piątek, 22 marca 2019

wodzenie



Wczorajsze spotkanie autorskie z Filipem Zawadą jeszcze pulsuje. Skryte, a szczere, o sprawach (po)ważnych, a z humorem, obcy mi człowiek, a z taką bliskością myśli... To lubię (jak pisał wieszcz).

*

{Przecież żeby się dowiedzieć, kim [ktoś] naprawdę jest, potrzeba całego życia, 
gdyż bycie teraz to nie to samo co bycie przedtem lub potem.}
José Saramago

*

Wywodzę się z nienależenia, styku granic. Zwodzę mosty do siebie rzadko i niechętnie. Nie uwodzę, nie mamię. Wodzę własne myśli na manowce (myśli wodzą mnie? ja to moje myśli?). Zawodzę, bo / że / jak ta lalalala. Dowodzę codziennością; banalne i najtrudniejsze zarazem. 

*

I wspominajka z Dnia Kobiet. Dobre spotkanie przy takich dźwiękach. 

J. J. Bokun (klarnet) & J. Kościuszko (gitara)

*

{Nawyk czyni cuda i może sprawić, że to, 
co było kaprysem i powierzchowną zachcianką 
awansuje do roli potrzeby.} 
Javier Marías


piątek, 15 lutego 2019

bum!



Nie przyzwyczajaj się, że jest dobrze - tu zawsze jest niepewność, niepokój (takie ładne, gdyby poskreślać nie), a przed zadaniem pytania, zastanów się, czy jesteś gotowa, by poznać odpowiedź. Nie o drobiazgi, nie o coś, na co wpływasz (lub tak ci się zdaje) - to wszystko pestka. O Istotę chodzi!
~~~~~~

Próbuje człek nie dać się przyziemności, zapiera się rękami, nogami, (to za mało, więc jeszcze) mózgiem (a także), książkami, muzyką. Chwyta się czego może {w życiu powinniśmy trzymać się dobrych rzeczy tak długo, jak tylko się da*}, cieszą go małe radości i dobre czułości. Próbuje, a czuje, że grzęźnie, że go ubywa, że już jest inny a wcale nie lepszy i że na wszystko spogląda przez bardzociemne okulary (ehh, życie, coś ty ze mną zrobiło!). Że to tylko kawałki siebie, uszczerbki, wątliki. Siebie? Jakie siebie, są inne rzeczy, zdarzenia, zmierzenia - WAŻniejsze! Co krok, to obuch (w łeb).


~~~~~~

Kiedyż ja się wreszcie oduczę angażowania Się! (Bez pytajnika, gdyż pewnie wcale.) 
Oto szum, jacyś wszyscy mają coś do powiedzenia, krytykują, snują pomysły rozwiązań, szykują pytania, argumenty, a gdy trzeba je wypowiedzieć, panuje dobitne milczenie. Wyrywam się więc, no bo tyle analiz, hipotetycznych rozwiązań i teraz nic, cisza? Przecież działamy, tworzymy (podobno), przecież wszyscy (ale tylko za plecami, w zacisznym kącie, gdy daleko do ogłoszenia), przecież trzeba (ale jednak wygodniej, bezpieczniej - nie), przecież. A potem udręka i pocomitobyło.


* Alistair MacLeod

czwartek, 29 listopada 2018

{I cokolwiek uczynię, zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam.} W. Szymborska



Mijam sobie w listopadzie drzewa (ich nag(ł)a rosochatość razi w oczy).
Mijam opatulonych ludzi (ziąb wszystkich jakby przykulił, przygniótł).
Mijam rozpędzone pośpiechem kierowców (niezależnie od listopada) samochody.
Mijam budynki (nagle jakby brzydsze i z ponurą zawartością).
Mijam, sobie i innym.
Niby nic a wszystko.

Niosę sobie w listopadzie kalendarz (koniecznie dzień na stronie)
pełen ważnych-nieważnych notatek z jedenastu miesięcy.
Niosę czapkę (w torbie lub na głowie) i zakupy (w torbie).
Niosę książkę (bo zawsze się przyda) i krem do rąk (bo też).
Niosę myśli codzienne (kupić chleb, wysłać wiadomość), ciężkie (troski mają własną wagę) 
i ulotne (jakiś ty piękny! - na widok dzięcioła zielonego w centrum miasta, pół kroku ode mnie).
Niosę błysk w oku (czasem).
Niby nic a wszystko.

