekcjonowałam. W pierwszej chwili odrzekłam, że nigdy nie odkryłam w sobie pasji zbieracza (bo też żadnych naklejek, puszek, pudełek, znaczków, obrazków nigdy nie kumulowałam), ale po chwili dodałam, że jest coś, co lubię przygarniać - zachwyty. Piękny widok, dobra chwila, szadź na drzewach i kwitnący krokus. Obraz czy budowla sprzed wieków, czuły gest, zdanie z książki, fotografia. Gromadzę je głównie w myślach i wkładam do szuflady wspomnień, ale czasem też do notesów czy tu. Wczorajszy wieczór też dołączył do mojej kolekcji.

____________________

Wrześniową porą oglądaliśmy "Dzikie historie"; przypomniało mi się teraz, bo to dobry film. Bardzo dobry.

____________________

{Pomyśl jutro o tym, o czym możesz pomyśleć jutro.} 
Taką myśl o myśleniu podrzucił mi niedawno Murakami.

____________________


[Photo by Sherman Yang on Unsplash]

sobota, 9 grudnia 2017

grudniowiec, czyli bo każda pestka dyni jest inna



"A czy ty kupiłaś już prezenty najbliższym?" od połowy października. Przystrojone (aż w oczy razi) choinki od Wszystkich Świętych. Christmasowe piosenki, a nawet kolędy, z niemal każdego głośnika od połowy listopada. Szopki pomijam, bo one serwowane są nam przez cały rok.
Dziś, wracając z PKP, weszłam do centrum handlowego (miało być dwa w jednym: bilet na dworcu i jeden drobiazg w pobliskim CH) i zgiEłk, który tam panował oraz mikołaje, renifery, sanie, kolędy, balony, śnieżynki i żądne (zakupów?, rozrywki?, towarzystwa?) tłumy szybko mnie stamtąd wykurzyły. Zrobiłam konieczne zakupy spożywcze i umknęłam chyżo. Oczywiście, zupełnie nie da się przed tym wszystkim ukryć (ani nie trzeba, bo można przecież to lubić), ucieczki zresztą są słabym wyjściem. Trochę jednak można - na przekór (duchowi czasów) i w zgodzie (z własnym duchem).
Wracając do domu zastanawiałam się, czy to rzeczywiście działa zachęcająco na ludzi? Te świecidełka, dzwonki, natrętne zachęty, te zapachy, od których mnie odrzuca, gdy przekraczam obrotowe drzwi (cierpi mój nadwrażliwy nos - czuję się atakowana czy to letnią bryzą, czy świątecznymi piernikami, a ostatnio w każdym handlowym budynku owe aromaty napadają na człowieka tuż po przestąpieniu progu). A jeśli to działa, to kim ja jestem, nieludziem?  
Paradoksalnie, w tym przesycie quasiświąteczności czuję się okradana. Ze świątecznego nastroju. Z wyczekiwania. Z tradycji. Z tajemnicy (magii, jakby ujęli to niektórzy). Z całego bożonarodzeniowego piękna. Z istoty (choć pewnie i ta dla każdego nieco inna). Ze wspomnień (bo inaczej kojarzę ten czas).


A ty?
Jesteś?
A może już cię nie ma
w życiu bliskich, albo nawet we własnym?
Jesteś?
Jeszcze sobą,
jakkolwiek wątłe jest to bycie,
czy może stajesz się
tworem narzuconych wymogów bądź konsumpcji?
Wybierasz (rzeczywiście / pozornie)
czy
przyjmujesz (świadomie / jak leci / bo wypada)?


Adwent - niezależnie od tego, czy Boże Narodzenie to dla ciebie czas ważny czy tylko dni wolne od codzienności - niech będzie przyjściem, albo chociaż przychodzeniem. Do Boga, do siebie, do innych ludzi, do równowagi, do ziszczeń, do zgody, do (własnych lub cudzych) słabości i mocy, do odpoczynku albo do działania... (*niepotrzebne skreślić, brakujące dopisać, potrzebne wcielać).
Wygładź bruzdy, utul niepokoje, pogłaszcz lęki, posegreguj wartości.
Zrób, co trzeba - zatrzymaj się lub rusz; ty wiesz najlepiej.
I nie traktuj tego, jak kolejne, zewsząd nawołujące "dasz radę! wierzę w ciebie! nie poddawaj się!", bo: a) żadne słowa nie tyczą wszystkich; każdy z nas jest inny i innych nawoływań potrzebuje, może ty akurat żadnego (z tych), b) wcale nie mam pewności, że dasz radę i wcale w ciebie nie wierzę, i możliwe, że się szybko poddasz. Ale spróbuj. Chcesz?

[Mesut Kul - więcej tu]





I niech cię nie zwiedzie narracja drugoosobowa. ;-)