niedziela, 2 czerwca 2019

~lubiane~


~wąchane~

[fot. OhTilly on Unsplash]
*

~zanotowane~

{Czerwiec pławił wszystko w sytej zieleni,
nieznużonej jeszcze,
nieprzyprószonej siwizną dojrzałego lata.
Świat stał w świetle.}
Maciej Płaza
*

~wysłuchane~


*

piątek, 24 maja 2019

nieumajenie



Maju, nie mijaj tak szybko! - chciałoby się zakrzyknąć. Bo choć głównie zimny, mokry i ponury, to jednak maj. I dziś zaszczycił mnie słonecznością. Kwiecień nam poprzeplatał czasy: rodzinny, szpitalny, teatralny. O tym ostatnim ku pamięci: Pani Furia, czytana rok temu, mnie oglądała się całkiem dobrze (Mężulowi - nie), ale teraz pamiętam głównie to, co zabawne a nie o to raczej chodziło. Więcej zostawiła we mnie - i nie dlatego, że trzygodzinna - Nauka chodzenia z Różewiczem (i Mężulem) oraz lalkowy Kichot (z Córą). Lubię teatr - spektakl nie jest zamknięty jak film; ciągle ewoluuje, reaguje na to, co wokół.

{Człowiek składa się ze wszystkich swoich lat. 
Dlatego im jest starszy, tym jest mu lepiej.}
Anna Höglund

Mam jakąś słabość do tego utworu (i cieszę się, że o S. Moniuszce w tym roku głośniej niż zwykle). 




Zostało kilka dni, może jeszcze zdążę się umaić. 

czwartek, 16 maja 2019

czwartek, 11 kwietnia 2019

{Za niedosiężną zasłoną / Sens ziemskich spraw umieszczono.} Czesław Miłosz



  *


Prawie wszyscy kojarzą te fotografie - wojna inaczej. 
Były pozowane? Utrwaliły przypadkową chwilę? Zapomnienie na oka mgnienie? Bezradność (bo co więcej można)?  
A może potrzebę, by choć przez moment poczuć się zwyczajnie w nienormalnej sytuacji?

Codzienny rytuał. 
Banalna czynność, która pozwala nie zwariować, gdy wszystko wokół ku temu wiedzie. 
Przelotna dezercja. 
Balans. 
Zbawcza chwila normalności. 
Stosuję.

*


A skoro dziś polski Dzień Radia, a ja bez niego ani rusz, to jeszcze zostawiam tu audycje
oraz odkryty dzięki Dwójce zespół Trzy dni później (warto wysłuchać do końca i nie raz).







* źr. Pinterest

piątek, 22 marca 2019

wodzenie



Wczorajsze spotkanie autorskie z Filipem Zawadą jeszcze pulsuje. Skryte, a szczere, o sprawach (po)ważnych, a z humorem, obcy mi człowiek, a z taką bliskością myśli... To lubię (jak pisał wieszcz).

*

{Przecież żeby się dowiedzieć, kim [ktoś] naprawdę jest, potrzeba całego życia
gdyż bycie teraz to nie to samo co bycie przedtem lub potem.}
José Saramago

*

Wywodzę się z nienależenia, styku granic. 
Zwodzę mosty do siebie rzadko i niechętnie. 
Nie uwodzę, nie mamię (się). 
Wodzę własne myśli na manowce (myśli wodzą mnie? ja to moje myśli?). 
Zawodzę, bo / że / jak ta lalalala. 
Rozwodzę się nad jednym i pomijam drugie (często świadomie). 
Dowodzę codziennością; banalne i najtrudniejsze zarazem. 

*

I wspominajka z Dnia Kobiet. Dobre spotkanie przy takich dźwiękach. 

J. J. Bokun (klarnet) & J. Kościuszko (gitara)

*

{Nawyk czyni cuda i może sprawić, że to, 
co było kaprysem i powierzchowną zachcianką 
awansuje do roli potrzeby.} 
Javier Marías



piątek, 15 lutego 2019

bum!



Nie przyzwyczajaj się, że jest dobrze - tu zawsze jest niepewność, niepokój (takie ładne, gdyby poskreślać nie), a przed zadaniem pytania, zastanów się, czy jesteś gotowa, by poznać odpowiedź. Nie o drobiazgi, nie o coś, na co wpływasz (lub tak ci się zdaje) - to wszystko pestka. O Istotę chodzi!
~~~~~~

Próbuje człek nie dać się przyziemności, zapiera się rękami, nogami, (to za mało, więc jeszcze) mózgiem (a także), książkami, muzyką. Chwyta się czego może {w życiu powinniśmy trzymać się dobrych rzeczy tak długo, jak tylko się da*}, cieszą go małe radości i dobre czułości. Próbuje, a czuje, że grzęźnie, że go ubywa, że już jest inny a wcale nie lepszy i że na wszystko spogląda przez bardzociemne okulary (ehh, życie, coś ty ze mną zrobiło!). Że to tylko kawałki siebie, uszczerbki, wątliki. Siebie? Jakie siebie, są inne rzeczy, zdarzenia, zmierzenia - WAŻniejsze! Co krok, to obuch (w łeb).


~~~~~~

Kiedyż ja się wreszcie oduczę angażowania Się! (Bez pytajnika, gdyż pewnie wcale.) 
Oto szum, jacyś wszyscy mają coś do powiedzenia, krytykują, snują pomysły rozwiązań, szykują pytania, argumenty, a gdy trzeba je wypowiedzieć, panuje dobitne milczenie. Wyrywam się więc, no bo tyle analiz, hipotetycznych rozwiązań i teraz nic, cisza? Przecież działamy, tworzymy (podobno), przecież wszyscy (ale tylko za plecami, w zacisznym kącie, gdy daleko do ogłoszenia), przecież trzeba (ale jednak wygodniej, bezpieczniej - nie), przecież. A potem udręka i pocomitobyło.


* Alistair MacLeod

czwartek, 29 listopada 2018

{I cokolwiek uczynię, zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam.} W. Szymborska



Mijam sobie w listopadzie drzewa (ich nag(ł)a rosochatość razi w oczy).
Mijam opatulonych ludzi (ziąb wszystkich jakby przykulił, przygniótł).
Mijam rozpędzone pośpiechem kierowców (niezależnie od listopada) samochody.
Mijam budynki (nagle jakby brzydsze i z ponurą zawartością).
Mijam, sobie i innym.
Niby nic a wszystko.

Niosę sobie w listopadzie kalendarz (koniecznie dzień na stronie)
pełen ważnych-nieważnych notatek z jedenastu miesięcy.
Niosę czapkę (w torbie lub na głowie) i zakupy (w torbie).
Niosę książkę (bo zawsze się przyda) i krem do rąk (bo też).
Niosę myśli codzienne (kupić chleb, wysłać wiadomość), ciężkie (troski mają własną wagę) 
i ulotne (jakiś ty piękny! - na widok dzięcioła zielonego w centrum miasta, pół kroku ode mnie).
Niosę błysk w oku (czasem).
Niby nic a wszystko.

Żyję sobie w listopadzie (zwyczajnie-niezwyczajnie).
Żyję tu (trochę jak trzeba, trochę po swojemu).
Żyję, bo (jestem i jestem, bo) żyję.
Czy jednak cała żyjesz i czy to wystarcza - zagadnęła mnie ostatnio Szymborska.
Memento vivi! - wykrzyknął Bieńczyk (oczywistość!, 
a było to jak uderzenie szarej małpy u Murakamiego).
Więc żyję (jako tako bądź rozmaicie).
Varia tkam codziennie.