Żyję sobie w listopadzie (zwyczajnie-niezwyczajnie).
Żyję tu (trochę jak trzeba, trochę po swojemu).
Żyję, bo (jestem i jestem, bo) żyję.
Czy jednak cała żyjesz i czy to wystarcza - zagadnęła mnie ostatnio Szymborska.
Memento vivi! - wykrzyknął Bieńczyk (oczywistość!, 
a było to jak uderzenie szarej małpy u Murakamiego).
Więc żyję (jako tako bądź rozmaicie).
Varia tkam codziennie.







poniedziałek, 15 października 2018

Fotografia, która przenika

Sebastião Salgado. Pewnie nawet jeśli nie każdy kojarzy to nazwisko, to większość widziała jego fotografie. A jeśli nie, to trzeba to jak najszybciej (choć niespiesznie) nadrobić.
Podczas Festiwalu Podróżników National Geographic obejrzeliśmy całorodzinnie dwa filmy: "Więcej niż miód" oraz "Sól ziemi". Oba warto zobaczyć, ale ten drugi - trzeba. Tak, wytrzepie, wytarmosi, porozrzuca to, co wewnętrznie jakoś sobie poukładaliśmy. Tak, mamy pewną świadomość zdarzeń i poczynań, ale nie zaszkodzi sobie przypomnieć lub spojrzeć z innej strony. Tak, moja Dwunastolatka chwilami nie była zachwycona, pewnie nawet była wstrząśnięta i stwierdziła, że jednak przyjemniej (przyjemniej, nie lepiej) było nie wiedzieć. Tak, oczy mi się zaszkliły nie raz i nie dwa. I tak, wróciliśmy do domu i do swojej codzienności; można rzec: nic się drastycznie nie zmieniło, ale jednak coś wibruje - może w jednym działaniu utwierdzi, inne ukierunkuje, może na nic szczególnie nie wpłynie, ale na pewno zostanie w nas.










[fotografie stąd]






czwartek, 4 października 2018

w głowie gra...


Renée Fleming



Coraz chudsze pęczki natki pietruszki, szorstka skóra dłoni nieczuła na żadne dowitaminizowanie czy maściowanie, gorący earl grey w ulubionym kubku... [a nie! to akurat zawsze i wszędzie], przechodzenie na drugą stronę ulicy, by trafić w plamę słońca na chodniku, szelest lub chlupot pod stopami, płomień świecy ku radości
Czyli jesień.

Sumi Jo 

 




czwartek, 26 lipca 2018

słowa, słowa


Oto Tajga.
  
 

___________

DoStrzec.

DoCenić.

DoByć.




sobota, 30 czerwca 2018

wąsy


Ktoś czytał przede mną dwie książki Ferrante, jedną Hustvedt i jedną Mariasa (egzemplarze biblioteczne); zdaje się, że jedna i ta sama osoba - choć grafologiem nie jestem - gdyż wszystkie podobnie oznakowała. O ile jeszcze jestem w stanie znieść te pytajniki, wykrzykniki i zapiski na marginesach, o tyle te grube, niechlujnie niedyskretne podkreślenia w tekście tak mnie irytują i utrudniają czytanie (wiem, odchył), że mam ochotę pójść do biblioteki i po dobroci lub siłą uzyskać informację, kto czytał te wszystkie książki wcześniej (i nie poprzestać na pójściu do biblioteki). Jako że zwykle szukam wyjaśnień dla różnych głupot (i mądrości) ludzkich, zaczęłam się zastanawiać, czemu ów/owa niechętnie korzysta z karteczek / niteczek bądź innych znaczników, a może wspomniane książki były własnością tej osoby i oddała je bibliotece, a ja się czepiam, hę?, ale takie zwykle ozdabia pieczęć "dar czytelnika", a w tych egzemplarzach jej brak. We wspomnianych podkreślonych (czytaj: pomazanych) fragmentach nie potrafię się doszukać wartości uniwersalnej, więc znaczenie ma to chyba tylko dla tamtej osoby / tamtych osób. Lubię dbać o książki (nie zaginam stron, potrafię obłożyć nawet te wypożyczone, gdyż książki noszę w torbie wraz z innymi niezbędnikami i nie chce ich narażać niepotrzebne starcia ;-)), nie mam nic przeciwko zaznaczaniu (a nawet rysowaniu, rzeźbieniu etc.) w książkach, pod warunkiem, że to własność prywatna zaznaczającego (może mi się to nie podobać, ale nic mi do tego), ale liczne prywatne notatki w książce z biblioteki to chyba wanDalizm...